• Pytania o wiarę

Kościół, nasza Matka

„Wielka to pomyłka, kiedy ktoś ulega złudzeniu, jakoby osiągnął już taki poziom samodzielności, że Kościoła – matki duchowej już nie potrzebuje”– zauważa w swoim felietonie o. Jacek Salij OP. „Człowiek ostateczną dojrzałość osiągnie dopiero w życiu wiecznym. Dopóki tego życia nie osiągniemy, na szczęście wolno nam liczyć na pomoc i macierzyńską opiekę Kościoła” – podkreśla.

Wiara w życiu wielu z nas zaczynała się podobnie, jak dla Ojca Świętego, który w katechezie z 25 czerwca 2016 r. tak się zwierzał: „Jak dobrze pomyślimy, kto wie, ile twarzy naszych bliskich przesunie się przed naszymi oczami. Może będą to twarze naszych rodziców, którzy poprosili o chrzest dla nas; twarze naszych dziadków lub kogoś z rodziny, kto nauczył nas robić znak krzyża i odmawiać pierwsze modlitwy. Szczególnie pamiętam twarz siostry zakonnej, która uczyła mnie katechizmu, zawsze mam ją w pamięci – z pewnością jest ona w niebie, bo to święta kobieta – pamiętam o niej zawsze i dziękuję Bogu za tę siostrę. Albo twarz proboszcza, innego księdza czy siostry zakonnej, katechety, którzy uczyli nas wiary i pomagali nam w niej dojrzewać... Tym właśnie jest Kościół: wielką rodziną, która nas przyjmuje i uczy, co to znaczy żyć w wierze i być uczniem Pana Jezusa”.

Papież Franciszek nieraz przypominał, że – teraz cytuję jego katechezę z 3 września 2014 r. –  „nie stajemy się chrześcijanami sami, o naszych siłach, w sposób autonomiczny,  ale jesteśmy zrodzeni i wzrastamy w wierze w obrębie tego wielkiego ludu, jakim jest Kościół. W tym sensie Kościół jest naprawdę matką. Nasza matka Kościół – jakże pięknie to brzmi! Jest to matka dająca nam życie w Chrystusie i sprawiająca, że żyjemy razem ze wszystkimi innymi siostrami i braćmi w komunii Ducha Świętego”.

Tak charakterystyczny dla naszego pokolenia kryzys wiary zaczyna się często od poczucia, że skoro czas dzieciństwa mamy już za sobą, to Kościół w naszej drodze do Boga już niekoniecznie jest nam potrzebny. Wówczas chętnie wybrzydzamy się na Kościół (zastrzegając się niekiedy, że nasza krytyka nie dotyczy Kościoła w jego wymiarach duchowych, że jedynie dystansujemy się wobec Kościoła jako instytucji), czujemy się wtedy mądrzejsi od papieża i biskupów, a także bardzo chętni do – proszę wybaczyć ironię – „posługiwania się własnym rozumem” w sprawach wiary.

Wielka to pomyłka, kiedy ktoś ulega złudzeniu, jakoby osiągnął już taki poziom samodzielności, że matki duchowej już nie potrzebuje. Owszem, rodzice, a zwłaszcza matka, są dziecku niezbędni w pierwszych latach życia. W miarę jak młodzież wchodzi w dorosłość, a zwłaszcza kiedy człowiek osiągnął już zawodową i społeczną samodzielność, opiekuńcza rola rodziców praktycznie się kończy. Jednak warto sobie uprzytomnić, że pełną dojrzałość osiągają na tej ziemi śliwki i gruszki, również koty i sarny. Człowiek ostateczną dojrzałość osiągnie dopiero w życiu wiecznym. Dopóki tego życia nie osiągniemy, na szczęście wolno nam liczyć na pomoc i macierzyńską opiekę Kościoła.

Rzeczywistości nie da się oszukać. Nie da się naprawdę być katolikiem i jednocześnie nie przejmować się tym, że Kościół jest szczególnym darem Bożym dla nas wszystkich. Wszyscy, którzy dzisiaj pragniemy odnowić się w wierze, musimy sobie realnie przypominać, że Kościół jest naszą matką, która prowadzi nas do zbawienia. Przecież jeżeli Dobra Nowina w ogóle do nas dotarła, to dlatego, że inni, wcześniej od nas, żyli wiarą, a potem nam ją przekazali. Przecież to dlatego kiedyś zostaliśmy ochrzczeni.

Chrzest otrzymaliśmy właśnie w Kościele. Przez ten sakrament w ogóle urodziliśmy się dla Chrystusa i wtedy zaczęła się nasza droga do życia wiecznego. Odtąd Kościół, jak prawdziwa matka naprawdę stara się karmić nas słowem Bożym, udziela nam sakramentów, gromadzi zwłaszcza na coniedzielnej Eucharystii, zabiega o duchowe dobro nasze i naszych dzieci, nie zapomina o chorych i umierających, i w ogóle troszczy się o relacje nas wszystkich z Bogiem. Niestety, jesteśmy ułomni i grzeszni, toteż tej macierzyńskiej posłudze Kościoła daleko do ideału. Na naszej ziemi nawet najlepsze matki noszą w sobie cień macochy. Naznaczona jest nim również Matka Kościół. Wszyscy, którzy kochamy Kościół, starajmy się, w miarę naszych możliwości, z oblicza tej naszej matki zdejmować cień macochy. Wszystkim nam powinno zależeć na tym, ażeby ta nasza matka ukazywała się ludziom jako święta i bezinteresownie kochająca.

Z drugiej strony, nie jest również tak, żeby nasza matka Kościół nie doznawała od nas różnych krzywd. Już w roku 251, a więc grubo ponad tysiąc siedemset lat temu, święty Cyprian, biskup Kartaginy i przyszły męczennik za wiarę, musiał przypominać ówczesnym chrześcijanom, że „nie może mieć Boga za Ojca, kto nie ma Kościoła za matkę”.
 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama