Niewątpliwym przegranym w całej operacji jest Pekin. W ostatnim czasie Chiny kupowały w Wenezueli 470 tys. baryłek ropy naftowej dziennie, czyli połowę miejscowej produkcji. Teraz kupią tyle, ile pozwolą im sprzedać Amerykanie.
Z punktu widzenia Donalda Trumpa akcja w Wenezueli jest – jak dotąd – pełnym sukcesem. Sprawnie przeprowadzona punktowa operacja – bez wszczynania wojny na pełną skalę; pokaz siły, sprawczości i tego, że Waszyngton nie rzuca słów na wiatr – przyda się to w rozmowach z Meksykiem czy Danią (Grenlandia). I na razie wygląda na to, że Waszyngton odrobił lekcje m.in. z Iraku i nie daje się wciągnąć w przeciągającą się wojnę, albo okupację, a jedynie zabezpiecza swoje strategiczne interesy.
Kogo interesują główni zainteresowani?
Czy na operacji będącej jednocześnie obaleniem dyktatora i niewątpliwym naruszeniem suwerenności kraju zyska cokolwiek wenezuelskie społeczeństwo?
Reżim przetrwał obalenie Nicolasa Maduro, choć stał się grzeczniejszy wobec USA. Na razie wypuszczono pierwszą grupę więźniów politycznych. To bardzo dobrze, z tym że to jeszcze nie oznacza wprowadzenia wolności i demokracji.
Problemu kosmicznej korupcji i powszechnej gangsterki też raczej nie rozwiąże sama interwencja Delta Force. Strącenie Maduro w najlepszym razie może być początkiem zmian, które sporo potrwają.
Jeśli chodzi o pozytywy, najbardziej prawdopodobna wydaje się poprawa sytuacji gospodarczej. Wenezuela wytwarzała w latach 90. 3,5 mln baryłek ropy dziennie, ale w ostatnim czasie zaledwie 900 tys. (przy największych na świecie udokumentowanych złożach wynoszących ponad 300 mld baryłek). Analitycy nie liczą na nagły skok – raczej na wzrost o 200 tys. baryłek dziennie w ciągu roku i osiągnięcie poziomu 2 mln baryłek dziennie za ok. 10 lat (analiza firmy Rapidan Energy), ale już to byłoby lepsze od obecnej wenezuelskiej nędzy. Pozostaje oczywiście pytanie, jaka część zysków trafi do Wenezueli, skoro kontrolę nad sektorem objęli cudzoziemcy.
Kontynentalne starcie
Niewątpliwym przegranym w całej operacji jest Pekin. Chiny kupowały połowę wydobywanej w Wenezueli ropy naftowej – 470 tys. baryłek dziennie. Caracas jest też zadłużone w Chinach – kwota do spłacenia jest szacowana na 10 mld dol.
Państwo Środka sprowadza ogółem 1,1 mld baryłek dziennie, więc utrata wenezuelskiego źródła nie oznacza katastrofy; będzie odczuwalna – tylko i aż tyle. Waszyngton deklaruje zresztą, że jakąś ilość ropy będzie nadal sprzedawał Chińczykom, ale może tu dyktować warunki. W dodatku amerykańska kontrola zapewne nie pozwoli Azjatom na większy dostęp do wenezuelskich złóż (nie tylko ropy zresztą, ale też kilku cennych metali).
Przy okazji USA pokazują wyraźnie, że nadal uważają Amerykę za swoją strefę wpływów i nie będą biernie patrzeć na to, jak Pekin dla reżimu Kuby staje się tym, czym kiedyś Moskwa, albo jak – by zacytować byłego prezydenta Jaira Bolsonaro – nie kupuje w Brazylii, ale kupuje Brazylię.
Jeśli jednak chodzi o walkę Ameryki o Amerykę, gra właściwie dopiero się zaczyna.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.