Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl


Powrót do strony głównej działu Kultura


Krzysztof Zanussi

Wesołe życie staruszka

Mickiewicz utrwalił w naszym języku powiedzenie, że wiek męski jest już wiekiem klęski, a tymczasem refren piosenki z Kabaretu Starszych Panów urąga powadze podeszłego wieku, głosząc hasło: „Wesołe jest życie staruszka”. Nie wiem, czy istnieje jakaś powszechna wykładnia, od kiedy liczy się wiek męski, staruszkiem natomiast jest na pewno emeryt, czyli człowiek po sześćdziesiątce. Znalazłszy się sam w takim wieku, rozglądam się uważnie dookoła i szukam rozstrzygnięcia, czy to już wiek klęski, czy też mam zaczynać prowadzić wesołe życie.

Na smutnych łamach naszej poważnej prasy pojawia się ostatnio wiele głosów nawołujących do wymiany pokoleń. Wymiana taka jest czymś naturalnym, kiedy następuje samoistnie. Młodzi tworzą dzieła fascynujące młodych, starzy, osiadłszy na laurach, noszą na głowach zwiędłe liście i życie toczy się naturalnym biegiem. Nienaturalne natomiast jest wołanie postulatywne o zmianę, dekretowanie jej wtedy, kiedy nie następuje. Dzieła młodych jakoś współistnieją z produkcją starszych pokoleń, w mojej branży debiutów było więcej niż kiedykolwiek w przeszłości, a mimo to pobrzmiewa gromki głos hunwejbinów domagający się tego, aby wprowadzić jakąś urzędową granicę wieku, powyżej której rzekomo ludzie nie mają już nic do powiedzenia. Kiedy przyglądam się bliżej głoszącym te hasła, znajduję wśród nich mego rówieśnika, a więc smutnego staruszka, który stara się załapać na rolę promotora młodych, zamiast pokornie zejść ze sceny, zgodnie z głoszonym hasłem, że powyżej pewnego wieku człowiek nie ma nic do powiedzenia.

Debata o sztuce w kategoriach wieku jest czymś oczywiście pustym i jałowym, i prowadzi łatwo do absurdu, jakim była żałoba, którą ogłosiła polska krytyka po tym, jak Polański (znowu wesoły staruszek) odniósł swój sukces w Cannes. Swoją drogą chciałbym widzieć podobne głosy, gdyby Polacy wygrali mistrzostwa świata w piłce nożnej: „Co z tego, że zwyciężyli, skoro zagrali słabo, a w dodatku był wśród nich ktoś, kto nie jest Polakiem z korzeniami”.

Motyw wymiany pokoleń zapisał się w mojej pamięci już w ponurym roku 1968. Później podnosił go niesławnej pamięci polityk określany mianem „Dar Młodzieży” w czasie stanu wojennego. Wymianę pokoleń zapowiadał niegdyś groźnej pamięci minister Wilhelmi i boję się, że nie na darmo Agnieszka Holland w swoich wypowiedziach przypomina, że duch tego mrocznego polityka wciąż powraca. Z drugiej strony, przyspieszenie przemian, w których żyjemy, niewątpliwie zdeprecjonowało wagę dojrzałości, doświadczenia i długoletniej praktyki, choć — jak słyszę ostatnio — na rynku pracy powraca akcent stawiany nie tylko na młodość, ale też na staż w zawodzie. (Ideałem pozostaje młody, a więc elastyczny i jednocześnie niedrogi, ale już doświadczony). Ideał, jak to zwykle ideały, w praktyce pozostaje zawsze nieosiągalny, ale nieprędko mogą wrócić czasy, w których najwyżej ceniono doświadczenie, bo w większości zawodów doświadczenia już nie ma. To, co trzeba robić, jest zupełnie nowe. Konsekwencją tego stanu rzeczy jest oczywiście konieczność permanentnego uczenia się. Ludzie, którym tak jak mnie przez całe życie śni się zdawana matura, muszą się przyzwyczajać do tego, że nieustannie trzeba będzie zdawać nowe egzaminy z dyscyplin, które jeszcze wczoraj nie istniały. Pojęcie wiedzy zdobytej upodabnia się dzisiaj do lodu, który bez przerwy topnieje i wymaga uzupełnienia.

Z wiekiem nowe wiadomości przyswajamy coraz wolniej, a ponieważ średnia długość życia się wydłuża, więc możemy sobie wyobrazić w przyszłości model biografii, w której praca stanowi młodzieńczy epizod, a reszta życia jest długą radosną emeryturą. Żeby zilustrować tę sielankę, odwołam się do przykładu z mojej najbliższej rodziny. Moja Mama weszła w dziewięćdziesiątą szóstą wiosnę życia, w którym znajduje wciąż wiele radości; jedną z nich jest chodzenie do teatru. Obejrzeliśmy niedawno świetny skądinąd spektakl „Kto się boi Virginii Woolf” w dryfującym teatrze Powszechnym, w reżyserii kolegi filmowca, autora „Psów”. Moja Mama w pełni podzieliła mój entuzjazm dla przedstawienia i dla sztuki, którą przecież oglądaliśmy wspólnie we Współczesnym jakieś trzydzieści lat temu. Zapytałem, co jej się tym razem najbardziej podobało. Mama powiedziała bez wahania: Lubię sztuki, w których ludzie się kłócą, bo wtedy głośno mówią i ja bez trudu wszystko słyszę. A jak grają Czechowa czy Dostojewskiego, to często mamroczą pod nosem i muszę się domyślać, o czym mówią.


opr. JU/PO

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Polska Europa kultura polityka ekonomia film biznes konflikt felieton książka młodzi Zanussi starzy pokolenie