Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao



Człowiek wykorzeniony

Krzysztof Zanussi

Mimo lata obowiązki zawodowe każą mi się przemieszczać z jednego miej­sca na drugie, co — patrząc z boku — należy traktować jako oznakę, że moje sprawy źle się mają. Człowiek, który ma poczucie stabilizacji zawodowej, z łatwością znajduje czas na odpoczynek, a tymczasem, jak pisałem nie tak dawno, stabilizacja bywa niebezpieczna i ja sam, za sprawą kryzysu na naszym rynku filmowym, miotam się przede wszystkim szukając koprodukcji czy też jakichś zajęć za granicą. Wygląda na to, że następne prace będę zmuszony robić z dala od kraju, oczekując, aż u nas główny finansista przedsięwzięć filmowych zacznie się znowu angażować, tak jak to robił w trakcie ostatnich kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu lat, podobnie zresztą jak wszystkie publiczne i prywatne telewizje w zachodniej Europie.

Jeżdżąc po Europie często spotykam młodych, wykładając im zręby sztuki filmowej na tyle, na ile sztuki w ogóle można nauczać. Średniowieczna idea mistrza i terminatorów spełnia się tylko cząstkowo tam, gdzie studenci mogą uczestniczyć w naszej pracy na planie. O pracę tę coraz trudniej, a jej charakter utrudnia przekazywanie wiedzy. W trakcie zdjęć do filmu działamy dziś w pośpiechu, ponaglani małym budżetem (czas to pieniądz) i w efekcie to, co mogłem oferować dawniej mym studentom, jest już niezwykle trudne.

Podobnie jak kręcenie filmów, które jest u nas w kraju zjawiskiem coraz rzadszym. Dlatego jeżdżę po świecie spotykać studentów tam, gdzie mnie ktoś zaprosi. Ostatnio znowu trafiłem do Wilna. Piszę znowu, bo byłem tu dosyć niedawno, pokazując me ostatnie filmy, teraz natomiast spotykam się z filmowcami z całej Europy na obozie, który został poświęcony scenariuszom.

Rozmowy scenariuszowe są fascynującą przygodą. Prowadząc je musimy przekraczać granice indywidualnej wyobraźni i odnajdować w cudzym wyobrażeniu coś, co dotrze w przyszłości do widza. Tak więc trzeba się zdobyć na pewien obiektywizm, który w wypadku rozmowy o dziełach ukończonych (choćby o utworach literackich) jest zbyteczny. Do tego dochodzi jeszcze element kulturowy. Spotykam studentów z różnych krajów i mam obowiązek wziąć poprawkę na szczególne cechy kultury, do której utwór się odnosi albo też z której wyrasta. Należy też brać pod uwagę, komu utwór ma się podobać. Bardzo często w postawie młodych autorów spostrzegam chłodną, wręcz cyniczną kalkulację: jeśli chcą się spodobać tak zwanej szerokiej publiczności, rzucają jej na pożarcie to, co owa publiczność bardzo lubi, a więc gwałt, seks, prymitywizm. Za punkt odniesienia mają służyć przykłady zza oceanu i tu często jako mentor jestem w kropce, bo z mojej znajomości amerykańskiej kultury wynika pewien moralizatorski wniosek: ona powstaje w pełnej identyfikacji z odbiorcą. Jemu nie rzuca się nic na pożarcie, twórca w pełni się z nim utożsamia.

Miejscem tych rozważań jest Wilno, które budzi dzisiaj w nas Polakach szczególne refleksje. Mam przed sobą tekst Leszka Balcerowicza — opis ekonomicznych sukcesów tego kraju budzi szczerą polską zawiść. Zresztą powody do zawiści są dość widoczne, bo ekonomicznie Litwa rozwija się wspaniale. Nie ma natomiast powodów do zdziwienia, jeśli przypomnimy sobie czasy Tyzenhausa i jego manufaktur, a nawet nowsze porównania porządków na wsi, na której Litwini sprawiali (również przed ostatnią wojną) wrażenie bardziej gospodarnych. Etniczna spuścizna Bałtów owocuje na ogół lepszym etosem pracy aniżeli spuścizna Słowian i dlatego jest parę względów, dla których musimy równać do Litwinów.

Jest natomiast pewien punkt, który na Litwie mnie smuci. Jest nim kompletne odrzucenie całej spuścizny kultury, którą tworzyły elity w okresie Unii z Polską. Fakt, że elity te się polonizowały, wydaje się dziś prawie bez znaczenia. Kto w Rosji pamięta, że arystokraci w „Wojnie i pokoju” mówili między sobą po francusku, choć byli Rosjanami? Podobnie Mickiewicz pisał o Litwie jako o ojczyźnie, a robił to po polsku. Wraz z odrzuceniem kultury czasów minionych wielu młodych Litwinów myśli o swej tożsamości w kategoriach kultury ludowej, chóralnych śpiewów i skansenu. W tej perspektywie odbiorcą ich scenariuszy staje się człowiek wykorzeniony, prawie tożsamy z tym, który tworzy publiczność po drugiej stronie oceanu.

Po Litwie ruszam do Gruzji, gdzie za pieniądze Szwajcarów uczestniczę w zabiegach integracyjno-filmowych obejmujących trzy ludy Kaukazu — Gruzinów, Ormian i Azerów. O wszystkim doniosę, kiedy powrócę, a na pytanie, czy nie szkoda mi czasu na takie eksperymenty, odpowiadam z na wpół szczerym żalem, że niestety nie mam nic innego do roboty.


opr. JU/PO

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Polska cywilizacja kultura polityka historia historia sztuki odpoczynek felieton podróże krytyka festiwal integracja kontakt wakacje Zanussi publikacje film reżyser wystąpienia mowy przemównia
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W