Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao


Jan Paweł II

Budujmy mosty między ludźmi i narodami

15 I 1994 Spotkanie z korpusem dyplomatycznym



Przed południem 15 stycznia odbyło się tradycyjne spotkanie noworoczne Ojca Świętego z członkami korpusu dyplomatycznego akredytowanymi przy Stolicy Apostolskiej. W imieniu dyplomatów zgromadzonych w Sali Królewskiej Pałacu Apostolskiego powitał Papieża dziekan korpusu dyplomatycznego, ambasador Wybrzeża Kości Słoniowej Joseph Amichia. W swoim przemówieniu zwrócił on uwagę na najważniejsze dokonania Ojca Świętego w minionym roku, podkreślając zwłaszcza znaczenie jego wystąpień w obronie pokoju i sprawiedliwości w świecie, w którym foczy się dziś ponad 50 konfliktów zbrojnych i pogłębiają się nieustannie kontrasty między regionami bogatymi i ubogimi; wyraził też uznanie społeczności międzynarodowej dla udziału Kościoła katolickiego w obchodach Międzynarodowego Roku Rodziny oraz przekonanie, że obrady Synodu Biskupów poświęcone Afryce będą doniosłym wydarzeniem w życiu kontynentu, na równi z oficjalnym zniesieniem apartheidu w RPA. Odpowiadając na życzenia złożone przez dziekana korpusu dyplomatycznego, Jan Paweł II wygłosił obszerne przemówienie, w którym dokonał oceny sytuacji w różnych regionach świata, zwracając uwagę na niebezpieczeństwa zagrażające pokojowi, procesy demokratyzacji, problemy związane z przestrzeganiem praw człowieka. Następnie przeszedł wśród zgromadzonych dyplomatów, pozdrawiając każdego osobiście. Po spotkaniu z Ojcem Świętym członkowie korpusu dyplomatycznego wysłuchali przemówienia Sekretarza Stanu, który wyraził szczególną satysfakcję z obecności w gronie dyplomatów przedstawicieli Albanii i Mongolii — państw, które po raz pierwszy nawiązały stosunki dyplomatyczne ze Stolicą Apostolską — oraz Estonii, Łotwy i Rumunii, które nawiązały je ponownie po 50 latach przerwy., Poniżej przekład przemówienia Ojca Świętego, wygłoszonego w języku francuskim.

Ekscelencje, Panie i Panowie!

1. «Zamiary, jakie zamyślam co do was, to zamiary pełne pokoju, a nie zguby, które mają zapewnić wam przyszłość, jakiej oczekujecie». Tak prorok Jeremiasz odtwarza słowa otrzymane od Boga (por. Jr 29, 11).

Przyszłość i nadzieja. Takie są moje życzenia dla was, ekscelencje, panie i panowie, dla waszych rodzin i krajów. Reprezentujecie większość ludów zamieszkujących ziemię. Za waszym pośrednictwem pozdrawiam zatem wszystkich waszych rodaków i przekazuję im wsparte modlitwą życzenia, aby każdemu dane było zaznać szczęścia i pomyślności, wolności i sprawiedliwości. Życzenia te kieruję z równie szczerą sympatią do wszystkich narodów, które nie są jeszcze reprezentowane przy Stolicy Apostolskiej, ale które mają swoje miejsce w sercu i modlitwie Papieża.

Wasz dziekan, pan Joseph Amichia, zechciał tu przypomnieć z właściwą sobie życzliwością różne fakty z mojej działalności w zakończonym niedawno roku. Serdecznie dziękuję mu za słowa pełne szacunku i za serdeczne życzenia, jakie przekazał mi w imieniu was wszystkich. Odbieram je jako zachętę dla całego Kościoła katolickiego, by nadal pełnił swą misję świadka wiary w «dobroć Bożą» (por. Tt 3, 4), której zdumiewającą nowość raz jeszcze objawiły nam niedawne święta Bożego Narodzenia.

Bliski Wschód

2. Boże Narodzenie nie jest bowiem niczym innym, jak objawieniem Bożej miłości, ofiarowanej człowiekowi. Oto światłość, która rozjaśniła noc betlejemską; oto Dobra Nowina obwieszczona wszystkim narodom w dniu Objawienia. Te niedawno obchodzone uroczystości w naturalny sposób skierowały naszą uwagę ku Ziemi Świętej, gdzie narodził się Jezus i dokąd udaliśmy się w duchowej pielgrzymce.

Po raz pierwszy od bardzo dawna pokój wydaje się tam możliwy, a to dzięki dobrej woli ludów zamieszkujących dzisiaj ten kraj. Wczorajsi wrogowie zaczęli ze sobą rozmawiać — i rozmawiają o pokoju. Proces rozpoczęty w 1991 r. przez Konferencję Madrycką nadal pobudza do działania tych, którzy odważnie starają się doprowadzić do zwycięstwa dialogu i porozumienia nad wszelkiego rodzaju ekstremizmami i egoizmami. Izraelczycy i Palestyńczycy, synowie Izaaka i Izmaela, wytyczyli nową drogę: wszyscy ich przyjaciele powinni im pomóc, by mogli przejść ją aż do końca. Jest to obowiązek poważny, ponieważ utrzymywanie sytuacji niepewności, a zwłaszcza przedłużanie dotkliwych cierpień ludności palestyńskiej — której los jest nam dobrze znany — dodatkowo pogłębia istniejące trudności i stwarza ryzyko, że tak bardzo oczekiwane konkretne owoce podjętego już dialogu pozostaną nadal nieosiągalne. Właśnie w tym kontekście nadziei i zagrożenia należy oceniać rozmowy, które pozwoliły Państwu Izrael i Stolicy Apostolskiej podpisać porozumienie formułujące podstawowe zasady, na jakich mają się opierać ich wzajemne stosunki oraz gwarancje normalnego życia dla Kościoła katolickiego w tym kraju. Nie ma wątpliwości, że okaże się to korzystne dla wszystkich ludzi wierzących. Stolica Apostolska jest też przekonana, że dzięki tej nowej formie relacji z Państwem Izrael będzie mogła — zachowując w pełni swą specyficzną rolę duchową i moralną — przyczyniać się do umacniania woli sprawiedliwości i pokoju u wszystkich stron zaangażowanych w proces pokojowy. Nie wyrzekając się zasad, jakie kierowały jej działaniem w przeszłości, Stolica Apostolska będzie zatem nadal zabiegała o to, by szanując prawa i uzasadnione dążenia jednostek i narodów, znaleziono niezwłocznie rozwiązania dla innych problemów, które dotychczas zostały rozstrzygnięte tylko częściowo. Nie trzeba dodawać, że dotyczy to między innymi kwestii statusu prawnego świętego miasta Jerozolimy, która interesuje zwłaszcza wyznawców «religii księgi».

Te pomyślne przemiany powinny bowiem okazać się korzystne dla całego regionu. Mam tu zwłaszcza na myśli Liban, którego suwerenność i jedność do tej pory nie są należycie zabezpieczone. Pamiętam też o położonym w tym samym regionie Iraku, którego mieszkańcy nadal spłacają bardzo wysoką cenę wojny.

Wschód

3. Kierując wzrok bardziej ku Wschodowi, pragnę zwrócić waszą uwagę na Afganistan. Być może niektórzy zapomnieli już o cierpieniach jego mieszkańców — ofiar nieustannych konfliktów i aktów przemocy. Korzystając z dzisiejszej okazji wzywam społeczność międzynarodową, by nie przestawała interesować się losem tego kraju oraz poszukiwała rozwiązania, które będzie uwzględniać problemy całego regionu i stworzy pewne gwarancje na przyszłość.

Na kontynencie azjatyckim żyją pracowite narody, które dążą do rozwoju ekonomicznego za cenę wielkich ofiar materialnych i ludzkich. Mam tu na myśli oczywiście wielki naród chiński, ale także naród wietnamski, którego dążenie do ponownego włączenia się w życie społeczności międzynarodowej należy przyjąć z uznaniem.

Cieszę się z postępów procesu pokojowego w Kambodży, które stały się możliwe dzięki pomocy Narodów Zjednoczonych i które pozwalają pogodniej patrzeć w przyszłość.

Nadal niestety istnieją w tej części świata «strefy cienia». Społeczności etniczne Sri Lanki prowadzą ze sobą bezlitosną walkę. Ludność Timoru Wschodniego domaga się pełniejszej ochrony swojej tożsamości kulturowej i religijnej. Mieszkańcy Wyspy Bougainville, całkowicie odcięci od świata, są ofiarami krwawego konfliktu. Nie wolno nam zapominać o ich cierpieniach.

Na tych rozległych przestrzeniach Dalekiego Wschodu żyją wspólnoty katolickie odznaczające się żarliwą wiarą i zdumiewającą energią apostolską. Wiele z nich — mówię to z głębokim smutkiem — do dziś pozbawionych jest podstawowych wolności i podlega niedopuszczalnej dyskryminacji. W rezultacie niektórym tylko z trudem udaje się przetrwać, ponieważ nie mogą skorzystać na przykład z pomocy misjonarzy, których przyjazd zostaje praktycznie uniemożliwiony przez przepisy administracyjne. Innym wspólnotom władze nie pozwalają się gromadzić dla sprawowania kultu ani rozpowszechniać publikacji religijnych. Jeszcze innym odmawia się prawa do tworzenia struktur organizacyjnych zgodnie z prawem Kościoła albo do utrzymywania regularnych kontaktów ze Stolicą Apostolską. Są i takie, które muszą żyć w ukryciu i znosić związane z tym trudności. Zwracając waszą uwagę na te bolesne sytuacje, pragnę zachęcić rządzących państwami do wielkodusznej współpracy w poszukiwaniu niezbędnych rozwiązań, jest to bowiem także kwestia sprawiedliwości.

Ameryka Łacińska

4. W minionym roku Ameryka Łacińska nadal pozostawała kontynentem kontrastów. Trzeba jednak przyznać, że rządy sprawujące władzę w poszczególnych krajach zostały wyłonione — z paroma wyjątkami — w drodze demokratycznych wyborów. Inflacja i zadłużenie nieco się zmniejszyły, ale koszty społeczne tego procesu były wysokie, zaś bezwzględny wskaźnik ubóstwa wzrósł.

Niestety, początek nowego roku został zakłócony przez poważne napięcia i akty przemocy, do jakich doszło w niektórych regionach Meksyku. Miejmy nadzieję, że i tam zwycięży wola dialogu, aby zgodne działanie pozwoliło lepiej określić przyczyny tych bolesnych wydarzeń i aby można było odpowiedzieć w duchu wzajemnego szacunku na słuszne dążenia społeczności zaangażowanych w konflikt.

Nie ulega wątpliwości, że zasoby ludzkie i materialne krajów Ameryki Południowej nie są jeszcze wykorzystane w wystarczającym stopniu. Należy popierać tworzenie nowych form współpracy, podobnie jak struktury już istniejące (mam na myśli na przykład Grupę z Contadory czy też Wspólny Rynek Ameryki Południowej.

Działalność tych tradycyjnych instytucji została ostatnio wzbogacona przez okresowe spotkania na szczycie przywódców państw oraz podpisany niedawno układ o wolnym handlu między Stanami Zjednoczonymi, Meksykiem i Kanadą. Miejmy nadzieję, że przyniesie to rzeczywiste korzyści wszystkim społecznościom najbardziej potrzebującym.

Koniecznością równie pilną jest przyspieszenie normalizacji sytuacji politycznej w krajach, gdzie jest ona nadal niestabilna. W Gwatemali i w Salwadorze procesy rozbrojenia organizacji militarnych i włączania w normalne życie społeczne byłych uczestników walk zbrojnych oraz reformy polityczne i społeczne postępują powoli, a w niektórych dziedzinach następuje wręcz regres. W regionie tym nie zakorzeniła się jeszcze prawdziwa kultura pokoju, mimo wytrwałych wysiłków wielu osób odpowiedzialnych za losy tych krajów, zwłaszcza Kościoła katolickiego i jego pasterzy. Niepokojąca jest także sytuacja w Nikaragui, gdzie różnym grupom społecznym nadal nie udaje się wypracować wspólnej wizji społeczeństwa, opartej na wartościach uznawanych przez wszystkich.

Wielkie kraje kontynentu nadal zmagają się z chronicznymi problemami, takimi jak pogłębiająca się przepaść między bogatymi a ubogimi, korupcja, terroryzm i handel narkotykami. Wszystkie te kraje, małe i wielkie, potrzebują odrodzenia energii moralnych, które nie powinno wydawać się niemożliwe, zważywszy na to, że ich narody wyznają wiarę chrześcijańską.

Znaczy to, że Kościół wie, iż spoczywa na nim szczególna odpowiedzialność, co miałem możność podkreślić podczas mych podróży apostolskich do tej części świata. Zresztą także Episkopaty krajowe bardzo stanowczo głoszą podstawowe zasady katolickiej nauki społecznej. Jedynym celem rządzących i rządzonych musi być dobro wspólne, «czyli dobro wszystkich i każdego, wszyscy bowiem jesteśmy naprawdę odpowiedzialni za wszystkich» (Sollicitudo rei socialis, 38).

Nie możemy opuścić tej części świata, nie wspomniawszy o dwóch krajach szczególnie boleśnie doświadczonych: o Kubie i Haiti.

Ludność Kuby zmaga się z bardzo poważnymi trudnościami materialnymi, czego przyczyną są czynniki wewnętrzne i zewnętrzne. Istotne jest, by kraj ten nie znalazł się w izolacji; trzeba pomóc Kubańczykom w odzyskaniu zaufania we własne siły. W swoim odważnym orędziu, zatytułowanym «Miłość we wszystkim pokłada nadzieję», biskupi za priorytetowy cel uznali «ożywienie nadziei Kubańczyków». Musimy im pomóc w odnalezieniu jednomyślności i woli budowania społeczeństwa coraz bardziej solidarnego i szanującego wartości, które każdy nosi w sobie. W każdym razie Kościół katolicki na Kubie bardzo zdecydowanie wyraził wolę wnoszenia w życie kraju swojego wkładu duchowego i moralnego poprzez wychowanie do przebaczenia, pojednania i dialogu: na takich bowiem podstawach zbudowane jest społeczeństwo, w którym każdy czuje się u siebie.

Położone nie opodal Haiti nadal przeżywa bardzo poważny, nie kończący się kryzys. W swym niedawnym orędziu na Boże Narodzenie biskupi haitańscy otwarcie mówią o «nędzy fizycznej i moralnej, która dręczy naród, niszczy tkankę społeczną i prowadzi do ruiny kraju». Także na Haiti musi dojść do pełnego pojednania umysłów i do przezwyciężenia podziałów, które pogłębiły się w ciągu ostatnich dwóch lat. Jest to osiągalne jedynie poprzez dialog obejmujący wszystkie ugrupowania społeczne; dialog uczciwy, oparty na szacunku i wolny od przesądów, prowadzony w jednym tylko celu, którym jest bezinteresowne poszukiwanie prawdziwego dobra społeczeństwa. Mogę jedynie zachęcić społeczność międzynarodową, aby w miarę swych możliwości przyczyniła się do jak najszybszej realizacji tej wizji. Nie wolno narzucać Haitańczykom gotowych formuł politycznych, grozi to bowiem wywołaniem nowych podziałów. Sami Haitańczycy muszą budować swoją przyszłość, zgodnie z zasadami bardzo słusznie przypomnianymi przez Episkopat we wspomnianym już orędziu: cel nie usprawiedliwia środków; siła nie może górować nad prawem; życie polityczne jest nierozerwalnie związane z moralnością.

Afryka

5. Przyjrzyjmy się teraz sytuacji w Afryce — na kontynencie, który zmienia się i przeżywa kluczowy okres swoich dziejów. W ostatnich miesiącach w wielu krajach znów rozległy się głosy, słusznie domagające się pluralizmu i demokracji. Jest to fakt pozytywny, z którym trzeba się liczyć. Nie można zawracać z drogi! Pomyślną oznaką jest to, że w wielu krajach dokonuje się bardzo rozległy pokojowy proces odnowy instytucjonalnej.

Proces pokojowy postępuje w Mozambiku, zmierzając konsekwentnie, choć pomału, ku wyborom przewidzianym na jesień 1994 r. Afryka Południowa odważnie przezwyciężyła ostatnie przeszkody wzniesione przez pozostałości rasizmu, aby budować społeczeństwo wieloetniczne, w którym każdy będzie się czuł odpowiedzialny za dobro drugiego. Na pobliskim Madagaskarze na Oceanie Indyjskim udało się przeprowadzić pokojowy proces przejścia do systemu demokratycznego. Miejmy nadzieję, że te przykłady zachęcą do naśladownictwa, jako że zbyt wiele krajów afrykańskich nadal nie może wejść na drogę odnowy politycznej i społecznej.

Szczególnie dramatyczny jest przypadek Angoli. Po wyborach ponownie wybuchły tam walki między poszczególnymi ugrupowaniami, co jest wyraźnie sprzeczne z wolą wyrażoną przez społeczeństwo. Informacje docierające stamtąd w ostatnim okresie mówią wszakże o powrocie do dialogu. Oby Angolczycy zrozumieli, że nikt nie będzie zwycięzcą tych bratobójczych walk! Z każdego punktu widzenia są one jedynie źródłem cierpień dla ludności, zmuszonej żyć w warunkach niegodnych człowieka.

W Burundi ponownie rozgorzały niedawno konflikty etniczne, które znów pogrążyły kraj w otchłani barbarzyństwa i nędzy, osłabiając poważnie najbardziej podstawowe struktury państwa. Po masowych mordach dokonanych ubiegłej jesieni, nadeszła teraz godzina przebaczenia i pojednania. Tego oczekuje od Burundyjczyków Bóg. Dokonany przed dwoma dniami wybór nowego prezydenta Republiki jest pomyślnym znakiem na przyszłość.

W leżącym nie opodal Zairze, kraju rozległym i posiadającym znaczne zasoby ludzkie i materialne, następuje proces rozkładu państwa. Przechodzi ono kryzys polityczny, który może łatwo przerodzić się w wojnę domową o nieobliczalnych skutkach. Pragnę z tego miejsca zwrócić się z ojcowskim, ale bardzo stanowczym wezwaniem do wszystkich, którzy są w jakikolwiek sposób odpowiedzialni za utrzymywanie się i pogarszanie tej sytuacji: zmiany muszą nastąpić natychmiast. Żaden cel ani żadne dążenie nie mogą usprawiedliwić stanu ruiny instytucjonalnej i materialnej, w jakim zmuszony jest żyć prawie trzydziestomilionowy naród. Interesy osobiste i grupowe muszą ustąpić pierwszeństwa dobru wspólnemu oraz uprawnionym dążeniom całej wspólnoty narodowej. W przeciwnym razie zapanuje chaos, izolacja międzynarodowa kraju pogłębi się, co ostatecznie odbije się niekorzystnie na jego przyszłości na długie lata.

Niestety, także w sąsiednim Kongo oraz w Togo pragnienia wyrażone przez ludność nie zostały dotąd spełnione. Chwiejność polityczna ani odwoływanie się do przemocy nie doprowadzą z pewnością do powstania wiarygodnego ładu społecznego, nie zachęcą też różnych grup społecznych do udziału w jego budowie.

Zachowajmy nadzieję, że proces demokratyzacji rozpoczęty w Gabonie nie zostanie ostatecznie przerwany oraz że sprawujący władzę okażą się wystarczająco dalekowzroczni, by pozwolić samym Gabończykom budować dla siebie lepszą przyszłość.

Ufajmy także, że Nigeria będzie umiała odrzucić pokusy autorytaryzmu, aby jej mieszkańcy mogli w sposób wolny opowiedzieć się za wspólnymi wartościami: umożliwi to wykorzystanie — w warunkach trwałego ładu społecznego — potencjału gospodarczego tego wielkiego kraju.

Liberia stara się usuwać skutki wojny, która dewastowała kraj od r. 1989: niech jej tradycyjni partnerzy pomogą jej stawiać pierwsze kroki na drodze pokoju i odbudowy!

Kierując spojrzenie ku wschodowi kontynentu, z radością zauważamy, że w Erytrei sytuacja staje się coraz bardziej stabilna, a kraj zaczyna się rozwijać, choć jest to na razie proces powolny.

Niestety, w dwóch krajach wojna nadal sieje śmierć i zniszczenie: myślę tu oczywiście o walkach toczących się wciąż w Somalii i Sudanie. Mnożą się zabici i ranni, a sytuację pogarsza dramat ludzi wysiedlonych, pozbawionych oparcia materialnego i moralnego. Naszym obowiązkiem jest wezwać wszystkie strony uczestniczące w walkach, które zbyt często mają charakter konfliktów plemiennych, aby podjęły poważny dialog. Mam nadzieję, że kompetentne organizacje międzynarodowe będą się starały współdziałać z osobami i lokalnymi ugrupowaniami szczerze dążącymi do pokoju, a także poprą instytucje, które są w stanie doprowadzić do ponownego podjęcia śmiałego i nieodzownego procesu pojednania. Jedynie bowiem sami Somalijczycy i Sudańczycy mogą zapewnić sobie pokój i bezpieczeństwo.

Muszę jeszcze wspomnieć o poważnym kryzysie nękającym Algierię. Mechanizm przemocy zbrojnej i eskalacja terroryzmu postawiły ten kraj, jak się zdaje, w sytuacji politycznego impasu. Niezbędne jest porozumienie różnych środowisk społeczeństwa algierskiego. Przyjaciele tego wielkiego kraju powinni mu pomóc w nakłonieniu wszystkich stron do podjęcia uczciwego dialogu, aby mógł on wyjść z zamkniętego kręgu pogardy, zemsty i przemocy. Oby świat śródziemnomorski, ta prawdziwa kolebka cywilizacji, zdołał uniknąć nowej tragedii!

W wielu krajach Afryki możemy zaobserwować nowe formy udziału społeczeństwa w kształtowaniu własnej przyszłości. Wielu przyznaje, że jest to proces nieodwracalny. Ważne jest jednak, by alternatywa polityczna nie polegała jedynie na przejęciu władzy przez inną grupę etniczną: oznaczałoby to, że nic się nie zmieniło. Jestem przekonany, że niepowtarzalność struktur etnicznych, kulturowych i społecznych Afryki pozwoli każdemu narodowi na stworzenie własnego państwa prawa i demokracji. Wymaga to niezwłocznej likwidacji państw bezprawia, które istnieją w zbyt wielu krajach afrykańskich. Należałoby brać ten czynnik pod uwagę przy podejmowaniu decyzji o współpracy z nimi. Współpraca bowiem pozostaje nadal konieczna: Afrykanie muszą wiedzieć, że mogą zawsze liczyć na wielostronną pomoc przyjaciół — zwłaszcza swoich partnerów europejskich — aby postęp materialny i techniczny szedł u nich w parze z postępem demokracji. Jest oczywiste, że potrzebują szczególnej pomocy w walce z epidemią AIDS, a także w rozwiązaniu problemu, jakim jest przyjęcie i utrzymanie wysiedleńców i uchodźców, tak licznych na tym kontynencie.

Pośród wszystkich tych niepokojów, charakteryzujących sytuację na kontynencie, Kościół katolicki zamierza wkrótce sprawować Specjalne Zgromadzenie Synodu Biskupów poświęcone Afryce. Z Bożą pomocą stanie się ono wielkim czasem modlitwy i refleksji, który pozwoli katolikom tego regionu świata, pasterzom i wiernym, stanąć ponownie przed Bogiem i nadać właściwy ład swojemu życiu osobistemu i kolektywnemu, a także rozejrzeć się dokoła i nauczyć się dostrzegać w każdym Afrykaninie ludzką istotę, którą naprawdę jest, a nie przede wszystkim przedstawiciela grupy etnicznej. Trzeba budować mosty, a nie mury między ludźmi, między narodami i między poszczególnymi społecznościami, które je tworzą.

Europa

6. I oto docieramy do wybrzeży «starego kontynentu», rozdartego między procesami integracji i rozpadu. z jednej strony bowiem Europa stworzyła sieć instytucji wielopaństwowych, które powinny umożliwić jej realizację wzniosłej wizji wspólnoty europejskiej. Jednocześnie jednak ta sama Europa osłabiana jest przez tendencje partykularystyczne, które się nasilają i rodzą postawy najbardziej prymitywnego rasizmu i nacjonalizmu. Przejawem tego są krwawe konflikty na Kaukazie oraz w Bośni i Hercegowinie.

Wobec tych europejskich paradoksów politycy wydają się bezradni, niezdolni do opanowania sprzecznych tendencji w sposób globalny i w drodze rokowań.

Nie sposób zaprzeczyć, że barbarzyńska i bezsensowna wojna, która najpierw siała zniszczenie w Chorwacji, a od ponad dwóch lat wykrwawia Bośnię i Hercegowinę, poważnie nadszarpnęła kapitał zaufania, jakim cieszyła się Europa. Walki wciąż trwają. Coraz powszechniejsze są postawy najbardziej skrajne i niegodziwe. Całe narody pozostają nadal w rękach oprawców pozbawionych skrupułów. Codziennie strzela się z ukrycia do niewinnych osób cywilnych. Niszczone są meczety i kościoły. Nie sposób już zliczyć wsi, z których wysiedlono całą ludność.

Przemawiając dziś do was, panie i panowie, pragnę raz jeszcze kategorycznie potępić zbrodnie przeciw człowiekowi i ludzkości, dokonywane na naszych oczach. Chcę ponownie zaapelować do sumień wszystkich ludzi:

— wszystkich tych, którzy mają w rękach broń, proszę, by ją odłożyli; to co zostało zdobyte lub zniszczone przemocą, nigdy nie przynosi zaszczytu człowiekowi ani sprawie, której chce on bronić;

— organizacjom humanitarnym wyrażam podziw za dotychczasowe dokonania, okupione tak wielkimi ofiarami, i proszę je zarazem, by kontynuowały swe dzieło nie ulegając zniechęceniu;

— usilnie proszę polityków europejskich, aby zdwoili wysiłki zmierzające do przekonania walczących stron, że ostatecznie musi zwyciężyć rozsądek;

— od narodów Europy oczekuję, że nie zapomną — pod wpływem zniechęcenia czy egoizmu — o swoich braciach, zmuszonych ponosić konsekwencje konfliktów, które zostały im narzucone przez przywódców.

Z wszystkimi pragnę się podzielić głębokim przekonaniem, które mnie nie opuszcza: wojna nie jest nieunikniona, pokój jest możliwy! Jest możliwy, bo człowiek ma sumienie i serce. Jest możliwy, bo Bóg kocha każdego z nas takiego, jakim jest, chce go odnowić i pomóc mu wzrastać.

To dzięki temu właśnie po tak wielu latach pokój w Irlandii Północnej może stać się rzeczywistością. Niech nikt go nie odrzuca! Od dobrej woli każdego człowieka i każdej społeczności zależy, czy dzisiejsza nadzieja nie okaże się jedynie złudzeniem.

Byłby to bowiem skandal, gdyby Europa przyzwoliła na ostateczne zlekceważenie prawa, gdyby pogodziła się z sytuacją, w której uzbrojone bandy szydzą sobie z porządku międzynarodowego i w której próbuje się budować społeczeństwa oparte na supremacji jednej narodowości. Fakt, że Organizacja Narodów Zjednoczonych powołała trybunał, mający sądzić winnych zbrodni wojennych i zbrodni przeciw ludzkości, popełnianych w byłej Jugosławii, oznacza, iż coraz wyraźniej uświadamiamy sobie, jak wielką hańbą jest to, co się tam dzieje. Niektórzy domagają się nawet utworzenia stałego trybunału międzynarodowego, który miałby sądzić winnych zbrodni przeciw ludzkości. Czyż nie jest to świadectwem, że społeczność międzynarodowa bynajmniej nie posuwa się naprzód, ale przeciwnie — jest poważnie zagrożona regresem?

Wizja

7. Zastanawiając się nad podłożem pewnych zbiorowych zachowań, o których mówiliśmy przed chwilą, przyglądając się sytuacji w Afryce i Europie, bez trudu dostrzegamy tu wpływ skrajnych nacjonalizmów. Nie mają one nic wspólnego z godziwą miłością ojczyzny ani z szacunkiem dla własnej tożsamości, ale oznaczają odrzucenie drugiego człowieka i jego odmienności, aby tym łatwiej go sobie podporządkować. Wszystkie środki są dozwolone: wywyższanie własnej rasy, co prowadzi do | utożsamienia narodu z określoną społecznością etniczną; przypisywanie nadmiernej roli państwu, które ma myśleć i decydować za wszystkich; narzucanie jednolitego modelu gospodarczego; eliminacja różnorodności kulturowej. Stajemy tu wobec nowego pogaństwa: ubóstwienia narodu. Historia dowodzi, że droga od nacjonalizmu do totalitaryzmu jest krótka oraz że brak równości między państwami prowadzi również do jej zaniku między ludźmi. W ten sposób zostaje unicestwiona naturalna solidarność ludów, zachwiane poczucie proporcji i podeptana zasada jedności rodzaju ludzkiego.

Kościół katolicki nigdy nie zaakceptuje takiej wizji rzeczywistości. Ma świadomość, że jest z natury powszechny i służy wszystkim, i dlatego nie utożsamia się z żadną określoną społecznością narodową. Otwiera się na przyjęcie wszystkich narodów, ras i kultur. Pamięta o Bożym zamyśle wobec ludzkości — a nawet więcej: wie, że to przez niego właśnie Bóg zamierza zgromadzić wszystkich ludzi w jedną rodzinę, jest bowiem Stwórcą i Ojcem wszystkich. Dlatego też za każdym razem, gdy z chrześcijaństwa — czy to tradycji zachodniej, czy wschodniej — czyni się narzędzie nacjonalizmu, zostaje ono jak gdyby ugodzone w samo serce i staje się jałowe.

Mój poprzednik papież Pius XI napiętnował te poważne anomalie już w 1937 r. w swojej encyklice Mit brennender Sorge, w której pisał: «Kto wynosi ponad skalę wartości ziemskich rasę albo naród, albo państwo, albo ustrój państwa, przedstawicieli władzy państwowej albo inne podstawowe wartości ludzkiej społeczności, które w porządku doczesnym zajmują istotne i czcigodne miejsce, i oddaje im cześć bałwochwalczą, ten przewraca i fałszuje porządek rzeczy stworzony i ustanowiony przez Boga»(AAS29 [1937], 149).

Europa jest dziś podzielona na państwa małej lub średniej wielkości. Każde z nich jednak ma swoje dziedzictwo wartości, taką samą godność i takie same prawa. Żadna władza nie może ograniczać fundamentalnych praw któregoś z nich, nie podważając tym samym praw innych narodów. Jeżeli społeczność międzynarodowa nie osiągnie porozumienia w sprawie środków, jakimi należy rozwiązywać problem nacjonalistycznych rewindykacji, to można się spodziewać, że obejmą one niczym gangrena inne kontynenty i że powrócimy stopniowo do relacji opartych na prawie silniejszego, czego pierwszymi ofiarami będą zwykli ludzie. Prawa narodów idą bowiem w parze z prawami człowieka.

8. Mówiąc o tych sprawach wobec was, wytrawnych dyplomatów, pragnę wspomnieć o wielkiej odpowiedzialności spoczywającej na tych, którzy zarządzają sprawami publicznymi. Są oni przede wszystkim sługami swoich braci, a w świecie tak pozbawionym pewników jak nasz są też dla nich jak gdyby punktami odniesienia. W mojej ostatniej encyklice przypominałem, że «jawność w administracji publicznej, bezstronność w rozstrzyganiu spraw publicznych, poszanowanie praw przeciwników politycznych, ochrona praw ludzi oskarżonych w procesach i sądach doraźnych, sprawiedliwe i uczciwe wykorzystanie pieniędzy publicznych, odrzucenie niegodziwych metod zdobywania, utrzymywania i zwiększania władzy za wszelką cenę — to zasady, które znajdują swe najgłębsze źródło (...) w transcendentnej wartości osoby i w obiektywnych nakazach moralnych dotyczących funkcjonowania państw» (Veritatis splendor, 101).

Wydaje się, że w zbyt wielu społeczeństwach, także europejskich, rządzący przestali się kierować nakazami etyki politycznej, która uwzględnia transcendencję człowieka i relatywną wartość ustrojów społecznych. Czas już, by jednomyślnie powrócili do pewnych zasad moralnych, które obowiązują zarówno sprawujących władzę w społeczeństwie, jak i zwykłych obywateli. Pisałem o tym w cytowanej już encyklice: «Wobec szerzenia się groźnych form niesprawiedliwości społecznej i gospodarczej oraz korupcji politycznej, które dotykają całych krajów i narodów, narasta oburzenie wielkiej rzeszy ludzi, których podstawowe prawa zostały podeptane i znieważone; coraz powszechniejsza i pilniejsza jest też potrzeba radykalnej odnowy jednostek i społeczeństw, zdolnej zapewnić sprawiedliwość, solidarność, uczciwość i jawność» (tamże, 98).

W tym trudnym, ale jakże potrzebnym dziele odnowy moralnej katolicy wraz z wyznawcami innych religii mają obowiązek uczestniczyć poprzez świadectwo. Nauka społeczna Kościoła zaleca udział katolikom w zarządzaniu sprawami publicznymi, toteż władze państwowe i wszyscy obywatele mogą na nich liczyć. Udział ten ma być formą głoszenia Ewangelii i wartości w niej zawartych — przydatnych, a nawet nieodzownych w budowie społeczeństwa bardziej ludzkiego. Jestem przekonany, że podobnie jak w przeszłości w wielu krajach starej Europy, tak i dzisiaj chrześcijanie będą umieli zaangażować się w działalność polityczną i społeczną, aby głosić — a przede wszystkim ukazywać poprzez swą wielkoduszność i bezinteresowność — że to nie my jesteśmy stwórcami świata. Otrzymaliśmy go przecież od Boga, który stwarza świat i nas samych. Jesteśmy zatem tylko rządcami, którzy zgodnie z Bożym zamysłem mają wykorzystywać dostępne dobra, aby następnie dzielić je z innymi. Chciałbym przytoczyć tu dobitne słowa św. Pawła: «Wy zatem, bracia, powołani zostaliście do wolności. (...) miłością ożywieni służcie sobie wzajemnie! (...) A jeśli u was jeden drugiego kąsa i pożera, baczcie, byście się wzajemnie nie zjedli» (Ga 5, 13. 15).

9. W świecie, w którym przez zbyt wiele lat utrzymywał się podział, narzucony mu przez ciasne ideologie, nie może nastąpić teraz okres egoizmu i dyskryminacji! Przeciwnie, musi to być czas spotkania i solidarności między Wschodem i Zachodem, między Północą i Południem. Ogarniając spojrzeniem dzisiejszy świat, jak to uczyniliśmy przed chwilą, musimy z goryczą stwierdzić, że zbyt wielu ludzi wciąż doznaje krzywd od swoich braci. Ale nie wolno nam się z tym pogodzić.

W roku ogłoszonym przez Organizację Narodów Zjednoczonych Rokiem Rodziny postępujmy tak, aby ludzkość coraz bardziej upodobniała się do prawdziwej rodziny, w której każdy czuje się zauważony, doceniony, kochany, w której każdy gotów jest poświęcić samego siebie, aby ktoś inny mógł wzrastać, w której nikt nie waha się pomóc najsłabszemu. Posłuchajmy wezwania apostoła Jana: «Jeśliby ktoś posiadał majętność tego świata i widział, że brat jego cierpi niedostatek, a zamknął przed nim swe serce, jak może trwać w nim miłość Boga?» (l J 3, 17).

W okresie Bożego Narodzenia niepojęta dobroć Boża zostaje ofiarowana każdemu człowiekowi; jakże wymownym tego znakiem jest Dziecię złożone w żłobie! Wzywa Ono każdego z nas, by okazał odwagę braterstwa. Takie jest moje najserdeczniejsze życzenie dla każdego z was, dla wszystkich waszych rodaków, dla wszystkich narodów ziemi.


opr. mg/mg



 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Europa pokój Ameryka Afryka Bałkany wojna Liban ludzkość dyplomacja Azja korpus dyplomatyczny Meksyk Kuba Burundi Afganistan Angola polityka międzynarodowa Nikaragua Mozambik Zair
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W