Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao


Krzysztof Zanussi

Całuję rączki!



Zasłyszałem gdzieś powiedzonko o tym, że ze wszystkich zasobów potrzebnych ludzkości tylko jeden jest na wyczerpaniu. To zasób ludzkiej uwagi. Ani doby nie da się przedłużyć, ani wolnego czasu nie przybędzie, więc każda chwila, którą państwo przeznaczyli na lekturę moich felietonów, jest darem, za który winien jestem wdzięczność.

Po sześciu i pół roku przychodzi nam się rozstać. Niewykluczone, że pojawię się jeszcze na łamach „Polityki”, pisząc coś czasem na innych stronach. Natomiast felieton po trzystu trzydziestu edycjach — znika.

Cotygodniowe pisanie, przy moich ciągłych podróżach, było zadaniem ambitnym i szczycę się tym, że nigdy nie nawaliłem z tekstem (choć dwa razy w ciągu sześciu lat tekst się gdzieś zgubił). Na wszelki wypadek trzymałem od dawna tekst rezerwowy. Z założenia błahy i przydatny na każdą nieprzewidzianą okoliczność. Nie przyda się już na nic, więc zamiast rzewnych pożegnań i filozoficznych podsumowań przedstawiam go Państwu.

Istnieje osobna kategoria ludzi, zwana nieco pogardliwie teczkowcami. Nie wiem, skąd się bierze owa leciutka pogarda.

Jako artysta z pewnym zawstydzeniem przyznaję się, że mam czarną teczkę i do tego bardzo ją lubię. Służy mi, kiedy muszę załatwiać jakieś sprawy i potrzebne mi są papiery. Dla nich właśnie stworzona jest teczka i kiedy zabraknie papierów i wszystko pochłonie komputer, wtedy niewątpliwie znikną teczki, a przy okazji odetchną drzewa w lesie, bo dziś powszechna mania utrwalania wszystkich głupot na papierze każe nam wycinać rabunkowo naturalne wytwórnie tlenu.

Ten akcent ekologiczny pojawił się tu nie przypadkiem. Dalszy tok mojej myśli skręca w stronę przyrody. Ludziom wyczulonym na ekologiczną poprawność muszę zrobić odważne wyznanie, które może mnie kosztować odsądzenie od tak zwanej czci oraz wiary. Otóż moja teczka jest zrobiona z prawdziwej skóry słonia. Jest ciężka, ciemnoszara. Na pierwszy rzut oka wygląda, jakby była zrobiona ze świni, ale uważne oglądanie wskazuje, że to niemożliwe. Ten rysunek skóry znamy z zoo. Tak z wierzchu wyglądają słonie.

Ktokolwiek kocha przyrodę i rozpacza, z czego mam teczkę, gromi mnie jako pasera, który skorzystał z kradzieży. Z trudem przychodzi mi się tłumaczyć, że jak dotąd chronione są tylko słoniowe kły i dalibóg nigdy, w czasie którejkolwiek z moich dalekich podróży, nie dałem się namówić na kupno nawet najmniejszej ozdoby czy przedmiotu zrobionego ze słoniowych kłów. Podobnie odmawiałem w Indiach prezentów w postaci wyprawionej skórki wodnych wężów, bo ktoś mi powiedział, że są pod ochroną. Zapytałem o to dociekliwie celnika na indyjskim lotnisku, ale ten zrozumiał mnie opacznie i zapytał, ile ich wiozę i zaczął się zastanawiać, ile mnie to będzie kosztowało.

Słonie zasadniczo różnią się od wężów (to mało odkrywcze stwierdzenie) i słonie bardzo mocno różnią się między sobą. Pod ochroną, jak słyszę, są słonie afrykańskie, te ze śmiesznymi uszami. Ja natomiast mam teczkę z hodowanego słonia, który, jak mogę przypuszczać, dokonał naturalnie żywota. W Tajlandii, skąd pochodzi moja teczka, nikt słoni nie zabija, są zbyt drogie, by hodować je na mięso czy na skórę. Hoduje się je do pracy, tak jak w Europie hodowało się konie. Dziś, niestety, Europejczycy hodują konie na mięso, co nam potomkom kawalerzystów wydaje się czymś obrzydliwym. Koń w Polsce nie służył do jedzenia, choć mięso ma wyśmienite, bowiem koń był przede wszystkim przyjacielem, a poza tym towarzyszem broni. A przyjaciół — a tym bardziej towarzyszy — się nie jada.

Obrona mojej teczki nie ma nic wspólnego z donosami, ministrem Macierewiczem i lustracją, dotyka jednak spraw sumienia. Bronię się przed zarzutem bezmyślnego niszczenia przyrody, a jednocześnie zdaję sobie sprawę, że w tym niszczeniu i tak uczestniczę. Słoń roboczy pełni funkcję wołu, a wół i jałówka w naszej kulturze są źródłem pożywienia. Co gorsza, ich skórę noszę na pasku i na butach, bez których nie umiem się obyć. Dla Hindusa krowa jest symbolem życia i moje postępowanie jest dowodem obrzydliwej bezmyślności, ale nawet radykalny Hindus powstrzymując się od spożywania mięsa, a także ryb i jajek, niszczy rośliny ścinając je do spożycia. A przecież rośliny też są żywe. Najbardziej radykalni obrońcy wszelkiego stworzenia zadowalają się jedzeniem tego, co roślina daje dobrowolnie, a więc owoców, które można uznać za dar przyrody, podobnie jak mleko krowie, które podkradamy cielakom bez ich szkody.

Przywołuję ten łańcuch przewinień, który jest wpisany w nasze życie. Robię to nie po to, by kogokolwiek agitować za kuchnią jaroszów, choć sam czuję się upokorzony przez moją mięsożerność i przyznaję moralną przewagę tym, którzy potrafią przyczynić się do tego, że mniej życia przerywamy. Godzę się, że jedzenie mięsa jest przewiną i uważam, że człowiek w swym istnieniu nie potrafi się obejść bez złych czynów, ale wierzę, że poczucie winy jest zbawienne, ożywia duchowo, wyzwala siły twórcze. Z tym staromodnym przekonaniem jestem na antypodach nowej mody, która zachwala ludziom przekonanie o ich bezgrzeszności. Przedkładam przekonanie, że robimy wiele złego, więc skoro nie umiemy się powstrzymać, to starajmy się to zrównoważyć robiąc coś dobrego tylko po to, żeby się w przyrodzie wyrównało. Zastanawiam się patrząc na mą teczkę, czy nie dołożyć się w zoo do sponsorów (czyli dobroczyńców), którzy opłacają karmę dla słoni. Kłopot tylko w tym, że w Warszawie długo nie było słoni. W Indiach napotkanym słoniom staram się fundować smakołyki, ale wtedy ich poganiacze domagają się ode mnie bakszyszu. A w końcu to oni jako ludzie są mi gatunkowo dużo bliżsi.

 

opr. mg/mg


 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: ekologia koń ochrona przyrody uwaga pismo hodowla mięso wegetarianizm teczkowiec tekst rezerwowy czarna teczka jarosz zoo
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W