Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao



Krzysztof Zanussi

Nowi chrześcijanie

Z początkiem Nowego Roku czuję się trochę jak człowiek, który się spóźnił na samolot. Moje poczucie spóźnienia na święta i Nowy Rok wynika po prostu z tego, że wróciłem za późno z antypodów i nie zdążyłem z jakimś stosownym okolicznościowym tematem felietonu.

Spróbuję to szybko nadrobić w nowym roku. Jestem świadom, jak umowny jest przełom: zmiana ostatniej cyferki w dacie pisanej na pohybel komputerom w kolejności najpierw dzień (bo ten się zmienia najczęściej), potem miesiąc i w końcu rok, który czasem zastępujemy literkami br., co oznacza, że jest dla nas całkiem oczywiste, o który rok tu chodzi.

Od tygodnia rok drugi drugiego tysiąclecia stał się rokiem minionym i możemy to potraktować jako przejaw ciągłego upływu czasu. Dzięki niemu przyszłość się przybliża i stąd obok podsumowań ożywa pokusa projekcji tego, co nastąpi.

Przeglądając nagromadzoną przez ponad dwa miesiące polską prasę, natrafiłem na bardzo ciekawą wymianę korespondencji między profesorem Stefanem Świeżawskim a kardynałem Wojtyłą. Wymiana ta miała miejsce cztery dekady temu, w okresie soboru w Watykanie, ale po części dotyczy swoistej futurologii — czyli wizji chrześcijaństwa w dalekiej przyszłości. Rozmawiając w czasie świąt z sędziwym profesorem zrozumiałem, że ta wizja nawet wśród chrześcijan budzi wciąż swoiste kontrowersje.

Jest wiadome, że ostatnie pół wieku zredukowało znaczenie religii w krajach, które się najszybciej rozwijają. Chrześcijanin nie dopuszcza myśli, że ten proces może doprowadzić do pełnego zaniku wiary, musi więc postawić pytania, jak wiara może się odrodzić. Czy ma się to stać za sprawą takich ludzi jak św. Franciszek, Matka Teresa i tysięcy innych nieznanych i skromnych, skazanych na środki ubogie, czy też potrzebne są także tak zwane środki bogate, a więc kapitał i władza, bez których chrześcijanie stają się zagłuszoną mniejszością nawet w tych społeczeństwach, w których mają liczebną przewagę (przykładem tego drugiego działania może być Opus Dei, do którego sędziwy profesor odnosi się z ostrożnością)? Nie mam sam wyrobionego zdania w tej delikatnej materii, jaką jest ta „osobista prałatura”, przychodzi mi natomiast na myśl sztuka o amerykańskiej papieżycy, którą oglądałem w Warszawie (zadziwiony, że nie wywołała poważniejszej polemiki wśród chrześcijan).

W sztuce rysuje się futurystyczna wizja Kościoła, który wyprzedał swój stan posiadania. W Watykanie papież zachował kilka biurowych pokoi, resztę wykupiły międzynarodowe korporacje, pieniądze poszły na biednych, starczyło na dwa czy trzy lata i dalej trzeba się pogodzić, że Kościół nie będzie prowadził przytułków i szpitali, ogrzewalni i darmowych stołówek. Fantazja autorki idzie rzecz jasna o wiele dalej, ale dla dyskusji o środkach bogatych i ubogich ten przykład jest nie bez znaczenia.

Dalszą wizję przyszłości chrześcijaństwa znalazłem w dziwnej książce wydanej po polsku, autorstwa nieznanej osoby, która przeniosła Sienkiewiczowskie „Quo vadis” w dwudzieste drugie stulecie, tworząc wizję jednobiegunowego świata (co przystaje do starożytnego pierwowzoru) demokratycznej tyranii. Wizja, jak prawie wszystkie współczesne projekcje przyszłości, dość upiorna, ale do zastanowienia.

W realnym świecie z końcem minionego roku przeżyłem szczególne doświadczenie: przepadł mój projekt filmowy decyzją gremium — międzyrządowego funduszu powstałego przy Radzie Europy dla popierania koprodukcji na naszym kontynencie. W koprodukcji nie było Polski, a moja porażka ma charakter nieoczekiwanie wyznaniowy. Bohaterem utworu (skądinąd cudzego autorstwa) miał być ksiądz z Luksemburga, postać autentyczna z czasów okupacji hitlerowskiej. Ksiądz jest w scenariuszu wodzony na pokuszenie: ma zdradzić Kościół, żeby Kościół uratować. Jest więc następcą Judasza. Projekt przepadł (jak słyszę różnicą jednego głosu), przedstawiciel jednego z najmniejszych europejskich krajów zgłosił bowiem protest, twierdząc, że w jego mniemaniu utwór jest wyznaniowy, więc nie może być popierany z funduszów publicznych. Członek decydującego gremium z jednego ze środkowoeuropejskich krajów wymyślił na poczekaniu historyjkę o młodej Arabce, która studiując gdzieś w Europie odkrywa swą wiarę w Allaha i zapytał, czy ten projekt można zaproponować w Eurimages. Kiedy otrzymał odpowiedź pozytywną, spytał, dlaczego tak odmiennie traktuje się różne wiary i usłyszał, że Kościół katolicki wciąż jeszcze Europie zagraża, a islam jeszcze nie.

Powyższy wtręt dotyczy jednego z moich błahych, codziennych niepowodzeń, ale jest dla mnie punktem do zastanowienia. Kiedy cała dusza się buntuje przeciwko środkom bogatym i romantycznie widzi chrześcijaństwo trzeciego tysiąclecia zbudowane wyłącznie na cichych i nikomu nieznanych świętych.


opr. JU/PO

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Polska Europa kultura polityka medycyna lekarz religia felieton świat podróże zawód integracja laicyzacja Zanussi skąpstwo profesjonalizm kat przywara filozfia
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W