Dlaczego Matka Teresa została wyniesiona na Ołtarze skoro straciła wiarę?

Miłość do Chrystusa Matka Teresa łączyła z pragnieniem, by sprawić Jezusowi radość poprzez przyprowadzanie do Niego dusz

Dlaczego Matka Teresa została wyniesiona na Ołtarze skoro straciła wiarę?

ks. Jacek Hadryś

DLACZEGO MATKA TERESA ZOSTAŁA WYNIESIONA NA OŁTARZE, SKORO STRACIŁA WIARĘ?

Jeśli kiedykolwiek będę Świętą – na pewno będę Świętą „od ciemności”. Będę ciągle nieobecna w Niebie – aby zapalać światło tym, którzy są w ciemności na ziemi 1.

Powyższe słowa Matki Teresy z Kalkuty odsłaniają istotny i zarazem wyjątkowy element misji, którą otrzymała od Boga. Niniejsze przedłożenie jest poświęcone ukazaniu owego fenomenu ciemności oraz jego teologicznej interpretacji, ponieważ zapoznanie się z nim pozwoli odpowiedzieć na pytanie, w którym zawiera się stwierdzenie o utracie wiary przez Matkę Teresę.

Otóż w marcu 1953 roku Matka Teresa ujawniła swoje doświadczenie wewnętrznej ciemności, która praktycznie towarzyszyła jej już do końca życia: Proszę o szczególną modlitwę za mnie, żebym nie zniszczyła Jego dzieła i żeby nasz Pan mi się ukazał – bo mam w sobie tak straszną ciemność, jak gdyby wszystko obumarło2 . Fakt pojawienia się takiego stanu ducha na początku istnienia Misjonarek Miłości potwierdziła również w innych listach: Ojcze – od roku 49 albo 50 to straszliwe poczucie pustki – ta niewypowiedziana ciemność – ta samotność – ta nieustanna tęsknota za Bogiem – która przyprawia mnie o ten ból w głębi serca 3. Pojawienie się ciemności zaskoczyło Teresę, gdyż zostało poprzedzone niezwykle silnym, mistycznym doświadczeniem obecności i bliskości Boga. Otóż 10 września 1946 roku podczas podróży pociągiem otrzymała powołanie w powołaniu, które zaowocowało powstaniem Misjonarek Miłości 4. Od tego dnia do połowy 1947 roku słyszała słowa i doświadczała widzeń wewnętrznych, nie mając wątpliwości, że mówi do niej Jezus.

Po upływie dziesięciu lat od powstania Misjonarek Miłości Teresa otrzymała znak, który był dla niej dowodem, iż Bóg był zadowolony z pracy sióstr: Modliłam się do Niego o dowód, że Bóg jest zadowolony ze Zgromadzenia. I z miejsca znikła ta długotrwała ciemność, ten ból z powodu utraty - z powodu samotności – z powodu tego dziwnego cierpienia tych dziesięciu lat. Dziś moją duszę przepełnia miłość, niewypowiedziana radość – niczym niezmącone miłosne zjednoczenie 5. Po upływie miesiąca ciemność pojawiła się znowu, stając się nieodłącznym elementem codziennego życia Teresy: Nasz Pan uznał, że lepiej będzie dla mnie, jeśli będę w tunelu – więc znowu odszedł – zostawiając mnie samą. – Jestem Mu wdzięczna za ten miesiąc miłości, który mi dał 6.

Matka Teresa dźwigała w sobie – z jednej strony – poczucie całkowitego opuszczenia przez Boga, a z drugiej – ogromną tęsknotę za Nim. Taka sytuacja powodowała ból trudny do zniesienia. Dodatkowym elementem owego stanu było poczucie głębokiego osamotnienia. Bardzo znamienna jest modlitwa, której tekst otrzymał od Matki Teresy ojciec Lawrence Trevor Picachy: Panie, mój Boże, kim jestem, że mnie opuszczasz? Twoim ukochanym dzieckiem – a teraz stałam się jakby najbardziej znienawidzonym – tym, które odrzuciłeś, jakbyś go nie chciał – nie kochał. Wołam, lgnę, pragnę – i nie ma Nikogo, kto by mi odpowiedział – Nikogo, do kogo mogłabym przylgnąć – nie, nie ma Nikogo. – Sama. Ciemność jest taka ciemna – a ja jestem sama. – Niechciana, opuszczona. – Samotność serca, które pragnie miłości, jest nie do zniesienia. – Gdzie jest moja wiara? – nawet tam głęboko, w samym wnętrzu, nie ma nic prócz pustki i ciemności. (…) Boli bez przerwy. – Nie mam wiary. – Nie ośmielam się wypowiadać słów i myśli, które kłębią mi się w sercu – i sprawiają, że cierpię niewypowiedziane katusze. Tak wiele we mnie pytań bez odpowiedzi – boję się je odsłaniać – w obawie przed bluźnierstwem. – Jeśli jest Bóg, wybacz mi, proszę .(…) Kiedy próbuję wznosić myśli ku Niebu – jest tam tak przytłaczająca pustka, że te same myśli wracają i jak ostre noże ranią mnie w samą duszę. – Miłość – to słowo – nic sobą nie przedstawia. – Mówią mi, że Bóg mnie kocha – jednak rzeczywistość ciemności i chłodu, i pustki, jest tak wielka, że nic nie porusza mojej duszy. (…) Mimo wszystko – ta ciemność i pustka nie są tak bolesne Jak tęsknota za Bogiem. – Czuję, że ta sprzeczność wytrąci mnie z równowagi7 .

Pomimo tak wielkiej ciemności Matka Teresa trwała w niczym niezachwianej wierności Bogu, wyrażającej się w powołaniu, które wybrała: Nie uskarżam się – chcę tylko przez cały czas iść razem z Chrystusem 8. Całą sobą była oddana Chrystusowi, stwierdzając wprost, iż im większy ból i im ciemniejsza ciemność, tym słodszy będzie mój uśmiech dla Boga 9. Przeżywane cierpienie nie tylko nie zamykało jej serca na Boga, ale popychało do ponawiania aktów bezwarunkowego oddania się Jemu: Kiedy prosiłeś, abyś mógł odcisnąć w moim sercu Twoją Mękę – czy to jest odpowiedź? Jeśli przyniesie Ci to chwałę, jeśli da Ci to odrobinę radości – jeżeli przyciągnie to do Ciebie dusze – jeżeli moje cierpienie zaspokoi Twoje Pragnienie – oto jestem, Panie, przyjmuję wszystko z radością do końca życia 10.

Miłość do Chrystusa Matka Teresa łączyła z pragnieniem, by sprawić Jezusowi radość poprzez przyprowadzanie do Niego dusz: Jeżeli moje oddzielenie od Ciebie – sprowadzi do Ciebie innych, a w ich miłości i obecności znajdziesz radość i zadowolenie – to przecież, Jezu, z całego serca chcę cierpieć – nie tylko teraz – ale przez całą wieczność – gdyby to było możliwe. Twoje szczęście to wszystko, czego pragnę. – Co do reszty – proszę, nie zadawaj sobie trudu – nawet gdybyś widział, że mdleję z bólu11 .

Znamienne, iż w doświadczeniu ciemności Matka Teresa miała – mimo wszystko – świadomość, że wolą pozostawała zjednoczona z Chrystusem: Jak strasznie pusta jest moja dusza (...). Wiem, że to tylko uczucia – bo moja wola jest nierozerwalnie związana z Jezusem, a zatem z Siostrami i Ubogimi12 . Chociaż ciemności były wielkie, nie zdołały zachwiać w niej przekonania o Boskim pochodzeniu dzieła, do którego została powołana, co stanowiło ważny punkt oparcia: Jeżeli piekło istnieje – to musi to być to. Jak strasznie jest być bez Boga – nie ma modlitwy – nie ma wiary – nie ma miłości. – Jedyne, co wciąż pozostaje – to przekonanie, że dzieło jest Jego – że Siostry i Bracia są Jego. – I uparcie się tego trzymam, jak tonący, który nie ma niczego innego, chwyta się brzytwy13 .

Po wielu latach przeżywania wewnętrznych udręk o wiele głębiej zrozumiała stan ducha, który był jej udziałem. Zaczęła przeżywać ciemność jako duchową stronę dzieła, do którego została powołana, sposób na pełniejsze utożsamienie się z ubogimi, którym służyła, w najmniejszym nawet stopniu nie oddzielając swoich cierpień od – umiłowanego ponad wszystko – Chrystusa: Zaczęłam kochać tę ciemność – bardzo małą cząstkę ciemności i bólu Jezusa na ziemi (...). Jezus nie może już przeżywać agonii – ale chce przeżywać ją we mnie 14. Nowe zrozumienie doświadczenia wewnętrznej ciemności można sprowadzić do potraktowania jej jako drogi do udziału w misji odkupieńczej Chrystusa oraz jako integralnej części osobistej misji, pełnionej wśród ubogich: Bez naszego cierpienia nasze dzieło byłoby zwykłą działalnością społeczną, bardzo dobrą i użyteczną, ale nie byłoby ono dziełem Jezusa Chrystusa, nie byłoby częścią odkupienia. – Jezus chciał nam pomóc, dzieląc z nami nasze życie, naszą samotność, naszą agonię i śmierć. Wszystko to przyjął na siebie i poniósł w najciemniejszą noc. Zbawił nas tylko dlatego, że był jedno z nami. Nam pozwolono zrobić to samo: Odkupienie musi objąć całą pustkę ludzi ubogich, nie tylko ich ubóstwo materialne, ale też duchowe, a my musimy mieć w tym swój udział (...). Dzielmy cierpienia – naszych ubogich – bo tylko przez to, że jesteśmy jedno z nimi – możemy ich odkupić, to znaczy przyprowadzić Boga do ich życia, a ich prowadzić do Boga 15.

Pojawienie się w życiu Teresy – bez uprzedniej przyczyny – wewnętrznej ciemności, poprzedzone wyraźnymi łaskami o charakterze mistycznym oraz miesięcznej przerwy w owych przeżyciach, która była wynikiem jej konkretnej prośby o znak, suponują nadprzyrodzony charakter owych doświadczeń. W świetle korespondencji Matki Teresy można zauważyć jej całkowitą bezradność wobec ogarniającej ją ciemności – Teresa nie miała żadnego wpływu na jej obecność i charakter, natomiast mogła decydować o sposobie przeżywania tego stanu ducha. Owa ciemność polegała na doświadczeniu pustki, opuszczenia przez Boga, bólu – podobnego do mąk piekielnych – spowodowanego utratą Boga, zwątpienia, braku wiary, samotności serca, niezależnych od Teresy trudności związanych z korzystaniem z kierownictwa duchowego, a z drugiej strony – na ogromnej tęsknocie za Bogiem, który, według niej, jej nie chciał. W takim stanie, lękając się, aby nie popełnić bluźnierstwa, Matka Teresa prosiła, by Chrystus zabrał jej „zdolność” do zadawania Mu ran. W tym kontekście nietrudno zauważyć, iż owe traumatyczne przeżycia były uderzająco podobne do doświadczeń chrześcijańskich mistyków, którzy przez bierne oczyszczenie ducha doznawali pełnej komunii z Bogiem. Wobec powyższego przeżycia Świętej można by uznać za doświadczenia nocy ciemnej ducha, opisywanej przede wszystkim przez św. Jana od Krzyża, gdyby nie fakt, że sama Teresa nie tylko pozostawała swoją wolą w pełni zjednoczona z Chrystusem, ale owo zjednoczenie jej woli z wolą Bożą nastąpiło znacznie wcześniej. Sama – w okresie, kiedy otrzymała natchnienie do założenia zgromadzenia sióstr Misjonarek Miłości – oświadczyła, iż od jakiegoś czasu nie szukała siebie 16. Według oceny jej spowiednika, już wcześniej była bliska stanu ekstazy. To wszystko wskazuje, iż ciemność, która stała się jej szczególnym udziałem na początku istnienia Misjonarek Miłości, nie tyle była oczyszczeniem biernym, ile mistycznym włączeniem w dogłębny ból, jakiego [ci, którym służyła] doświadczali z powodu poczucia, że są niepotrzebni i odepchnięci, a przede wszystkim z powodu życia bez wiary w Boga . Była to wyjątkowa łaska udziału w męce Chrystusa, w Jego odkupieńczym cierpieniu. Stanowiła duchową stronę dzieła Świętej z Kalkuty, a dla niej samej stała się tajemniczą więzią z Boskim Oblubieńcem, kontaktem, który polegał na głębokiej tęsknocie. Nie dziwi zatem fakt tak szybkiej beatyfikacji Matki Teresy, a w świetle powyższego należy także jednoznacznie stwierdzić, iż Święta z Kalkuty – doświadczając wewnętrznej ciemności – nigdy nie utraciła wiary, ale zawsze pozostawała w ścisłym zjednoczeniu z Chrystusem 17.

ks. Jacek Hadryś – kapłan archidiecezji poznańskiej, dr hab. teologii w zakresie teologii duchowości, prodziekan Wydziału Teologicznego UAM w Poznaniu oraz adiunkt w Zakładzie Teologii Moralnej i Duchowości WT UAM, dyrektor Szkoły Katechistów Archidiecezji Poznańskiej, szkoły, której celem jest przygotowanie osób świeckich do prowadzenia katechezy dorosłych w parafiach; w latach 1997-2000 redaktor naczelny „Katechety”.


Przypisy:

1 Matka Teresa, „Pójdź, bądź moim światłem”. Prywatne pisma „Świętej z Kalkuty”, oprac. i komentarz B. Kolodiejchuk, tłum. M. Romanek, Kraków 2008, s. 11. Wszystkie cytaty w niniejszym opracowaniu pochodzą z tej publikacji.

2 Matka Teresa, „Pójdź, bądź moim światłem”. Prywatne pisma „Świętej z Kalkuty”, dz. cyt., s. 205.

3 Tamże, s. 286.

4 To było powołanie w powołaniu. To było powtórne wezwanie. Wezwanie, by opuścić nawet Loreto, gdzie byłam bardzo szczęśliwa, i udać się na ulice, aby służyć najbiedniejszym z biednych. (…) W 1946 roku udałam się do Dardżylingu na rekolekcje. To stało się w tym pociągu. Wtedy właśnie usłyszałam wezwanie, aby porzucić wszystko i pójść za Nim do slumsów (…). Wiedziałam, że taka była Jego wola i że musiałam pójść za Nim. Tamże, s. 61-62.

5 Tamże, s. 242

6 Tamże, s. 243.

7 Tamże, s. 255-256.

8 Tamże, s. 225.

9 Tamże, s. 303

10 Tamże, s. 256-257.

11 Tamże, s. 265.

12 Tamże, s. 348-349.

13 Tamże, s. 339.

14 Tamże, s. 292-293.

15 Tamże, s. 300.

16 Tamże, s. 294.

17 Por. J. Hadryś, Fenomen ciemności w życiu Matki Teresy z Kalkuty, „Duchowość w Polsce”, 11 (2009), s. 200-209.

opr. aś/aś

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama