Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Józef Majewski

KŁOPOTLIWE "REFLEKSJE" KONGREGACJI NAUKI WIARY

Pytania o prymat

Ks. Wacław Hryniewicz w artykule "Pytania o prymat" ("TP" nr 4/98) uważa, iż dokument "Refleksje Kongregacji Nauki Wiary: Prymat następcy Piotra w misterium Kościoła" rodzi poważne problemy dla ekumenicznych wysiłków poszukujących sprawowania takiej formy prymatu, która byłaby możliwa do przyjęcia zarówno przez katolików, protestantów, jak i prawosławnych. Dodaje jednocześnie, iż nie wolno tracić nadziei, że uda się w końcu pokonać stojące na drodze do tego celu przeszkody. Przyznaję, że bliska jest mi ta nadzieja.

Rzeczą oczywistą jest, że różnym wypowiedziom Urzędu Nauczycielskiego odpowiada różna moc doktrynalna i zobowiązująca, o czym ostatnio przypomniał Jan Paweł II w liście apostolskim "W obronie wiary" i sam kard. Ratzinger w komentarzu do papieskiego dokumentu. Inną rangę doktrynalną i zobowiązującą ma uroczyste nauczanie Papieża (w najwyższym stopniu angażujące jego autorytet nauczycielski), inną encyklika, jeszcze inną zwykłe przemówienie. Nie trzeba być specjalistą, aby zrozumieć, o co tu chodzi.

Również w przypadku "Prymatu następcy Piotra w misterium Kościoła" musimy pytać o jego rangę doktrynalną, czyli stopień zaangażowania autorytetu nauczycielskiego Magisterium, a tym samym jego doniosłość teologiczną i moc zobowiązującą.

W ustaleniu rangi konkretnej wypowiedzi Magisterium Kościoła wiele zależy od kwestii formalnych konkretnego dokumentu. W przeszłości nie raz dochodziło do błędnej oceny rangi jakiegoś dokumentu Urzędu Nauczycielskiego, co nierzadko miało opłakane skutki dla życia kościelnego, również dla jedności chrześcijan, a więc sprawy, która najbardziej nas tu interesuje. Tak stało się – na przykład – z treścią słynnej bulli Bonifacego VIII (zm. 1303 r.), która traktowała o władzy Papieża. Jej podstawowa teza, że warunkiem koniecznym zbawienia każdego człowieka jest poddanie się Biskupowi Rzymu, była dla ojców Reformacji klarownym dowodem, iż Papież jest Antychrystem, i na długie wieki współokreślała stosunek protestantów, a i prawosławnych, do prymatu papieskiego. Jeszcze w XX wieku stwierdzenie Bonifacego VIII uważano za dogmat wiary. Tymczasem dziś teologowie wykazali, że papieska teza nie miała charakteru dogmatycznego, a to z tej "prostej" przyczyny, że Bonifacy VIII nie posłużył się w bulli słowem "ogłaszamy" ("pronuntiamus"), istotnym dla ewentualnego nieomylnego znaczenia tego nauczania. Innymi słowy, dyskusja nad papieskim stwierdzeniem czy nawet jego krytyka były uprawnione i nie mogły uchodzić za herezję. Wszystko zawisło na włosku jednego słowa!

Jaka jest zatem ranga ostatniej wypowiedzi Kongregacji Nauki Wiary na temat prymatu? Sądzę, że nie należy jej przeceniać. Wysokie rangą dokumenty tej dykasterii kończą się uroczystymi formułami i zatwierdzeniem ich treści przez Papieża lub przyjęciem ich na posiedzeniu plenarnym Kongregacji. W naszym dokumencie formuły takiej brak. Pod nim znajdują się jedynie "suche" podpisy kard. Josepha Ratzingera, prefekta Kongregacji, i abp. Tarcisia Bertone’a, jej sekretarza. A zatem nic nie wskazuje na to, że dokument ten został przyjęty przez Papieża czy też przez całą Kongregację na jej sesji plenarnej. Do myślenia dają jeszcze dwie rzeczy: po pierwsze, fakt, że wypowiedź Kongregacji została sformułowana jedynie jako "apendyks" (nr 2) do książki zbierającej materiały z sympozjum na temat prymatu następcy Piotra (2-4 XIII 1996 r.). Po drugie: bardzo swobodne określenie formy literackiej dokumentu: "refleksje".

O takim samym pod względem formalnym piśmie – zawierającym jedynie "suche" podpisy kard. Ratzingera i abp. Bertone’a, o komentarzu do listu apostolskiego "W obronie wiary" Jana Pawła II, wybitny amerykański teolog Avery Dulles napisał: "Cytuje się kanonistów mówiących, że komentarz nie jest oficjalnym dokumentem Stolicy Świętej". Należy przypuszczać, że podobnie ma się rzecz z wypowiedzią na temat prymatu.

Dreptanie w miejscu?

Warto pamiętać o takiej właśnie randze "Refleksji..." przy ocenie ich znaczenia dla dalszych losów dialogu ekumenicznego. Innymi słowy, ostre stwierdzenie – cytowanego przez o. Hryniewicza – protestanckiego teologa Paola Ricca, że wypowiedź Kongregacji oznacza impas w dialogu ekumenicznym, nie byłoby przesadzone, gdybyśmy rzeczywiście w przypadku tego dokumentu mieli do czynienia z oficjalnym i wysokim rangą nauczaniem Kościoła katolickiego. Ale – jak sądzę – tak nie jest. Myślę, że tylko dlatego po stronie protestanckiej mogły pojawić się również bardziej wyważone oceny. Na przykład Konrad Raiser, sekretarz generalny Światowej Rady Kościołów w reakcji na "Refleksje..." – ale też w nawiązaniu do "Ut unum sint" Jana Pawła II – powiedział, że idea papieskiego prymatu nie jest już przeszkodą dla ekumenizmu w takim stopniu, jak w przeszłości. Chociaż wypowiedź Kongregacji – zdaniem Raisera – wyraźnie potwierdza tradycyjną koncepcję papiestwa, to jednak jest również świadectwem "woli dalszego dialogu. Dziesięć lat temu, nawet coś takiego nie wchodziło w rachubę".

Sądzę, że nad zagadnieniem prymatu unosi się duch prywatnej wypowiedzi kard. Ratzingera: "Byłoby z pewnością czymś nierozsądnym oczekiwać, że w najbliższym czasie chrześcijanie porozumieją się powszechnie co do papiestwa w sensie uznania sukcesji (po św. Piotrze) w Rzymie. Być może, niezbędne zacieśnienie i ograniczenie tego zadania polega również na tym, że niemoże być ono nigdy całkowicie zrealizowane (podkreślenie moje – J. M.)". Sposób przedstawiania tradycyjnego nauczania Kościoła katolickiego na temat prymatu w "Refleksjach..." zdaje się dobrze odpowiadać osobistym poglądom kard. Ratzingera. Sposób ten – surowa prezentacja (prawie każde zdanie, wręcz pół zdania, to cytat lub streszczenie dokumentów Magisterium, na niecałych sześciu stronach tekstu aż 50 przypisów!) – w niewielkim tylko stopniu uwzględnia imperatyw ekumeniczny, jaki zrodziła encyklika Jana Pawła II "Ut unum sint", zapraszająca pasterzy i teologów innych Kościołów, "abyśmy wspólnie poszukiwali takich form sprawowania owego urzędu, w których możliwe będzie realizowanie uznawanej przez jednych i drugich posługi miłości" (nr 95). Od opublikowania ekumenicznej encykliki Papieża każdy oficjalny i z założenia ekumeniczny głos Kościoła na temat prymatu – jak sądzę – winien być świadectwem takich poszukiwań po stronie katolickiej. W każdym razie niekatolicy mają prawo oczekiwać w oficjalnych wypowiedziach Kościoła takiego świadectwa. W "Refleksjach..." na próżno go szukać. Jedno miejsce, które mogłoby za takie uchodzić (nie jest opatrzone przypisem!) w gruncie rzeczy też nie wnosi do dyskusji nic nowego: "To, że szczególne zadanie było wykonywane przez urząd Papieża w szczególnej epoce, nie oznacza samo z siebie, że zadanie to musi koniecznie zawsze być rezerwowane dla urzędu Papieża. I na odwrót, zwykły fakt, że szczególna funkcja wcześniej nie była sprawowana przez Papieża nie uprawnia wniosku, że taka funkcja w przyszłości nie będzie sprawowana w żaden sposób jako kompetencja posługi Piotrowej" (nr 12). Zapewne dla niejednego katolickiego teologa jest to jakiś krok do przodu, niemniej, dla niekatolickiego, a nawet niektórych katolickich taki krok w gruncie rzeczy jest dreptaniem w miejscu.

PYTANIA BEZ ODPOWIEDZI

Jeżeli zatem omawiany dokument rzeczywiście posiada małą rangę, to rodzi się ważne pytanie: czemu miała służyć publikacja tej wypowiedzi? Dlaczego właśnie Kongregacja Nauki Wiary zaangażowała się w napisanie apendyksu do książki zawierającej materiały z sesji na temat prymatu? Czy nie mógł uczynić tego ktoś mniej urzędowy? Czy w ogóle taki apendyks był potrzebny, zważywszy że – jak się zdaje – nietrudno było przewidzieć negatywne reakcje po stronie niekatolickiej?

Fakt, że do sformułowania wypowiedzi małej rangi, i to w newralgicznej dla wielkiej sprawy ekumenii, angażuje się autorytet Kongregacji Nauki Wiary, rodzi pytania co do właściwej intencji tego dokumentu. Można się zastanawiać, czy przypadkiem Watykan nie daje w taki sposób sygnału, że nie może pójść zbyt daleko na "kompromis" w kwestii prymatu... Pytania i domysły można by mnożyć, co niezbyt dobrze służy właściwej atmosferze ekumenicznej i sprawie nadziei na pojednanie chrześcijan.

Hryniewicz w swoim artykule podał kilka ważnych świadectw, że prymat Papieża jest do pomyślenia po stronie anglikańskiej i prawosławnej. Warto tu wspomnieć, że podobne wypowiedzi pojawiają się także po stronie luterańskiej czy reformowanej. "Prymat papieski, odnowiony w świetle Ewangelii, nie musi stanowić przeszkody dla pojednania" – tak oficjalnie wypowiedziała się luterańska strona lokalnego dialogu katolicko-luterańskiego w USA. Karl Barth zaś, jeden z najwybitniejszych teologów reformowanych XX wieku, napisał: "Różnica między poglądem reformowanym i katolickim nie sprowadza się do uznania samego faktu, lecz dotyczy sposobu funkcjonowania prymatu. Również w odniesieniu do owego »jak« nie można z naszej strony podnieść zasadniczego zastrzeżenia ani przeciwko możliwości skupienia apostolatu w Piotrze, ani też przeciwko możliwości prymatu w Kościele, który mógłby wtedy być prymatem gminy rzymskiej".

Ekumenizm mimo wszystko

Oczywiście, trudno przypuścić, żeby w jakiejś najbliższej czy nawet bliskiej przyszłości doszło do wypracowania formy prymatu możliwej do przyjęcia dla wszystkich stron, jednak potrzebny jest tu – zgodnie z zaproszeniem Jana Pawła II – wspólny wysiłek w tym dziele. Chciałbym wskazać na kilka ważnych aspektów tej sprawy.

Po pierwsze, dla strony katolickiej na drodze ku poszukiwaniom ekumenicznego rozumienia prymatu wyzwaniem winna być postawa protestantów – wyrażona w zacytowanych wyżej słowach – postawa, która jeszcze nie tak dawno w ogóle nie mogłaby wchodzić w rachubę. Zmiany te nie tyle świadczą o ich gotowości do kompromisów (wszak nie o kompromis chodzi w zacytowanych zdaniach, a o uprawnioną reinterpretację wiary), ale świadczą o olbrzymim wysiłku teologicznym i duchowym, który pozwolił na uwolnienie się od antykatolickich czy też przede wszystkim antypapieskich więzów – można by rzec – "tradycyjnych" dla strony protestanckiej. Bez wątpienia również katolicy nie raz dali świadectwo wielkości swojej teologii i ducha w uwalnianiu się od "tradycyjnej" antyprotestanckiej postawy. Niemniej, wciąż w katolickiej ekumenicznej refleksji nad prymatem nie w pełni – jak sądzę – uświadamiany sobie znaczenie antyprotestanckich (ale też antyprawosławnych) historycznych uwarunkowań naszego rozumienia prymatu Biskupa Rzymu.

Po drugie, współcześnie teologia nadzwyczaj jasno uświadomiła sobie, że dogmaty wiary są uwarunkowane historycznie. Dogmaty nie spadają z nieba w niezmiennie doskonałej i zakonserwowanej na zawsze formie. One nie muszą w doskonały sposób wyrażać tego, w co wierzymy. "Zdarza się – czytamy w deklaracji Kongregacji Nauki Wiary z 1973 roku: "Mysterium Ecclesiaeże jakaś prawda dogmatyczna zostaje najpierw wyrażona w sposób niepewny, chociaż nigdy nie błędny, a dopiero później (...) otrzymuje pełniejsze i doskonalsze wyrażenie". Bywa, że konkretna prawda doktrynalna sformułowana jest w duchu polemiki z jakimś poglądem, i to w takim sensie, że można mówić o pewnej jednostronności tego sformułowania, co w jakiejś mierze przesłania istotę tego, w co wierzy Kościół. Stąd konieczność oczyszczania sformułowań wiary w celu dotarcia do tej istoty. Przykładem może służyć doktryna o ofiarnicznym charakterze Mszy św., kiedyś zupełnie nie do przyjęcia dla protestantów, ale też zbyt jednostronnie, bo polemicznie, wyrażana przez katolików. Dzisiaj doktryna ta właściwie już nas nie dzieli. Sądzę, że jeżeli odważnie, właśnie w taki oczyszczający sposób, podejdziemy jako katolicy do doktryny o prymacie, to czeka nas jeszcze wiele ekumenicznych niespodzianek, ważnych dla podtrzymania nadziei na pojednanie chrześcijan. W każdym razie problematyka ta każe z powagą zastanowić się, czy w pojednanym chrześcijaństwie członkowie Kościołów niekatolickich koniecznie byliby obligowani do przyjęcia takiego samego jak katolicy rozumienia prymatu. Kościół katolicki aż dziewiętnaście stuleci (w tym dziewięć bez prawosławia, czy też przeciw niemu, a cztery bez protestantyzmu, a raczej przeciw niemu) dojrzewał do sformułowania doktryny o swoim rozumieniu prymatu. A może bez tego antyprawosławnego i antyprotestanckiego kontekstu do dziś w katolicyzmie posługiwalibyśmy się innym, możliwym do przyjęcia dla wszystkich, rozumieniem prymatu? Czy takie spojrzenie na prymat nie otwiera możliwości zgody pojednanego współistnienia Kościołów, wobec których prymat Biskupa Rzymu realizowałby się w różny sposób?

Po trzecie, nie wolno w dialogu ekumenicznym zbyt pochopnie rezygnować z prymatu w znaczeniu honorowym, jak czynią to autorzy "Refleksji...". (W dokumencie czytamy: "Prymat różni się co do istoty od form sprawowania władzy w społecznościach ludzkich: (...) nie może być redukowany do prymatu honorowego [wł. – un Primato d’onore]"; nr 7). Nie tylko dlatego, że pewne jego formy są do przyjęcia dla innych Kościołów, ale przede wszystkim dlatego, że prymat honorowy jest otwarty na różne reinterpretacje, na przyjęcie różnych form, niekoniecznie tylko tych, które historycznie ukształtowały się – na przykład – w Kościele anglikańskim (posługa Arcybiskupa Canterbury) czy w Kościele prawosławnym (Patriarcha Konstantynopola). Istotne jest, że prymat honorowy może – wbrew poglądowi autorów "Refleksji..." – wiązać się z prerogatywami ściśle religijnymi (np. posługa Patriarchy Konstantynopola).

Po czwarte, problem ekumenicznych losów prymatu nie spoczywa – wbrew pozorom – jedynie w rękach teologów. Sądzę, że w tej kwestii wiele do zrobienia mają niespecjaliści. Myślę tu na przykład o prostej – ale przecież wcale nieoczywistej, jak uczy doświadczenie – sprawie modlitwy o znalezienie ekumenicznego rozumienia posługi Biskupa Rzymu. Ogromne znaczenie dla właściwej atmosfery prac nad takim ekumenicznym prymatem miałoby wyeliminowanie z codziennego życia Kościołów – po stronie niekatolickiej – antypapieskich, a po stronie katolickiej – nadmiernie propapieskich elementów. Jestem katolikiem, więc łatwiej mówić mi za "mój dom". Zatem chodzi mi o zrezygnowanie z elementów, które nie są istotne dla mojego szacunku czy umiłowania Papieża, a które rażą oko i ucho członków innych Kościołów, rodząc lub podtrzymując w istnieniu w gruncie rzeczy niekatolickie rozumienie posługi Biskupa Rzymu. Znakomity polski teolog ekumenista ks. Alfons Skowronek wspomniał swego czasu o świątyniach, gdzie wierni wizerunek Papieża umieścili w centrum ołtarza. Inną taką formą jest odnoszenie do Papieża tytułów, które przysługują Bogu (Chrystusowi): "Jego Świątobliwość", "Ojciec Święty" czy "Głowa Kościoła". Ks. Skowronek postuluje rezygnację z takiego tytułowania Papieża, "jeśli w oczach wielu stanowią ciężką barierę psychologiczną między Kościołami. Praktyka ekumenii pokazuje, że od drobnych (na pozór!) gestów zależeć może bardzo wiele".

Powtórzmy: możliwość porozumienia między podzielonymi Kościołami co do prymatu Biskupa Rzymu to – jak wszystko na to wskazuje – sprawa niewiadomej przyszłości. Ważne, że każdy z nas może w swoim własnym zakresie w jakiejś mierze przyszłość tę przybliżyć, choćby na co dzień dając świadectwo nadziei na pojednanie chrześcijan.

Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji.


opr. ab/ab



---
Copyright © by Tygodnik Powszechny 8/2587

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: ekumenizm Magisterium Kościoła autorytet prymat Katolik doktryna Wacław Hryniewicz protestant Pytania o prymat prawosławny Josef Ratzinger Paolo Ricca Mysterium Ecclesiae
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W