Radość i nadzieja

Czarno-biała fotografia. Mały chłopiec siedzi na ziemi, patrząc przed siebie. Obok leży ciało jego zabitej przed chwilą matki. Pustka w oczach dziecka jest wstrząsająca i tak właśnie zareagowałem, widząc tę fotografię po raz pierwszy – byłem wstrząśnięty.

Czarno-biała fotografia. Mały chłopiec siedzi na ziemi, patrząc przed siebie. Obok leży ciało jego zabitej przed chwilą matki. Pustka w oczach dziecka jest wstrząsająca i tak właśnie zareagowałem, widząc tę fotografię po raz pierwszy – byłem wstrząśnięty.

Julien Bryan, amerykański fotograf, autor tego zdjęcia, na początku II wojny światowej przyjechał do bombardowanej Warszawy. Miał ze sobą kamerę i trzy aparaty fotograficzne. Podobno prezydent stolicy miał mu powiedzieć, że to właśnie dzięki niemu świat dowie się, jak straszne rzeczy się dzieją. Tak, to są straszne fotografie. Na jednej z nich dziewczyna rozpacza nad ciałem zamordowanej właśnie siostry, na kolejnej kilkuletni chłopiec siedzi bezradny na gruzach dopiero co zawalonego budynku. Obraz końca świata: miłości, domu i poczucia bezpieczeństwa. Bryan zarejestrował również moment zestrzelenia niemieckiego samolotu, który spadał, płonąc. Wyznał potem, że przyłączył się do wiwatujących na tę okoliczność, choć przecież był to moment, w którym również ginęli ludzie. – Cieszyliśmy się, że nie żyją.

Tak właśnie wojna zmienia człowieka – powiedział. Tak, wojna zmienia człowieka. Pisząc te słowa w pierwszym tygodniu września, obserwuję wszystkie wydarzenia dziejące się z okazji osiemdziesiątej rocznicy wybuchu II wojny światowej. Pada dużo emocjonalnych słów. W trakcie oficjalnych obchodów tej rocznicy w Warszawie prezydent Andrzej Duda podkreślił, że wojna pochłonęła trzy procent ludności ówczesnego świata. Prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier stwierdził, że nie ma drugiego miejsca w Europie, w którym z takim trudem przychodziłoby mu zabrać głos. – Nigdy nie pozwoliliście się owładnąć rozpaczy, nigdy nie wyrzekliście się swojej tysiącletniej historii. Wasze światło lśniło w mroku, a mrok światła nie pokonał – mówił z kolei wiceprezydent USA Mike Pence. Emocji dużo, bo i tragedia tej ostatniej światowej wojny była niewyobrażalna. Pustka w oczach wspomnianego chłopca z fotografii powoduje pustkę w głowie po zadaniu pytania, dlaczego to wszystko się wydarzyło. I co na to Ewangelia? Czy Dobra Nowina ma szansę przebić się przez to poczucie pustki?

W tym numerze „Gościa Niedzielnego” zajmujemy się między innymi wojną. „Było o co walczyć”. „Prawo do obrony”. „[Wojna] Nie naprawia”. To śródtytuły w tekście Franciszka Kucharczaka, który zajął się tematem, w jaki sposób chrześcijanin powinien ustosunkować się wobec wojny (ss. 26–27). Czy wolno nam się bronić, skoro Jezus Chrystus zachęcał do „nadstawienia drugiego policzka”? Czy wolno nam prowadzić wojny i czy istnieją wojny sprawiedliwe? Przy lekturze tego artykułu doszło do mnie, że jedne z najważniejszych słów Kościoła na temat wojny padły w dokumencie Soboru Watykańskiego II mającego w tytule radość i nadzieję. Gaudium et spes. To słowa o ludzkości, która może doczekać czasu, w którym nie będzie już jej dane zaznać innego pokoju jak tylko przerażającego pokoju śmierci. Wierzę, że dzięki Ewangelii głoszonej przez Kościół do tego momentu nie dojdzie. A radość i nadzieja nie zostaną pokonane przez smutek i rozpacz...

ks. Adam Pawlaszczyk - redaktor naczelny tygodnika "Gość Niedzielny"

opr. ac/ac

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama