Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

"Tygodnik Powszechny" nr 44/2009

Prof. Michał Masłowski, Joanna Bątkiewicz-Brożek

Wiara wieku męskiego

Prof. Michał Masłowski, diakon stały: W Polsce dominuje mariocentryzm. Dlatego mniej zwracamy uwagę na to, że Chrystus jest wzorem aktywności i religijnej, i życiowej, oraz przyjacielem, towarzyszem drogi.

Joanna Bątkiewicz-Brożek: Czy miał Pan kiedyś kłopot ze znalezieniem swojego miejsca w Kościele?

Michał Masłowski: W pewnym momencie w ogóle przestałem chodzić do kościoła — trwało to 10 lat. Formuła Kościoła sentymentalno-dewocyjnego, a taki często widziałem w Polsce, jest anachroniczna. Już Mickiewicz głosił koniec płaczliwej i naszpikowanej sentymentami religii i zapowiadał wiarę wieku męskiego, zaangażowaną w przebudowę świata. Boję się, że dzisiejsza koncepcja wiary zbyt sakralnej i klerykalnej ogranicza się w Polsce do obrazu Kościoła-oblężonej twierdzy. Zanika świadomość, że w momencie śmierci Chrystusa zasłona Świątyni się rozdarła i nie ma już podziału między sacrumprofanum. Codzienność powinna być równie uświęcana, co miejsce obrzędów. To jest wiara dorosła. Ale, jak twierdził Miłosz, to jest wiara elitarna, nie masowa.

Jako diakon ma Pan podwójnie trudne zadanie: żyje Pan na gruncie społeczeństwa francuskiego mocno zlaicyzowanego i pracuje Pan w świecie kultury, gdzie odwołanie do wartości chrześcijańskich nie jest oczywistością.

Rzeczywiście, łatwo tu stracić równowagę. Badania wskazują, że Francuzi są jednym z najbardziej wierzących narodów. Tylko że każdy wierzy w coś innego: w tao, reinkarnację, astrologię... Czasem ktoś konstruuje własną wiarę: nazywa się chrześcijaninem, ale nie wierzy w Zmartwychwstanie czy w życie wieczne.

Jak Pan, jako literaturoznawca i diakon, radzi sobie z językiem homilii?

Czas liturgii jest czasem kołowym. Natomiast cywilizacja judeochrześcijańska, w której się poruszamy, żyje w czasie linearnym. W dodatku przy obecnej indywidualizacji i atomizacji społeczeństwa każdy żyje we własnym rytmie stawania się. Kościół opuściłem m.in. z powodu tej nieprzystawalności. Tak też jest z tradycyjnym językiem teologii — nie przystaje do doświadczeń ludzi. Ostatnio, w ciągu krótkiego kazania w katedrze warszawskiej doliczyłem się 20-krotnego powtórzenia słowa „zbawienie” — a ono jest dla ludzi abstrakcją.

W którym punkcie liturgia czasu kołowego może się włączyć w czas linearny współczesnej cywilizacji?

Są dwa takie momenty: modlitwa powszechna i kazanie. Kazanie powinno wypływać z doświadczenia życia. Jako kaznodzieja mam spory kłopot z publiką mniej intelektualną, ale staram się odwoływać np. do własnego doświadczenia życia małżeńskiego, ojca trojga dzieci, pracownika naukowego.

Wzorem dla mężczyzn ma być św. Józef. Niemłody, nic nie mówi, nie współżyje z żoną... A przecież w Ewangelii znajdziemy innych mężczyzn, jak silnego charakterem św. Pawła. Z jakich przyczyn unika się tego typu odniesień?

W Polsce dominuje mariocentryzm, we Francji — chrystocentryzm. Chrystus jest wzorem aktywności i religijnej, i życiowej, oraz przyjacielem, towarzyszem drogi. Więcej się o Nim mówi niż o Ojcu. Z punktu widzenia antropologii można by to może tłumaczyć tym, że Francja jest krajem Rewolucji: król, pomazaniec Boży, został ścięty. Dzisiaj szuka się Boga w relacji międzyludzkiej — miłość jest relacją. To jakby przemiana Boga-Ojca w Boga-Brata.

Druga przyczyna braku odniesień do silnych męskich wzorców może tkwić w pomijaniu patriarchalnej tradycji żydowskiej, co jest błędem nie tylko teologicznym, ale pastoralnym. Dobrze, że Paweł Śpiewak na łamach „TP” o niej przypomina.

Czy Pana zdaniem diakonat stały nie jest jednak tworzeniem kolejnej struktury w Kościele?

Diakonat stały przywrócono głównie po to, żeby wspólnoty chrześcijańskie w Ameryce Łacińskiej, która cierpi na brak powołań, miały swoich przywódców. Tymczasem okazało się, że potrzeby są o wiele większe w cywilizacji zachodniej.

W różnych krajach inaczej pojmowano koncepcję diakonatu. W swoim czasie w Niemczech np. diakonami stawali się wszyscy katecheci. W USA diakoni są też na etacie — w instytucjach charytatywnych. We Francji koncepcja zmieniała się parokrotnie. Kościół jest ubogi, nie może płacić diakonowi pensji, funkcjonuje jakby w getcie, odcięty od laickiego państwa. Diakonat stał się więc pewnego rodzaju pomostem ze światem. Dzięki niemu duchowieństwo, do którego należę, może się mniej kojarzyć z ludźmi oderwanymi od rzeczywistości.

Czy w Polsce, gdzie jest dużo księży, diakonat jest potrzebny?

Diakoni nie mają być zapchajdziurami w Kościele ani konkurencją dla kapłana. Diakon ma przypomnieć twarz Kościoła służącego. W Polsce jest spora grupa mężczyzn przygotowujących się do funkcji diakonów stałych. Ale wiem też, że napotykają często na mur ze strony struktur Kościoła. Za to wielu nadzwyczajnych szafarzy komunii w Polsce żyje jak diakoni. Brak im jedynie stuły.

Jak wypełnia Pan swoją misję?

Diakon podlega bezpośrednio biskupowi, i otrzymuje misję od niego. Oprócz tego jest związany z jakąś parafią. Udziela chrztów, błogosławi małżeństwa, celebruje obrzędy pogrzebowe. Głosi kazania, przygotowuje do sakramentów...

Ale najważniejsza jest misja „w świecie”. Moja pierwsza misja polegała na prowadzeniu młodzieżowego zespołu teatralnego. To bardzo obciążało czasowo, miałem kryzys w rodzinie. Druga misja była spokojniejsza — opiekowałem się grupą animatorów przygotowujących młode pary do małżeństwa. A teraz nareszcie Kościół uznał moją pracę zawodową jako miejsce misji. Organizując międzynarodowe konferencje o funkcji religii w tożsamości narodów czy związków liturgii z teatrem, buduję pomosty pomiędzy religią a światem. Kiedy przetłumaczyłem wraz z Jakiem Donguy „Traktat teologiczny” Miłosza, publiczna lektura odbyła się w Comédie-Française. Poproszono mnie o wprowadzenie. Czułem się tak samo, jak kiedy wygłaszałem homilię.

Przebicie się z wartościami chrześcijańskimi do świata kultury wydaje się karkołomne.

Jak mówił Miłosz, mamy do czynienia z nihilistycznym kryzysem cywilizacji. Uproszczę schematyzując: piękno uciekło do świata reklam. Prawdziwa sztuka szuka teraz prawdy. Stwierdzenie Nietzschego, że Bóg umarł, nie jest dziś wcale sloganem ideologicznym, ale odbiciem ludzkich odczuć. Umarł Bóg teologów — jak powtarzał Heidegger — umarł Bóg Esse, Idea. Współczesna myśl religijna idzie w kierunku Boga Spotkania, towarzysza drogi, jak w Emaus; Boga odbijającego się w twarzy innego, jak mówił Levinas. Zmieniły się tłumaczenia imienia Boga z Księgi Wyjścia. Nie „Jestem, który jestem”, ale (jak w XVI-wiecznej Biblii Gdańskiej) „Będę, który Będę” lub jak u niemieckich egzegetów — „Staję się, który się staję”.

Parę wersów dalej Bóg mówi do Mojżesza: „Jestem z Tobą”. Bóg bardziej jako towarzysz, a nie Idea. Jak można mówić o Bogu wiecznym, skoro czas miał swój początek? Jak mówić o Bogu niezmiennym, kiedy wiadomo, że kosmos ewoluuje? Trzeba uzgodnić współczesny obraz człowieka, język i kulturę, i wypracować obraz Boga, który będzie zgodny ze współczesnym stanem wiedzy i kultury, a nie tylko będzie odwoływać się do uczuć.

Diakon-mężczyzna ma więc obudzić Kościół ze snu i otworzyć jego oczy na współczesność.   h

Rozmawiała Joanna Bątkiewicz-Brożek

Prof. Michał Masłowski (ur. 1944) jest teatrologiem, antropologiem kultury i tłumaczem. Kieruje Instytutem Języka i Kultury Polskiej Uniwersytetu w Nancy. Od 1987 r. jest diakonem.


tygodnik.onet.pl


opr. aw/aw



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: homilia służba diakonat stały diakon św. Józef mariocentryzm
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W