Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl


Powrót do strony głównej działu Kultura


Krzysztof Zanussi

Nóż w brzuchu

Przydarzyły mi się w tym sezonie teatralne wznowieniowe próby. Sztuka, którą przed rokiem wystawiłem w Niemczech, ma swoje dalsze teatralne życie i po paromiesięcznej przerwie trzeba ją było odkurzyć i odświeżyć, a to wymaga osobistej obecności reżysera. Wspominam to doświadczenie, bo w moim ogromnie zabieganym życiu nagle na parę dni czas jakby się zatrzymał. Zasiadałem na osiem godzin co dzień w ciemnej teatralnej sali, w wygodnym pluszowym fotelu i słuchałem, jak moi aktorzy przypominają sobie to, co grali z pewnym powodzeniem przed rokiem. Moje zadanie nie było w niczym twórcze, nie należało nic zmieniać, tylko odbudować to co było, przypomnieć, o czym aktorzy zapomnieli, czasem poprosić, by zrobili dłuższą pauzę albo coś zagrali trochę prędzej. Na cztery dni takich zajęć czas mój stanął — żyłem bez nerwowego spoglądania na zegarek, bez telefonów z przeproszeniem, że się spóźnię, bo poprzednie zajęcia trwają dłużej, aniżeli sobie to wyobrażałem.

Z dzieciństwa pamiętam opowiadania o tym, że jeśli mi się kiedyś zdarzy spotkać człowieka, którego przebito nożem, to nie wolno wyjmować tego noża, bo to może spowodować śmierć. Teraz sam poczułem się jak człowiek, któremu wyjęto nóż z ciała. Odwołuję się do tego porównania z dużą dozą przesady, do której teatr naturalnie skłania (mówimy przecież o teatralnych gestach i teatralnej przesadzie). Bez pośpiechu, wypadłszy z rytmu ciągłej pogoni czułem się, jakby wyjęto mi nóż z rany i tonąłem w pluszowym fotelu jak w wannie. Przed zaśnięciem w hotelu dopadały mnie jednak fale wyrzutów sumienia. Dręczyła mnie myśl o obiecanych artykułach i nienapisanych odczytach, o zaczętych i niedokończonych scenariuszach, a przede wszystkim o tych wszystkich ludziach, o których wiem, że nie mam dla nich dosyć czasu i trwonię dar przyjaźni odwiedzając ich z rzadka, w pośpiechu; myśl o książkach, których nie przeczytałem, wystawach, na które nie poszedłem, a także badaniach lekarskich, których nie zrobiłem i słówkach w obcym języku, którym nie poświęciłem czasu. Naprzeciw wyrzutów sumienia stanął logiczny argument: pracujesz, co więcej — zarabiasz, więc spełniasz swoją powinność. Próby wznowieniowe stanowią część mojego kontraktu o pracę. Są płatne i nieuniknione, kiedy sztuka ma dłuższy żywot. A czas, którego tak żałuję, jest towarem. Ten czas mam do sprzedania i został kupiony w umowie.

Nie mogę opędzić się myśli, że sprzedając czas handlujemy naszym życiem. Co więcej, wszyscy to robią. Czas sprzedaje lekarz, nauczyciel, radca prawny i psychoanalityk, czas sprzedaje polityk (szczególnie wtedy, gdy zasiada w prezydium nudnego kongresu i coś otwiera albo zamyka, a między jednym a drugim uświetnia coś swoją obecnością). Nie odnoszę wrażenia, bym sprzedawał życie, kiedy coś tworzę (to przywilej artysty) albo też kiedy pomagam w jakiejś naprawdę dobrej sprawie, ale są chwile, kiedy czuję, że mój czas rozdaję lub sprzedaję i wtedy mi się wydaje, że żadna cena nie jest dosyć duża, żeby wyrównać mi stratę.

W dzisiejszym świecie młodego biznesu pojawiły się nowe sposoby czy raczej okoliczności, w których trwonimy czas bezcenny rozdając go albo sprzedając. Na przykład w trakcie posiłków, które nie są bezinteresowne, ale wiążą się z robieniem pieniędzy. W myśl starych zasad dobrego wychowania przy stole nie wypadało nigdy prowadzić rozmów o pieniądzach, nie wypadało też w żadnym wypadku załatwiać interesów. Stół miał status miejsca niedalekiego od świętości (powinowactwo z ołtarzem) i do dzisiaj dość powszechna intuicja zakorzeniona w naszej kulturze każe traktować biznesowe lunche jako rodzaj łagodnego upodlenia (mniej łagodne następuje wtedy, gdy na przykład właściciel zamku albo przebrzmiały polityk sprzedaje swe towarzystwo ludziom, którzy pragną za to zapłacić).

Można zawsze powiedzieć, że choć wszyscy mamy czasu równo tyle samo, to znaczy dwadzieścia cztery godziny na dobę, to jednak jedna trzecia uchodzi nam na spanie. Kto lubi spać (i potrafi), ten rozumie, że to nie jest czas, którego warto żałować, a z pozostałych dwóch trzecich wszyscy marnujemy bardzo wiele, a więc czas sprzedany to nie jest czas stracony. Pozornie. Ze wszystkich dóbr w ludzkim posiadaniu czas, który nam pozostaje, jest dobrem, którego ciągle ubywa.


opr. JU/PO

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: kultura wartości polityka społeczeństwo biznes czas pieniądze Zanussi