Nie lekceważ

Głodni zawsze będą wśród nas. Choć niekoniecznie ich dostrzegamy.

Kobieta w wieku nieokreślonym, w poszarpanych, brudnych ubraniach stoi w kolejce do kasy w restauracji typu „nałóż, co chcesz, i zważ”. Osoby stojące przed nią i za nią mają kłopot. Pośród zapachu jedzenia jej zapach budzi obrzydzenie.

Problem kończy się przy kasie, kiedy okazuje się, że jedyny pieniążek, który ma, nie pozwala na zapłacenie rachunku. Kiedy wyprowadza ją pracownik ochrony, podchodzi do nich jedna z klientek i proponuje, że zapłaci za tę kobietę. Ochroniarz odpowiada: „Ja jej tu nie chcę”. Kurtyna. Bez braw, za to z głębokim poczuciem niesmaku. Większość oddycha z ulgą. Niektórzy mówią do siedzących z nimi przy obiedzie, że tamta sama jest sobie winna, bo pewnie piła przez całe życie. Być może ktoś zaczyna sobie zadawać pytania... Trudne pytania, na które nie ma prostych odpowiedzi. A może są? I może jednak nie są nimi rozwiązania tego typu, które pojawiły się niedawno w królewskim mieście Krakowie, gdzie padła propozycja „usunięcia” takich ludzi z przestrzeni najbardziej reprezentacyjnych? Jedna z wolontariuszek akcji Zupa na Plantach odpowiedziała na nią tak: „Kiedy zaczynaliśmy to całe szaleństwo z zupą, nie czułam się tak, jakbyśmy zwoływali osoby, które są głodne, żeby do nas przyszły. Miałam wrażenie – i to wrażenie już od 2,5 roku jest we mnie nadal tak samo świeże – że to my przyszliśmy do nich. Do miejsca, w którym oni już byli. Bo to niezupełnie jest tak, że to my zwołujemy raz w tygodniu jakieś wielkie, hałaśliwe zgromadzenie w centrum miasta. Bo to zgromadzenie złożone jest z ludzi, których codziennie mijamy w drodze do pracy, biegnąc na tramwaj, idąc do kina. Oni po prostu są między nami. I jak usuniemy ich poza zasięg naszego wzroku, to oni nie znikną. Może nie będzie nas razić ich zapach, ich wygląd, ich żebranie o naszą uwagę – ale nie znikną”.

– Porusza mnie to, że najgłębszą tęsknotą serc ubogich, bezdomnych i alkoholików jest Bóg, a nie sensacja – powiedział ks. Piotr Wenzel, na co dzień proboszcz jednej ze śląskich parafii. A mnie poruszyły jego słowa. Wypowiedziane jako komentarz do posługi wśród ludzi ubogich i takich, którym losy życiowe mocno się poplątały. Wraz z członkami Stowarzyszenia Świętego Filipa Nereusza odprawia dla nich niedzielną Eucharystię, następnie częstuje ich obiadem, po czym zaprasza na film i na kawę. I oni najczęściej chcą „taki o Panu Jezusie”. W osiemdziesięcioosobowej ekipie wyruszyli ostatnio na jasnogórską pielgrzymkę. Są razem. Bez podziału na tych biednych i na tych lepiej sytuowanych. Na lepszych i gorszych.

Miesiące wakacyjne przepełnione atrakcjami i propozycjami wypoczynku w stylu „all inclusive”, gdzie jedzenia jest ponad potrzeby, a raczej wielka ilość jedzenia i picia te potrzeby generuje, mogłyby stać się czymś w rodzaju prztyczka w nos dla społeczeństwa wysokorozwiniętego, w którym pojęcie głodu nie występuje. Tak się przynajmniej wydaje, bo głodni zawsze będą wśród nas. Choć niekoniecznie ich dostrzegamy. Szkoda, bo nie widząc jednego z maluczkich, lekceważymy samego Chrystusa.

ks. Adam Pawlaszczyk - redaktor naczelny tygodnika "Gość Niedzielny"

opr. ac/ac

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama