W przypadku ks. Józefa Loranca kard. Karol Wojtyła zadziałał szybciej niż państwowy wymiar sprawiedliwości. W 1970 r. duchowny został skazany za pedofilię, ale Sąd Najwyższy odstąpił od wymierzenia kary. Władze kościelne wysłały zaś księdza do klasztoru, gdzie przepisywał księgi.
Historia ks. Józefa Loranca to kolejny sprawa opisana przez Tomasza Krzyżaka i Piotra Litkę po raz drugi. Niecałe cztery lata temu autorzy poznali jego akta znajdujące się w Instytucie Pamięci Narodowej. Teraz, jak piszą, dostali dostęp także do dokumentów krakowskiej kurii.
Ks. Loranc w 1970 r. został skazany na dwa lata pozbawienia wolności za molestowanie nieletnich dziewcząt. W jego sprawie toczyło się także postępowanie kanoniczne. W ocenie autorów, działania kierującego archidiecezją krakowską kard. Karola Wojtyły wobec Loranca i dwóch innych księży były „wręcz wzorcowe”.
Zaczepiał uczennice
Ks. Loranc przyjął święcenia w 1958 r. i posługiwał w kilku mniejszych miejscowościach Małopolski (największa była Wieliczka). Z tekstu wynika, że był mocno niedojrzały emocjonalnie – z jednej strony chętny do pracy, z drugiej całkowicie nieodpowiedzialny. Jeden z opisujących go księży uważał, że musi on być chory psychicznie. Odnotowano sytuację, kiedy pobił jednego z ministrantów; podczas posługi w jednej z parafii nie ukrywał, że często nocuje u niego młoda dziewczyna. Podszczypywał też uczennice.
W 1968 r. jego proboszcz został zaalarmowany przez rodziców dziewczynek, które ks. Loranc molestował. Duchowny przyznał się. Sprawa trafiła do kard. Wojtyły. Ks. Loranc stawił się przed nim 2 marca 1970 r., kardynał – zgodnie z prawem kanonicznym – zabronił mu sprawowania Mszy św. i wysłał na pokutę do klasztoru cystersów w Mogile.
MO zaczyna działać
Swoje śledztwo wszczęła później milicja. 18 marca duchowny został zatrzymany. Wtedy już od kilku dni Józef Loranc przebywał w klasztorze. W toku cywilnego śledztwa został wysłany na badania psychiatryczne. Nie chciał jednak wnioskować o zmniejszenie kary ze względu na chorobę psychiczną. Wysłał do kard. Wojtyły gryps, w którym pisał: „Przykro mi, że listy moje w tej trudnej sytuacji każdorazowo odnawiają ranę zadaną Kościołowi. (…). Postanowiłem ponieść karę każdą, ale za judaszowe srebrniki się nie sprzedam”. Metropolita krakowski nie odpisał. Ks. Loranc napisał także list do byłych parafian i prosił o odczytanie go w kościele. Przyznawał tam, że popełnił „haniebny czyn” i prosił o wybaczenie.
Józef Loranc został skazany na dwa lata pozbawienia wolności. Odwołał się od wyroku. Sąd Najwyższy w 1971 r. warunkowo zawiesił mu karę na cztery lata.
Zesłanie do Zakopanego
Tymczasem w grudniu 1970 r. kard. Karol Wojtyła zlecił Sądowi Metropolitalnemu przeprowadzenie procesu. Kościelny sąd uznał ks. Loranca za winnego. Odstąpiono jednak od wymierzenia kary ze względu na wyrok wydany już przez sąd państwowy, całkowitą skruchę księdza, przyjęcie przez niego pokuty oraz opinię psychiatrów wskazującą na niepełną świadomość w momencie popełniania czynów.
Duchowny został wysłany do Zakopanego, gdzie w klasztorze albertynów zajmował się przepisywaniem ksiąg. Po kilku latach pozwolono mu odprawiać Msze św. w zakopiańskim kościele oraz spowiadać, a w czerwcu 1975 r. mianowano go kapelanem szpitala w Chrzanowie-Kościelcu z prawem „bierzmowania chorych w/w szpitala in periculo mortis constitutis” (łac. w niebezpieczeństwie życia). Powrotu do pracy z młodzieżą nigdy nie brano pod uwagę. Ks. Loranc zmarł w październiku 1992 r. Nie ma informacji, by w okresie po cywilnym i kościelnym procesie kogoś skrzywdził.
Trudne przypadki
Autorzy piszą też krótko o sprawie ks. Bolesława Sadusia, który był homoseksualistą i współpracownikiem bezpieki, a w 1972 r. po usunięciu przez kard. Wojtyłę z parafii św. Floriana w Krakowie wyjechał do Austrii. Ustalenia autorów nie wskazują na to, by wyjazd ks. Sadusia był próbą tuszowania jego pedofilii. Nie ma pewności, czy duchowny dopuszczał się w ogóle takich czynów wobec dzieci.
We wcześniejszej publikacji ci sami dziennikarze opisywali historię ks. Eugeniusza Surgenta. Surgent został skazany w 1973 r. na trzy lata pozbawienia wolności za pedofilię. Dopuszczał się jej przez lata. „Niektóre decyzje kard. Wojtyły były jak na ówczesne czasy ponadstandardowe, ale niektóre, zarówno jego, jak i jego współpracowników, błędne” – oceniają autorzy, analizując działania krakowskiego kardynała wobec ks. Surgenta. Gdy jednak kard. Wojtyła dowiedział się, że Surgent krzywdził dzieci, zareagował właściwie – uważają Litka i Krzyżak. Jak wynika z tekstu, przypadek tego duchownego był wyjątkowo trudny, gdyż potrafił on manipulować ludźmi (wielu parafian go broniło), a do tego współpracował z SB.
Podsumowując działania wobec trzech opisanych księży Tomasz Krzyżak i Piotr Litka stwierdzają, że – także na tle innych biskupów z tego okresu – „były one wręcz wzorcowe”.
Źródło: rp.pl
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.