Pucz

Cotygodniowy komentarz z "Przewodnika Katolickiego" (41/2004)

- To próba prawicowego puczu -oznajmił członkom SLD były premier Leszek Miller, odnosząc się do zapowiedzi postawienia go przed Trybunałem Stanu. Nie jest to może palnięcie na miarę sławnego już „Goebbelsa", ale równie niemądre. Świat jeszcze nie widział, by uruchomienie konstytucyjnej procedury pociągnięcia urzędnika państwowego do odpowiedzialności za nadużycie urzędu było „puczem". Chyba że nazwiemy tak zmuszenie do rezygnacji Richarda Nixona po aferze Watergate.

Ale nerwowość Millera jest zrozumiała. W ostatnich dniach coraz bardziej, mówiąc językiem ulicy, pali mu się koło siedzenia. Najpierw zdradził byłego premiera Lepper. Najwyraźniej skalkulował, że Miller na nic mu już niepotrzebny, a z popierania raportu Błochowiak musi się zbyt gęsto tłumaczyć, kazał więc „Samoobronie" zmienić front i zagłosować za raportem Ziobry. W ten sposób całe „kuglowanie" obróciło się przeciw lewicy: zamiast wyważonego i ostrożnego raportu Nałęcza, sama przeforsowała raport najbardziej dla siebie niekorzystny. Czy teraz Lepper konsekwentnie zagłosuje za postawieniem Millera przed Trybunałem? Nie jest to pewne, ale na pewno nie zagłosuje przeciwko temu za darmo, i na pewno cena za uratowanie Millera przed dochodzeniem nie będzie mała.

To jednak jeszcze nic wobec aresztowania „biznesmena i lobbysty" Marka D. pod zarzutem obdarowania mercedesem łódzkiego barona SLD Andrzeja Pęczaka. Pęczak nie wziął się w Łodzi znikąd, był w mieście Millera prawą ręką, głównym rozgrywającym byłego premiera. Jeśli Miller nie wiedział o tej łapówce, świadczyłoby to o nim jak najgorzej. Jeśli wiedział... wiadomo. Można się też spodziewać, że na jednym mercedesie sprawa się nie skończy. Przy tej skali interesów, jakie prowadził Marek D., mercedes zakrawa na „drobną grzeczność", opłata jak nie za załatwienie czegoś, a za pośrednictwo. W jakich kontaktach, z kim? Te pytania ani chybi padną.

Padną też kolejne pytania przed komisją badającą sprawę „Orlenu". Choć pani Piwnik, jak wcześniej Jakubowska, ofiarnie naraziła się na zawodową i osobistą kompromitację, by chronić swego byłego szefa, okazało się to nie wystarczać. Wiele zależy teraz od zeznań Siemiątkowskiego, a czy ten będzie się równie starał, jak była minister sprawiedliwości? Można to pytanie rozszerzyć - czy w ogóle ktokolwiek na lewicy chce się o to starać? Zapewne były premier wie niejedno o swoich towarzyszach, i pewnie dlatego jak na razie SLD nie próbuje zrobić z Millera kozła ofiarnego i zwalić nań wyłączną odpowiedzialność za wszystkie swe afery. Ale taki „pucz", bynajmniej nie prawicowy, wisi w powietrzu.

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama