Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl


Powrót do strony głównej działu Kultura


Krzysztof Zanussi

Czy leci z nami szaleniec?

Przed paru laty miałem okazję zagłębić się w biografię Klary Schumann i jej męża Roberta, który dokonał żywota w zakładzie dla obłąkanych. Istnieje — uzasadniona ponoć — hipoteza, że obłęd Schumanna był następstwem jego zarażenia się chorobą weneryczną. Nadaje to całej tragedii posmak skandaliczny i wstydliwy. Według standardów obyczajowych pierwszej połowy dziewiętnastego wieku choroby weneryczne były sprawiedliwą karą za rozwiązłość, co w wypadku wielkiego muzyka było domniemaniem zasadnym. Wspominam chorobę Schumanna, bo uderzyła mnie w opisach jego ostatnich lat życia pozytywna opinia o postępowym zakładzie w Endenich, gdzie chorych nie wiązano i pozwalano im na przechadzki, co, jak rozumiem, było uważane za rewolucyjny liberalizm. Wcześniejsze opisy zakładów psychiatrycznych wskazują, że może trafniej byłoby je nazwać miejscami odosobnienia dla chorych umysłowo, bowiem bardziej przypominały więzienia aniżeli zakłady lecznicze.

Łatwo nam dzisiaj sądzić surowo naszych przodków i ubolewać nad ich barbarzyństwem, potępiamy je przecież z tym większą satysfakcją, że poprzez kontrast czujemy się lepsi. Warto jednak czasami prześledzić, jakie motywy powodowały, że ludzie izolowali szaleńców, zakuwali ich w żelazne więzy i panicznie bali się obcować z nimi na co dzień. Lęk ten jest zakodowany w nas wszystkich i wciąż daje znać o sobie, szczególnie w środowiskach prymitywnych, gdzie instynkty biorą górę nad wymogami kultury. Kiedy pytam się sam siebie, skąd ten instynkt, to uczony w szkole darwinizmu szukam odpowiedzi w zasadach obrony gatunku.

Z naiwnej, amatorskiej perspektywy odnoszę wrażenie, że nasza współczesna kultura dość skutecznie pokonała instynktowne, podświadome lęki o przyszłość gatunku i nie znajdujemy już dzisiaj żadnego uzasadnienia, by odwodzić ludzi od zachowań, które prowadzą do ich własnej jednostkowej destrukcji, a tym bardziej nie mamy żadnych podstaw, żeby sądzić, że ludzie chorzy psychicznie są już z definicji zagrożeniem (oczywiście niektórzy stanowią zagrożenie, ale to samo można też powiedzieć o ludziach psychicznie zdrowych).

Odejście od mrocznych instynktów, które popychały naszych przodków w paniczny lęk przed szaleństwem, uwolniło coś w warstwie języka. Mamy cały szereg przeciwstawnych powiedzeń. Z jednej strony dość łatwo udzielamy zapewnień: „Ja nie zwariowałem” (żeby się na coś zgodzić, żeby za coś zapłacić wygórowaną cenę), z drugiej strony w reklamie pojawia się hasło mówiące, że „oni” (tu nazwa jakiegoś domu masowej sprzedaży) zwariowali, bo sprzedają tak tanio. I dalej szaleństwo odnosi się pozytywnie do szaleńczej zabawy czy zwariowanych pomysłów. W reklamie nieustannie powtarza się słowo „mania”, co musi zasmucać psychiatrów, którzy z mozołem starają się uwolnić swych pacjentów od maniakalnych zachowań. Sprzedawcy wołają ciągle „pozwól sobie na chwilę szaleństwa”, sugerując, że normalne, racjonalne życie jest jakimś ograniczeniem.

W historii myśli ludzkiej liczba geniuszy, którzy przekraczali złudne granice normalności, jest ogromna — to samo trzeba powiedzieć o sztuce, z tym że dopiero w dwudziestym wieku zaistniał swoisty kult nienormalności, który jestem gotów podzielać patrząc na dzieła van Gogha czy nawet czytając Nietzschego (choć tu już zalecam ostrożność). Drżę natomiast ze strachu na myśl, że szaleńcem może być pilot samolotu, na pokładzie którego piszę ten felieton, czy lekarz, a choćby mój dentysta.

Polityczna historia ludzkości jest pełna przykładów szaleństwa, które niekiedy bywało kliniczne. Jego skutki prawie zawsze były opłakane (proszę o przykład dobrego władcy, który był potencjalnym pacjentem psychiatry). Skoro więc muszę wykluczyć ludzi psychicznie rozchwianych z całego szeregu stanowisk, to może wbrew dosyć powszechnej modzie, która w szaleństwie widzi wyzwolenie, powiem, że w życiu bardzo ważne jest wyzwolenie od szaleństwa. Piękny film o nobliście i schizofreniku „Piękny umysł” w jakimś stopniu przekonuje o tym, że geniusz polega na przezwyciężeniu szaleństwa, więc może warto być ostrożniejszym w słowach, tak, żeby nas nie daj Boże nie pokarano szaleństwem. A to wszystko w niczym nie umniejsza potrzeby przezwyciężania instynktownych lęków i integrowania chorych, których największym cierpieniem jest często nasze odrzucenie.


opr. JU/PO

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Polska Europa kultura polityka ekonomia literatura film biznes felieton reżyser książka Warszawa Skóra język polski gramatyka zabytki Zanussi komóra konkurs