Po interwencji niemieckiej policji wobec członków Ruchu Obrony Granic w Berlinie głos zabrał Pałac Prezydencki. Marcin Przydacz nazwał sytuację „absolutnie niedopuszczalną” i zaapelował o szybką reakcję polskiego rządu. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski kpił z działaczy ROG.
Interwencja niemieckiej policji wobec członków Ruchu Obrony Granic w Berlinie wywołała reakcję Pałacu Prezydenckiego. Szef Biura Polityki Międzynarodowej w KPRP Marcin Przydacz ocenił działania funkcjonariuszy jako „absolutnie niedopuszczalne” i zaapelował o pilną reakcję polskich władz.
„Patrząc na te obrazki, które do nas docierają, gdzie polscy obywatele są przepychani i traktowani w sposób nieakceptowalny przez niemiecką policję, trudno nie reagować” – powiedział Marcin Przydacz podczas wizyty prezydenta Karola Nawrockiego na Florydzie.
Prezydencki minister podkreślił, że niezależnie od ocen działalności członków Ruchu Obrony Granic, są oni obywatelami Polski i mają prawo oczekiwać wsparcia ze strony własnego państwa.
🇵🇱🇩🇪German police were filmed beating Poles who carried a large cross to the Place of Remembrance for Poland 1939-1945, a monument to the Polish victims of WWII in Berlin.
— Remix News & Views (@RMXnews) 16 czerwca 2026
The incident is threatening to turn into a diplomatic fiasco. pic.twitter.com/yM7dBYEH6e
„Dla pana prezydenta to są obywatele Rzeczypospolitej. Zasługują na ochronę i odpowiednią reakcję państwa polskiego” – zaznaczył.
Przydacz zwrócił również uwagę, że choć polski konsulat podjął działania na miejscu zdarzenia, konieczna jest także interwencja polityczna na szczeblu rządowym. Wyraził przy tym zdziwienie, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie zareagowało wcześniej.
Chcieli zanieść krzyż pod pomnik
Do zdarzenia doszło we wtorek w centrum Berlina. Członkowie Ruchu Obrony Granic chcieli umieścić drewniany krzyż przy tymczasowym pomniku upamiętniającym polskie ofiary II wojny światowej i niemieckiej okupacji.
Jak podała berlińska policja, około 15 osób zgromadziło się przed Reichstagiem z transparentami i krzyżem, a następnie próbowało przejść pod tzw. Głaz Pamięci.
Funkcjonariusze nie zgodzili się na przemarsz, proponując zorganizowanie zgromadzenia w innym miejscu lub indywidualne udanie się pod pomnik.
Gdy uczestnicy mimo zakazu ruszyli w kierunku miejsca pamięci, policja podjęła interwencję.
„Gdy mimo to grupa, wraz z krzyżem i transparentami, udała się wspólnie w kierunku pomnika, policjanci zastosowali wobec sześciu osób środki ograniczające wolność. Ponieważ doszło przy tym do stawiania oporu, nasze siły interwencyjne zastosowały również środki przymusu bezpośredniego” – informuje berlińska policja.
Na nagraniach opublikowanych w mediach społecznościowych widać brutalną interwencję niemieckich funkcjonariuszy, w tym bicie w głowę człowieka powalonego już na ziemię. Część uczestników, w tym lider Ruchu Obrony Granic Robert Bąkiewicz, została skuta i czasowo zatrzymana. Jego córka informowała później, że Bąkiewicz ma złamane żebra.
Uczestnikom odebrano krzyż.
Wzywamy polskiego ambasadora w Niemczech do pilnej interwencji. Zostaliśmy pozbawieni wolności przez Niemców. Może dojść do użycia siły wobec nas. Nie złamaliśmy prawa. pic.twitter.com/lwYLDySha7
— Robert Bąkiewicz (@RBakiewicz) June 16, 2026
W nagraniu opublikowanym na swoim profilu na X Bąkiewicz podkreślał wcześniej, że członkowie Ruchu Obrony Granic nie prowadzą żadnego zgromadzenia, a chcieli jedynie pomodlić się przed pomnikiem upamiętniającym polskie ofiary oraz umieścić tam krzyż, oraz tabliczki informujące o niemieckich zbrodniach. Apelował także do polskiej ambasady w Berlinie o pomoc w negocjacjach z niemiecką policją, wyrażając obawę, że ta użyje wobec nich siły.
„Wsadzali mi palce do oczu, do nosa, dusili mnie, bili od razu. Pięściami i kolanami zaczął mnie bić jeden policjant, potem rzucili, bili dalej nogami, przyduszali. No i tyle, to są bandyci po prostu” – relacjonował.
MSWiA po stronie niemieckiej policji
Inaczej sytuację ocenia wiceszef MSWiA Wiesław Szczepański. „Kto łamie prawo, ponosi konsekwencje” – powiedział w rozmowie z Radiem TOK FM.
Przypomniał, że organizatorzy zostali poinformowani przez stronę niemiecką o zasadach zgromadzenia i możliwościach przeprowadzenia demonstracji. Podkreślił również, że osoby przebywające na terytorium Niemiec podlegają niemieckim przepisom.
„Pan Bąkiewicz nie jest w Polsce. Obowiązuje go prawo niemieckie i powinien go przestrzegać” – stwierdził.
Skandal w Berlinie! Kordon niemieckiej policji i aż 9 radiowozów brutalnie zablokowało nam umieszczenie Krzyża pod głazem hańby. Niemcy, którzy nie zapłacili reparacji za ludobójstwo, dziś siłą odmawiają nam chrześcijańskiego upamiętnienia milionów polskich ofiar II WŚ! pic.twitter.com/4Q5G7NfmnS
— Robert Bąkiewicz (@RBakiewicz) June 16, 2026
Sprawą zajmuje się polski konsulat w Berlinie, który wyjaśnia okoliczności zatrzymania uczestników wydarzenia. Tymczasem incydent wywołał już polityczny spór w Polsce i kolejne pytania o reakcję władz na działania niemieckiej policji wobec polskich obywateli.
Po stronie niemieckich władz stanąl także szef polskiej dyplomacji. Radosław Sikorski ironicznie życzył pobitym działaczom ROG udanych wakacji.
„W związku z rozpoczynającym się sezonem urlopowym zachęcam do śledzenia strony Polak za granicą. Należy przestrzegać lokalnego prawa oraz wypełniać polecenia służb porządkowych. Konsulowie RP udzielają pomocy, ale nie zawsze mogą ochronić przed skutkami zachowań nieroztropnych. Życzę udanych wakacji i bezpiecznego powrotu do kraju!”
– napisał w środę rano na platformie X Sikorski.
Źródło: PAP
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.