Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao



Krzysztof Zanussi

O stosunku owcy z wilkiem

Ciągle nie mogę znaleźć odpowiedzi na pytanie, dlaczego nikt w szkole nie uczył nas prawa. W społeczeństwie wiejskim, rozproszonym, kiedy sąsiad żyje z dala od sąsiada, prawo i prawnicy nie muszą wkraczać w nasze codzienne życie. Kiedy jest mało zależności, relacje między ludźmi reguluje zdrowy rozsądek i sumienie (może w odwrotnej kolejności — sumienie powinno być pierwsze). Wyznając wspólne zasady możemy jakoś sami się ułożyć i nie trzeba ani kodeksu, ani adwokatów, ani sądu. Gorzej, kiedy jest nas coraz więcej, na coraz ciaśniejszej ziemi i musimy ze sobą współdziałać. Jak wtedy dochodzić sprawiedliwości? Bez adwokatów i sądu nie da rady.

Spotkałem niedawno urzędnika zajmującego się problematyką prawną w jednym z krajów Unii i usłyszałem zadziwiające zdanie dotyczące pogranicza prawa i polityki. Mój rozmówca działał w obszarze ochrony własności intelektualnej, która w jego kraju obejmuje w takim samym stopniu dzieła sztuki (a więc prawa autorów), jak i dzieła nauki i techniki, a więc przede wszystkim wynalazki.

Wiadomo, że wynalazki, podobnie jak dzieła sztuki, są w większości do niczego niepotrzebne i nie budzą niczyjego pożądania, ale na zasadzie wyjątku niektóre twory umysłu (czy jak prawnik powie — intelektu) mają wartość całej góry złota. Wokół takich wynalazków czy utworów, które — czytane, oglądane lub słuchane powszechnie — warte są wielkie pieniędze, tworzy się natychmiast ostra gra interesów. Każdy z uczestników tej gry chce wziąć dla siebie jak najwięcej. Tak jest w wypadku utworów w mojej audiowizualnej branży, na styku producenta, twórcy i sprzedawcy utworu, przy czym sprzedawca jest hurtownikiem i pozostaje w konflikcie z detalistą, który dane dzieło prezentuje na antenie, w sali czy na ladzie sklepu. Rozstrzygnięcie wzajemnych roszczeń między różnymi grupami interesów jest tą dziedziną prawa, w którą zawsze wkracza polityka rozstrzygając, czyje interesy powinny być mocniej chronione, czyje słabiej i co leży w interesie całej zbiorowości.

Specjalista od prawnych rozstrzygnięć w dziedzinie wszelkiej twórczości wynalazczej i artystycznej powiedział mi, kiedy rozstrzygnięcie prawne jest właściwe: wtedy, kiedy wszystkie strony sprzecznych interesów są jednakowo niezadowolone. Znaczy to, że rozstrzygnięcie żadnej strony nie faworyzuje, pozwala zachować równowagę. Kiedy natomiast ktoś zdobędzie przewagę — inwestor, wynalazca czy użytkownik — to wtedy równowaga się chwieje i traci na tym zbiorowość.

W naszej młodej kilkunastoletniej zaledwie demokracji nawet bardzo proste procedury funkcjonowania państwa i prawa są dość powszechnie nieznane. Od prominentnych polityków słyszę zdanie, że poszczególne grupy interesów muszą dogadać się same. Jest to koncepcja wypróbowana w czasach korporacjonizmu przez reżimy faszystowskie, takie choćby jak reżim Salazara w Portugalii. W perspektywie nowoczesnej demokracji w grę sprzecznych interesów musi wkroczyć polityka i ustalić zasady, wedle których wilk będzie syty i owca cała. Propozycja bezpośrednich rozmów owcy z wilkiem wydaje się niezgodna z zasadą zdrowego rozsądku, ale ponieważ w szkole nie uczyliśmy się prawa, więc poglądy mocno niedorzeczne pojawiają się na równych prawach z poglądami z odrobiną sensu.

A od prawników usłyszałem cichcem głoszoną sugestię pod adresem polityków, którzy stanowią prawo: czyńcie prawo niezrozumiałym, by prawnicy byli niezbędni.


opr. JU/PO

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Polska demokracja polityka globalizacja prawo media natura świat prawa natury globalizm Zanussi prawnicy zależnosci rządy
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W