Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Ks. Szymon Fedorowicz

Chodzi o sacrum

Spory - polemiki

Klerykalizm nigdy nie był czymś dobrym, ale Ireneusz Cieślik walczy z własnym wyobrażeniem klerykalizmu, którym chce obarczyć duchownych różnych okresów historii Kościoła.

Pan Cieślik ("TP" nr 32/98) nie kryje oburzenia faktem, że niektóre osoby nie podzielają jego przekonania, że to właśnie jego punkt widzenia jest jedynie słuszny. Ponadto w wielu kwestiach szczegółowych zdradza (niestety) brak elementarnej wiedzy teologicznej i historycznej, interpretując po swojemu nie tylko wybrane orzeczenia Magisterium Kościoła, ale nawet fragmenty Pisma Świętego!

Czy kler to egoistyczna kasta?

Poglądy na sprawę sposobu przyjmowania Komunii św. można mieć oczywiście rozmaite. Jeśli natomiast bronimy jakiegoś zwyczaju w życiu Kościoła albo proponujemy nowy, w naszym przekonaniu lepszy od starego, to nie dlatego, że dzisiaj mamy taki pogląd, a jutro inny, ale dlatego, że w świetle Objawienia i aktualnej nauki Kościoła pragniemy wszystkim wiernym przybliżyć prawdę o Bogu, a w konsekwencji i samego Boga. O to zawsze troszczył się Kościół i w swoich decyzjach tym się kierował, nawet jeśli z perspektywy czasu niektóre jego rozwiązania praktyczne wydają się nam nie najlepsze.

W tym miejscu powtarzam z naciskiem: Autor "Twardego karku owieczki" też nie wie, o czym pisze. Moja uwaga i zarazem troska skupiły się na sacrum. P. Cieślik w ogóle tego nie zauważa i sprowadza dyskusję wyłącznie do profanum. Autor nawet nie usiłuje ukryć apriorycznego poglądu o egoistycznym z zasady nastawieniu kleru, który dbał zawsze tylko o swój stanowy interes. Duchowieństwo, niczym jakaś kasta, miałoby na celu sprawowanie władzy nad niecnie wykorzystywanym ludem Bożym. Wszystko, co pisze p. Cieślik, służy podparciu i uzasadnieniu tego poglądu, w czym ucieka się nawet do stwierdzeń nie liczących się z faktami. Skutek jest taki, że wniosek wyciągnięty z błędnej przesłanki jest nie tylko fałszywy, ale wręcz absurdalny.

Słabą stroną p. Cieślika jest podejście do autorytetu w sprawach teologicznych i historycznych. Uznaje tylko dwa: T. Żychiewicza i swój własny. Zostawmy w spokoju tego pierwszego, natomiast arbitralne stwierdzenia p. Cieślika ("jak widać", "okazałoby się", "podany przeze mnie przykład wskazuje") w odniesieniu do własnych wywodów rozbrajają swoją szczerością. Jest również nieprecyzyjny. Nie zarzuciłem mu braku wiary, ale wybiórczość w jej wyznawaniu na tym odcinku, gdzie Chrystus wymaga od wszystkich: "Kto was słucha, Mnie słucha". Napisałem, że zdarzają się nadużycia ze strony księży, ale tego nie dostrzegł; zbulwersował mnie natomiast fakt niesprawiedliwego uogólnienia mówiącego o księżach zmuszających wiernych do zwyczaju udzielania Komunii św. do ust, czego zresztą p. Cieślik, wbrew temu, co twierdzi, wcale nie wykazał. Autor nie unika też złośliwości: pospólstwo jest określeniem, które zastosował nie kto inny, tylko p. Cieślik. Zapewniam Pana, że mało który ksiądz pracowałby dobrowolnie z ludźmi i dla ludzi, gdyby ich miał za pospólstwo.

Swoista metodologia

P. Cieślik reprezentuje szczególny rodzaj logiki: czyjeś poglądy (tutaj księżowskie) nazwał "teologią świętych rąk kapłańskich" i na własną rękę dorobił do niej założenia tak, aby móc bez cienia żenady całą tę "teologię" skrytykować. Po pierwsze, teologia jest nauką, a nie poglądem (nie mylić z poglądami teologicznymi), po drugie, podział na tych, którzy w Kościele mają dostęp do sacrum i na tych, którzy tego dostępu nie mają, jest fałszywy. Dostęp do sacrum każdy ochrzczony ma taki sam, co nie zmienia faktu, że ręce kapłańskie są poświęcone i tylko dzięki nim i przez nie każdy do tego sacrum ma dostęp. Fałszywe przesłanki, fałszywe założenia - oto, co leży u podstaw "teologii" p. Cieślika.

Umie też p. Cieślik tekstem manipulować. Twierdzi, że sugeruję, iż "wszystkie negatywne zjawiska w Kościele mają związek z udzielaniem Komunii na rękę". Niczego nie sugeruję, a zwłaszcza tego, co p. Cieślik podpowiada. Napisałem coś zupełnie przeciwnego: "pytanie jest oczywiście otwarte", proszę sprawdzić. Dobry przykład dziennikarskiej nierzetelności i metodologicznego niedbalstwa. A wniosek Autora jest charakterystyczny: niechcący wykazuje nieprawdziwość postawionych zarzutów.

Klerykalizacja liturgii?

Próbuje następnie p. Cieślik zastanowić się nad przyczynami zaniku starożytnego zwyczaju komunikowania na rękę. Uważa, że istotną rolę odegrał proces klerykalizacji liturgii, czyli, że winien jest kler, który zakazał wiernym dotykania świętych postaci, a nawet "odwodził tzw. świeckich od częstego przyjmowania Komunii". Nie zadał sobie p. Cieślik trudu, aby zapoznać się z genezą klerykalizacji liturgii, co doprowadziło go do ewidentnych przekłamań. Nie wiadomo zresztą w oparciu o jakie źródło sformułował twierdzenie o dominowaniu głosu odwodzących od częstej Komunii św. A było wręcz odwrotnie. Już w IV wieku święci Ojcowie (Ambroży, Augustyn, Jan Chryzostom, Cyryl) nawoływali do częstej Komunii św. Wierni stronili od Komunii św. z następujących przyczyn:

1. Spłycenie formacji wiernych, spowodowane ogromnym napływem kandydatów, budziło obawy powierzania osobom świeckim konsekrowanych postaci, które do tej pory w dni powszednie spożywano prywatnie w domach; 2. Spory trynitarne i chrystologiczne spowodowały w teologii położenie dużego nacisku na boskość Chrystusa obecnego w "straszliwych tajemnicach", zaniedbując przy tym ludzki (równie istotny) element, co wytworzyło dystans między Bogiem a człowiekiem i doprowadziło do onieśmielenia wielu wiernych wobec najświętszych postaci; 3. W teologii zaczęto podkreślać ofiarniczy wymiar Eucharystii z uszczerbkiem dla paschalnego, co zostało jeszcze bardziej wyakcentowane w odpowiedzi na błędy Berengariusza, kwestionującego obecność Chrystusa w Ofierze eucharystycznej; 4. Podniesiono wymagania dyscypliny pokutnej i postów przedkomunijnych. Kościół jednak nie godził się z faktem zaniku częstej Komunii św. i wielokrotnie nawoływał oraz zobowiązywał wiernych do kilkakrotnego w ciągu roku komunikowania, lecz mimo tych wysiłków przyjął się zwyczaj jednorazowej Komunii św. w roku, co Sobór Laterański (1215) zatwierdził jako konieczne minimum.

To właśnie szacunek do Eucharystii doprowadził do zarzucenia Komunii na rękę. Wbrew temu, co twierdzi p. Cieślik, właśnie w średniowieczu obserwujemy ogromny wzrost pobożności eucharystycznej (kult Bożego Ciała, pojawienie się monstrancji w celu wystawień adoracyjnych). Klerykalizacja liturgii to efekt pewnej teologii i mentalności całego średniowiecznego społeczeństwa, a nie przyczyna zjawisk, które dziś nam się nie podobają. W świetle tych danych kolejny wniosek p. Cieślika brzmi nielogicznie i jest wyssanym z palca poglądem. Tenże Autor ignoruje również fakty związane z przywróceniem Komunii św. na rękę w niektórych krajach po Soborze Watykańskim II. Albowiem to nie antyklerykalna postawa ani pragnienie równości i nieskrępowanego dostępu do świętych postaci legły u podstaw zaprowadzonych zmian, lecz ten sam motyw, co przed wiekami - szacunek, tyle że wyrażany zgodnie z innym typem wrażliwości współczesnego człowieka. O ten szacunek cały czas mi chodzi, o pietyzm starożytnych, który przejawia się w sposobie wykonywania gestu przez tego, kto Komunię św. przyjmuje.

P. Cieślik brnie dalej w swoim wyjaśnianiu niekorzystnej sytuacji w liturgii Kościoła. Zmierza wyraźnie do uzasadnienia swojej karkołomnej z punktu widzenia teologicznego i historycznego tezy o przyczynach "zredukowania uczestnika Eucharystii do roli widza" w wiekach średnich. Usiłuje więc najpierw wyjaśnić, jak to się stało, że pozycja kapłanów w tamtej społeczności była tak eksponowana. Dokonuje oryginalnego odkrycia twierdząc, że biskupi i prezbiterzy "po upaństwowieniu chrześcijaństwa przez Konstantyna zajęli w społeczeństwie Cesarstwa Rzymskiego miejsce kapłanów pogańskich" i sami nazwali się kapłanami. Należałoby się jednak bardziej liczyć z faktami. Duchowni chrześcijańscy dawno swoje miejsce w tamtym społeczeństwie posiadali i nie potrzebowali szukać podstaw do używania określenia kapłan. Rzeczywistość hierarchicznego i służebnego kapłaństwa Nowego Przymierza zakorzeniona jest w tradycji biblijnej i sytuuje się w ciągu historycznego Objawienia. A nawiązanie Kanonu Rzymskiego do sprawiedliwego Abla, ofiary Abrahama i najwyższego kapłana Melchizadeka to dla p. Cieślika "swojskie" odnalezienie we własnej tradycji podstawy do używania nazwy kapłan! Zresztą nie o nazwę tu chodzi, ale o stan, który istniał od początku chrześcijaństwa, a którego członkowie wyróżniali się właśnie tym, co dziś nazywamy sakramentem święceń. Nawiasem mówiąc Konstantyn nie upaństwowił chrześcijaństwa, ale je równouprawnił.

Zrozumieć sacrum

A co się tyczy komentarza do przywołania przeze mnie historii Uzzy, to - niech mi p. Cieślik wybaczy - ale jego dowcip jest dużym nietaktem uderzającym w Słowo Boże i zarazem intelektualną kompromitacją; kontekst w jakim umieściłem tę historię jest zupełnie inny niż ten, jaki p. Cieślik podaje. I chyba jednak mój adwersarz nie rozumie kategorii sacrum oraz nie zauważa przewijającej się przez całe Pismo Święte Bożej pedagogii w odniesieniu do niego. Skojarzenie miało być humorystyczne, a stało się niemal bluźniercze.

Sacrum nigdy nie było zastrzeżone dla kleru, ani też nie było w świątyniach specjalnej przestrzeni sakralnej dla kleru. Cały kościół jest konsekrowany i w całości przeznaczony do kultu Bożego. Na marginesie: proszę się zastanowić i rozważyć znaczenie i rolę ikonostasu w cerkwiach Kościołów wschodnich i liturgiczne praktyki z tym związane. Tamci chrześcijanie szczególnie akcentują w swojej tradycji właśnie sacrum, którego wyczucie może nam imponować. Czyżby p. Cieślik chciał powiedzieć, że dominacja tajemnicy Przeistoczenia (a nie cudu przemiany, jak czytamy w jego tekście) w spojrzeniu na Eucharystię miała służyć podkreśleniu funkcji i godności kapłanów, których świeccy widzowie mieliby czcić i podziwiać? Jeśli tak, to mielibyśmy do czynienia z: faryzejską przebiegłością, brakiem wiedzy historycznej oraz podejrzewaniem kleru o praktyki podobne do tych, jakie uprawiali członkowie kapłańskiej kasty w Egipcie za czasów faraonów.

Natomiast eklezjologiczne wywody p. Cieślika są skażone liberalizmem do tego stopnia, że myśl o hierarchicznej strukturze Kościoła jako wspólnoty ludu Bożego, albo Mistycznego Ciała Chrystusa, nie jest w stanie się przez nie przebić. Czyżby p. Cieślik nigdy nie słyszał, że kapłan działa in Persona Christi, a nie mocą mandatu udzielonego mu przez wspólnotę?

W żadnym miejscu mojego poprzedniego tekstu nie odmawiam możliwości udzielania Komunii św. na rękę. Staram się tylko przenieść argumentację na inny poziom, ten sam, który ożywiał niektórych wiernych w krajach zachodnich, ale p. Cieślik nie zwraca na to w ogóle uwagi. Dla niego ważna jest jego własna teoria o klerykalnym rodowodzie liturgicznych praktyk we współczesnym Kościele w Polsce. A gdy chodzi o przyjmowanie Komunii św., to interesuje się tylko jego wymiarem zjawiskowym, nie próbując nawet zejść trochę głębiej. Jeśli w moich wypowiedziach pobrzmiewa niechęć do Komunii św. na rękę, to właśnie dlatego, że jej zwolennicy odwołują się do argumentów zewnętrznych, powierzchownych i z tego też powodu niebezpiecznych dla wiary (a nie pozycji stanu kapłańskiego).

I uwaga ostatnia: jestem przekonany, że osoba, która przestała chodzić do kościoła z powodu wybryku jakiegoś księdza, była już od jakiegoś czasu w stanie głębokiego kryzysu wiary, a niefortunne zdarzenie dostarczyło jej zewnętrznego argumentu usprawiedliwiającego zarzucenie religijnych praktyk. Przecież nie w księdza wierzyła, ale w Boga obecnego w Najświętszym Sakramencie. Więc z powodu kapłańskiej niedoskonałości straciła wiarę? Taki przykład pokazuje słabość wiary pewnej grupy wiernych, którym Komunia św. na ręce i tak nic nie pomoże.

Klerykalizm nigdy nie był czymś dobrym, ale p. Cieślik walczy z własnym wyobrażeniem klerykalizmu, którym chce obarczyć duchownych różnych okresów historii Kościoła. Ze swej strony świadom jestem tego, że moja wypowiedź też nie w każdym miejscu musi być do końca słuszna, a oceny sprawiedliwe. Odpowiedziałem twardo, gdyż dyktowała mi to konieczność bronienia pewnych wartości, ale - proszę mi wierzyć - różne owieczki przyprowadzał do mnie Dobry Pasterz, ucząc zarazem przez swojego Ducha, jak się z nimi obchodzić. Proszę mi również wybaczyć możliwe urazy, które - zapewniam - nie były zamierzone.



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: klerykalizm Eucharystia kapłan Magisterium Kościoła duchowny sacrum Komunia św.
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W