Ciemne strony in vitro: Nawet się nie zorientujesz, jak się ugotujesz...

Strategia „gotowania żaby” działa znakomicie w przypadku procedury in vitro. Małymi krokami wprowadza się zmiany, których byśmy nie zaakceptowali, gdybyśmy zdali sobie sprawę z ich ostatecznych konsekwencji. Chętnie mówi się o „prawie do posiadania dziecka”, uparcie przemilczając to, że dziecko coraz bardziej staje się produktem.

Na początku grudnia trafiłam w mediach na informację o 70-letniej Ugandyjce Safinie Namukwaya, która co dopiero urodziła bliźnięta. Pierwsze swoje dziecko pani Namukwaya powiła trzy lata wcześniej. Jak się łatwo domyślić, wszystko to dzięki technice in vitro, wokół której w Polsce na powrót toczy się debata.

Sięgnęłam pamięcią 18 lat wstecz, gdy opinię publiczną zbulwersowała historia Rumunki Adriany Iliescu, która urodziła córkę w wieku 66 lat. Ta pisarka i wykładowca akademicki trafiła (co prawda na niedługo) do Księgi Rekordów Guinnessa jako „najstarsza matka świata” i nadała nowe znaczenie terminowi „ciąża geriatryczna”, które medycyna rezerwuje dla ciężarnych po 35. roku życia. Wspomniany świat oskarżał wiekową matkę o egoizm – zajęta wcześniej karierą naukową nie zdecydowała się na dziecko. Kościół prawosławny miał dylemat, czy córkę Iliescu ochrzcić. W końcu była niestandardowo urodzonym dzieckiem, a nadto genetycznie nie spokrewnionym z kobietą, która dała jej życie. Jeszcze nie przebrzmiała dyskusja wokół narodzin małej Elizy, kiedy Adriana Iliescu utraciła tytuł „najstarszej matki świata” na rzecz Marii del Carmen Bousada de Lara, która mając blisko 67 lat urodziła bliźnięta. Hiszpanka nigdy nie była zamężna, a na macierzyństwo zdecydowała się po śmierci swojej matki, z którą mieszkała. Nie cieszyła się nim długo, bo osierociła synów dwa i pół roku po ich narodzinach. Ale przez ten czas aktywnie działała na rzecz późnego macierzyństwa.

Dziś 60-letnie matki już nie są sensacją. Europejki, które tak późno odkryły w sobie powołanie do macierzyństwa, jeżdżą (a na pewno jeździły) na Ukrainę, bo prawo wielu krajów europejskich jednak ustala górną granicę wieku przy zabiegach in vitro. Ale na przykład we wspomnianej Ukrainie, czy w Indiach, już takich obwarowań nie ma. Jak są pieniądze, to jest i in vitro. Właśnie z Indii, gdzie do poddania się procedurze zapłodnienia pozaustrojowego potrzebna jest wyłącznie… dobra kondycja zdrowotna matki, pochodzą prawdziwe rekordzistki. Od 2019 roku liderką w tym rankingu jest Erramatti Mangayamma, która mając 74 lata urodziła w 2019 roku bliźniaczki – biologiczne dzieci swojego wówczas 82-letniego męża.

Media wciąż wyłapują i relacjonują takie ciekawostki jak ekstremalnie późne macierzyństwo. W końcu nikły procent tych w sumie niewielu wiekowych kobiet, które się na nie decydują, zajdzie w ciążę i szczęśliwie ją donosi. Statystyki są bezwzględne – wiele pól i bawołów w Indiach zostało sprzedanych nadaremnie, wiele kredytów zaciągniętych na próżno. In vitro nie daje gwarancji sukcesu.

Z początku media pochylały się niekiedy nad jakąś szczególną historią i wydawały negatywny sąd, podobnie jak to miało miejsce w przypadku Adriany Iliescu. Tak stało się później z 66-letnią brytyjską rozwiedzioną businesswoman Elizabeth Adeney, która w 2009 umyśliła sobie, że macierzyństwo będzie lekiem na samotność, co nie spodobało się opinii publicznej. Ale krytyczne głosy zaczęły cichnąć, a chyba nigdy nie zdarza się, żeby ktoś poddał w wątpliwość samą procedurę, która do takich „cudów” prowadzi.

Generalnie coraz więcej jest współczucia i zrozumienia dla matek, ale nie ma go ani krztyny dla dzieci, będących przedmiotem nie tylko marzeń, ale handlu i zysków. Pomysłów na to, jak zarobić na ludzkich pragnieniach, będzie przybywało. Dziecko może być od niedawna noszone w ciąży przez dwie kobiety, które tego zechcą „ze względów emocjonalnych”. Myślę, że w nieodległym czasie sensacyjne w tonie doniesienia o konstruowaniu sztucznej macicy, staną się rzeczywistością. Niewielu obchodzi, ile nienarodzonych istot ludzkich straci przy tym życie lub będzie trwało w mroźnej rzeczywistości między życiem a śmiercią. Mam jednak nadzieję, że zawsze będzie obchodziło tych, którzy z racji na wiarę, i to wiarę opartą na rozumie, w najmniejszej nawet ludzkiej istocie widzą człowieka właśnie. Że się nie dadzą ugotować jak żaby, wraz z resztą społeczeństwa. A może staną się kiedyś dla niego zaczynem, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż się wszystko zakwasiło.

 

Civitas Christiana 4/2023

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama