Opoka - Portal katolicki
opoka.news opoka.photo
Pekao



Krzysztof Zanussi

Wątpliwości teologiczne

W okolicach Świąt Bożego Narodzenia nasiliły się w różnych gazetach informacje na temat tajemniczego kawałka kamienia, na którym inskrypcja głosiła pamięć kogoś, kto miałby być bratem Chrystusa. Po ukazaniu się pierwszych rewelacji na temat znaleziska pojawiły się liczne artykuły ludzi Kościoła obeznanych z archeologią biblijną, którzy natychmiast przystąpili do rozwiewania obaw, że ten kamień niezbyt jasnego pochodzenia, służący do przechowywania wyjętych z grobu kości, mógłby swoją inskrypcją zagrażać chrześcijańskiej wierze, podważając twierdzenie, że Matka Chrystusa była wiecznie dziewicą, a więc że Jezus nie miał braci.

W okresie bujnego rozwoju genetyki wśród wątpiących wierzących krążyło podstępne pytanie o to, jaki zestaw chromosomów miał Chrystus i czy poprawnym jest odwoływanie się do jego protoplasty, jakim według Biblii jest król Dawid. Można przypuszczać, że kilkaset lat temu podobne rozważania mogły doprowadzić do schizmy, a w konsekwencji może także do jakiejś wojny czy krucjaty, ponieważ ludzie byli bardzo wrażliwi na punkcie precyzyjnych sformułowań, które wyznaczały ortodoksję, a więc tożsamość wiary. Dziś w dobie powszechnego zlaicyzowania namiętności związane ze szczegółami doktryny wydają się czymś egzotycznym. Rodzi się w związku z tym pytanie, czy współcześnie możliwe są jeszcze poważne herezje i debaty o tym, w co naprawdę ludzie wierzą.

Spotkałem niedawno młodego człowieka, który zwierzył mi się z  wątpliwości co do wszechmocy pana Boga. Oczytany w literaturze naukowej i fantastycznej przyznał mi się, że odczuwa ogromną wątpliwość, czy Bóg jest doskonały i czy jest wszechpotężny, czy też jest tylko jakimś kosmitą, inteligencją wyższą niźli ludzka i w związku z tym dla człowieka tylko kimś takim jak człowiek dla istot niżej od niego rozwiniętych. Lęk, że Bóg nie jest taki, jak go sobie wyobrażają chrześcijanie, ale że jest wiele gorszy, wydał mi się głęboką i przejmującą herezją, a jednocześnie ujęła mnie realność tego lęku. Między mniemaniem, że Boga nie ma, a wiarą, że jest takim, jak widzą go chrześcijanie, otwiera się pole do jakichś pośrednich wyobrażeń takiego gorszego Boga, jak ten, który zagościł w tytule modnej nie tak dawno teatralnej sztuki, niewiele zresztą mającej z tytułem wspólnego. Mój wątpiący rozmówca przeżywał gorąco swoją rozterkę, sprawa była dla niego czymś więcej niż tylko inteligentnym pytaniem w trakcie salonowej konwersacji. W obliczu gorszego Boga świat stawał się mało sensownym i przypadkowym tworem. Słuchając go zrozumiałem, że w sprawach takiej wagi możliwy jest dyskurs płomienny albo żaden. Na tle żarliwości młodego człowieka tłum spokojnych i zadowolonych z siebie etatowych urzędowych teologów wydał mi się szyderczym przeciwstawieniem rzeszy gorących wyznawców, którzy swych poglądów dowodzili ryzykując (a często nawet tracąc) życie.

Na przeciwnym biegunie tego teologicznego żaru plasują się też przedziwne piosneczki kościelne, które stanowią, moim zdaniem, jawne i  otwarte zaprzeczenie podstawowych zrębów teologii. Usłyszałem niedawno pieśń kościelną, w  której z gardeł śpiewających wyrwało się wołanie do Boga, aby przyszedł i żeby się nie spóźnił. Bóg spóźniony, a więc Bóg niedoskonały, Bóg marny tak jak człowiek, a więc bożek, o którym nie powinno się śpiewać w chrześcijańskiej świątyni, ale widać nikogo to poza mną nie razi, więc mogę sobie pozwolić na słowo skargi tylko na łamach laickiego tygodnika, jakim jest „Polityka”.

Szanując laickość organu, który zaprosił mnie na swoje łamy, muszę jakoś usprawiedliwić te wyraźnie wyznaniowe rozważania. Nie zdążyłem z nimi na święta, kiedy byłyby bardziej usprawiedliwione duchem tradycji i obyczaju, które zachowały za swą laicką fasadą jakieś ziarno religijnej inspiracji. (Te opłatki przed Wigilią i kolędy śpiewane niestosownie w adwencie zamiast w karnawale). Teraz natomiast, gdy karnawał w pełni, a ja na dalekiej Syberii (skąd nie sposób przysłać tekstu, bo śnieg może zasypać wszelkie łącza), muszę zostawić taki tekst neutralny, poza aktualnością. Dla czystego usprawiedliwienia powołam się na pisarza, który ogłosił śmierć Boga, więc nie może być podejrzewany o teologiczne ciągoty. Nietzsche pisał, że nawet my bezbożni i antymetafizyczni czerpiemy wciąż jeszcze ogień z tego pożaru, który roznieciła tysiącletnia chrześcijańska wiara, która była także wiarą Platona, że Bóg jest prawdą i że prawda jest boska.


opr. JU/PO

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: chrześcijaństwo polityka prawo film wiara rodzina felieton sąd Jezus integracja europejska Zanussi prawnicy gołosłowność intencje