Pozwólcie dzieciom…

Żądania politycznych celebrytów, żeby dzieciom i młodzieży przed osiemnastym rokiem życia zabronić dostępu do sakramentu pokuty, są tyleż samo przewrotne, co wyrachowane.

Wysuwają je ludzie, którzy w polityce żadnymi liczącymi się sukcesami, prócz osobistych, pochwalić się nie mogą, chociaż w polskim parlamencie i europarlamencie nie są nowicjuszami.

Wystąpienie z antykatolicką prowokacją dało im tyle, że po raz kolejny znaleźli się w kręgu zainteresowania mediów. Dla takich jak oni to bezcenne. Bo przecież sposobu na walkę z inflacją i ratowanie polskiej demografii nie wymyślą. Zależy im najbardziej na permisywnej edukacji seksualnej już od przedszkola. Walczą o „tęczowe piątki” w szkołach i nie protestowali, kiedy kilkuletni chłopiec tańczył w wianuszku uczestników gejowskiej parady w Warszawie. Niedawno forsowali projekt ustawy umożliwiającej trzynastoletnim dziewczynkom poddanie się aborcji bez zgody rodziców. Praca Kościoła i rodziny nad zakorzenieniem w życiu najmłodszych praktyki rachunku sumienia, spowiedzi i podejmowania moralnej poprawy jest dla nich solą w oku. Dlatego perorują o uwolnieniu dzieci i młodzieży od stresu związanego ze spowiedzią. Kraje, w których niepełnoletni nie mogą uczestniczyć w praktykach religijnych, wciąż na świecie istnieją. Tylko czy chcemy, żeby były dla nas wzorem?

Stres towarzyszy człowiekowi znacznie częściej niż tylko podczas spowiedzi. Idąc tym śladem, należałoby zakazać w szkole sprawdzianów i egzaminów końcowych przed osiemnastym rokiem życia. Może trzeba by wycofać się również ze szkolnych akademii i przedstawień, bo każdy występ publiczny jest dla dziecka stresem. Dodajmy jeszcze, że wielkim stresem jest dla dziecka każde okresowe szczepienie, wizyta u dentysty, a nawet mycie włosów szamponem, który dostaje się do oczu. Warto też pamiętać o nerwach związanych np. z rozwodem rodziców albo o traumie, kiedy nauczycielka w szkole każe kilkuletniemu chłopcu przebrać się za dziewczynkę w ramach szkolenia z „tolerancji”. Spowiedź nie musi być stresem większym od innych, zwłaszcza jak wybierze się dobrego spowiednika. Mądry spowiednik późniejszego świętego Josemarii Escrivy zadał mu na pierwszej spowiedzi „za pokutę” zrobić z mamą i zjeść ciasto, które chłopiec bardzo lubił. Odtąd z tym właśnie kojarzyła mu się spowiedź. Dla mnie jedną z najbardziej wzruszających sytuacji w prawie czterdziestoletniej posłudze kapłańskiej była ta, kiedy do mojego konfesjonału podszedł… pięciolatek. Długo przed Pierwszą Komunią! Życzę wielu dorosłym tak uformowanego sumienia i takiej pewności Bożego Miłosierdzia, jak u tego dziecka!

Kolejny „dziecięcy” temat to popularne „Msze” na Robloksie. Jednych gorszą, dla drugich to tylko dziecięca zabawa. Na s. 12 i 13 prezentujemy odmienne stanowiska dwóch duchownych. Każdy z nich ma inną wrażliwość i przynależy do innego pokolenia. Pierwszy jest młodym wikariuszem, katechetą i wykładowcą języka polskiego w seminarium. Drugi to kierownik Katedry Internetu i Komunikacji Cyfrowej w Instytucie Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa UKSW. Osobiście – nie tylko wiekiem – bliżej mi do tego starszego. Nie chciałbym bowiem świata, w którym dzieci nie bawią się już w księży. To by znaczyło, że Kościół i kapłaństwo nie istnieje już w ich świadomości. Dlatego protestowałem przed paru laty, kiedy w jednym z filmów animowanych z panoramy Paryża usunięto wszystkie kościoły.

Bardziej niż widok dzieci bawiących się w Mszę w internecie gorszy mnie niedawne parodiowanie Najświętszej Ofiary przez panie asystentki pastoralne w Szwajcarii. Zapadam się pod ziemię, gdy słyszę o kolejnym księdzu, który stanął przy ołtarzu nietrzeźwy. Czuję obrzydzenie, gdy duchowny podaje mi Ciało Chrystusa palcami pożółkłymi i prześmiardłymi od papierosów. A co do dzieci, to nie powinniśmy im zabraniać przychodzenia do Chrystusa ani w imię świętego oburzenia, ani w imię nieświętych ideologii. Na koniec muszę przyznać, że bardziej nieswojo niż z powodu „Mszy” na Robloksie czuję się, patrząc na zdjęcia z Mszy świętej w czasie ostatniego kontynentalnego Synodu o Synodalności w Pradze, koncelebrowanej przez prawdziwych kardynałów, arcybiskupów, biskupów i księży, z udziałem innych uczestników Synodu. Mszę odprawiano nie w kościele, ale… w hotelu. Tam było ponoć cieplej i sprawniej.

Dzieci, które na Robloksie pieczołowicie odtwarzają świątynie, żeby bawić się w „Mszę”, na coś takiego nie wpadły!

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama