Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao



Krzysztof Zanussi

Cisi rzymscy Chińczycy

Nawet jednodniowa wyprawa do Rzymu to więcej niż podróż w przestrzeni. To także podróż w czasie. Rzym zwie się wiecznym miastem i choć wiele innych miast istniało wcześniej, to wieczność jest przymiotnikiem, który wyrasta z ciągłości. Rzym żyje wiecznie, bo bez przerwy. Czasem bywał większy, czasem mniejszy, bywało, że liczył dwa miliony mieszkańców, a bywało, że ledwie kilkadziesiąt tysięcy, ale ciągłość była tak długo nieprzerwana, że z krótkiej perspektywy jednostkowego życia może się wydawać wiecznością.

W zeszłym tygodniu trafiłem do Rzymu z głową nabitą polską polityką i, jak to często bywa, bez najmniejszego trudu odnalazłem liczne analogie. U nas rozpad koalicji, nad Tybrem niebezpieczne napięcia z nieprzewidywalną Ligą. W kraju problemy z telewizją publiczną, w Rzymie zawzięta walka o obsadę rady nadzorczej i przypisanie poszczególnych kanałów partiom będącym przy władzy (oczywiście pod hasłem ich odpolitycznienia). Niestety, z istnienia licznych analogii nie wynika dla nas żadna istotna pociecha. Włochy mają się dobrze w dziedzinie gospodarki, a pełna napięć włoska demokracja dowiodła swej solidności przez długie dziesięciolecia, tymczasem nad Wisłą ani jedno, ani drugie zdanie nie ma zastosowania.

Uciekając od polityki oddaję się w myślach poezji. Ona zresztą przywiodła mnie do Rzymu. Zostałem wezwany, by komentować wydanie „Tryptyku rzymskiego” papieża. Jako człowiek mediów wiem, że w telewizji komentowanie sprowadza się do tego, by powiedzieć jakieś jedno proste i, w miarę możności, chwytliwe, łatwe do zapamiętania zdanie. Zdanie to ani nie musi być mego autorstwa, ani też nie ma potrzeby, aby sięgało jakiejś głębi. W wypadku poezji wystarczy, że głębię tę zawiera utwór, natomiast telewizja pozostaje jedynie witryną, w której można obejrzeć okładkę i zapamiętać, że książka jest właśnie do kupienia. Z utworem papieża miałem szansę zapoznać się w całości na parę godzin przed audycją, a zdanie, które miałem do wypowiedzenia, zasłyszałem także parę godzin wcześniej, rozmawiając przed odlotem z Warszawy z mym przyjacielem Piotrem Wojciechowskim, który ostatnio jest prezesem stowarzyszenia pisarzy. Oszczędzę państwu cytatu, bo przynajmniej na terenie kraju należy on do autora. Muszę natomiast wspomnieć o tym, że w debacie w rzymskim studiu prezenterka zaprotestowała, kiedy próbowałem nazwać rzymskość kategorią uniwersalną, nie lokalną. To co rzymskie jest dla mnie powszechne i nie należy do rzymian, tak jak moje wyznanie rzymskokatolickie jest uniwersalne i tylko symbolicznie wiąże się z dawną stolicą naszej cywilizacji. Kaplica Sykstyńska też nie jest moralną własnością Watykanu, tylko należy do wszystkich tak jak Mona Lisa czy Shakespeare. Rozważania o przemijaniu spisane w mieście, które aspiruje do wieczności, są też aktualne w każdym punkcie zarówno przestrzeni jak i czasu.

Od spraw podniosłych do przyziemnych jest w Rzymie zawsze bardzo blisko. Mój włoski przyjaciel Rocco Familliari, także pisarz, a również prezes państwowych ubezpieczeń, wciągnął mnie w projekt konkursu na program nowoczesnych domów pogodnej starości. Rozpadająca się rodzina i postępująca samotność każą szukać dla ludzi żyjących w trzecim wieku jakichś zastępczych form obcowania ze światem. Kiedy apetyt na konsumpcję spada, rośnie potrzeba kontaktu z innymi, a tymczasem świat, czyli inni, nie ma ochoty wdawać się w rozmowy z ludźmi, którzy nie są rozwojowi (używając żargonu łowców głów). Czy w domach pogodnej starości powinni być płatni rozmówcy rekrutowani z szeregów licznych bezrobotnych humanistów? Czy lepiej postawić na elektronikę, w której kontakt z człowiekiem może być dziełem komputera?

Od domów starców do zwykłych domów. W okolicach Piazza Vittoria zlikwidowano targowisko i przywrócono skwer, dzięki czemu okoliczne domy z końca zeszłego stulecia nabrały ponownie uroku. Kilkusetmetrowe mieszkania z wysokimi sufitami są atrakcją dla zamożniejszych (oczywiście jeśli są już po remoncie). Przed remontem zaś służą Chińczykom, których jest w Rzymie niezliczona ilość. W przestronnych mieszkaniach można ustawiać wielopiętrowe prycze i wtedy na dwustu metrach kwadratowych mieści się do dwustu mieszkańców. Chińczycy na obczyźnie są czyści, dyskretni i cisi, więc nie ma na nich skarg. Władze miasta podjęły ostatnio dochodzenia w sprawie tego, co się dzieje z tymi Chińczykami, którzy z racji wieku odchodzą z tego świata. W Rzymie nie ma chińskiego cmentarza, nie ma też dowodów, by kremowano zwłoki, istnieje więc zasadne podejrzenie, że zmarli są chowani w przestronnych piwnicach, zgodnie z obyczajem, który każe grzebać rodzinę blisko miejsca zamieszkania. Kiedy się nad tym zastanowić, to nie ma wielkiego powodu do zgorszenia. Cały Rzym stoi na grobach setek pokoleń ludzi, którzy kiedyś żyli w wiecznym mieście. Rzymski poeta Mecenas pisał, że nie dba, gdzie będzie pochowany, bo przyroda sama grzebie porzuconych. Jeśli nie robią tego bliscy.


opr. JU/PO

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Ameryka demokracja polityka prawo media film rodzina książki Rzym felieton sąd Włochy młodzi integracja europejska wydawnictwa Zanussi prawnicy Rzymianie niegodziwość
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W