Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl


Powrót do strony głównej działu Kultura


Krzysztof Zanussi

Barbarzyńcy nadchodzą

Obawiam się, że gdybym w tydzień po felietonie o obiedzie u prezydenta Władimira Putina opisał obiad z cesarzem Japonii, zasłużyłbym na naganę, jako że nie prowadzę kroniki towarzyskiej. Z żalem więc przemilczę emocje związane z cesarską wizytą i zajmę państwa uwagę innym wydarzeniem, w którym brałem udział, a mianowicie kolejną imprezą poświęconą integracji europejskiej. Po raz czternasty w San Sebastian (czyli w jednym z głównych miast kraju Basków) stowarzyszenie dziennikarzy europejskich wraz z miejscowym uniwersytetem rozważało kwestie rozszerzenia Unii, skupiając się tym razem na tematyce granic.

Ze strony polskiej uczestniczył były premier Józef Oleksy (zadziwiając zna-jomością hiszpańskiego), Adam Mi-chnik i aktualny wiceminister spraw zagranicznych Andrzej Byrt. Podobnie z innych krajów wyszehradzkich przyjechali notable aktualni i byli, a ze strony hiszpańskiej atrakcją otwarcia był minister do spraw kontaktów z Unią.

Spotkania na tematy integracji robią najczęściej wrażenie przekonywania przekonanych, ale to spostrzeżenie okazuje się dość powierzchowne. Nawet wśród przekonanych wiele jest nieporozumień, a przede wszystkim niewiedzy. W oczach większości mieszkańców zachodniej, unijnej Europy kraje na wschód od Niemiec są jakąś magmą i przyjęcie ich do dobrej rodziny krajów praworządnych i dostatnich jest ryzykiem porównywalnym do wydania córki za przybłędę. Kolorowe magazyny na Zachodzie, te, które dostarczają tematów do rozmowy, nie włączają naszej części świata w obszar swoich zainteresowań. Dlatego ani nasi politycy, ani milionerzy, ani popowe gwiazdy nie istnieją w świadomości ogółu. Skoro zaś nie wiadomo, iż u nas wszystko jest podobnie jak na zachodzie Europy, to rodzą się uprzedzenia i lęki o to, że po rozszerzeniu wtargną do Europy barbarzyńcy. Jedyną drogą na przezwyciężanie niewiedzy jest twierdzenie, że w tym co najgorsze nie odbiegamy od Zachodu, oglądamy takich samych Big Brotherów, mamy problemy z narkotykami w szkołach, odkrywamy powoli, co to jest molestowanie seksualne.

Hiszpański minister przemawiając na otwarcie obrad powiedział, że Unia jest ekskluzywnym klubem, w którym obowiązuje szereg zasad. O tych zasadach nie będzie się z nikim dyskutować, bo nie ma przymusu wstępowania do klubu. Słysząc podobne sformułowania zawrzałem z gniewu. Podczas obiadu nakrzyczałem na ministra, że arogancją i pychą jest mówienie z pozycji siły, że o zasadach wolno dyskutować, bo zawsze może się okazać, iż coś z tej dyskusji wyniknie. Paru mniej zorientowanych Hiszpanów zaczęło mnie przepraszać za przedstawiciela swojej władzy. Wtedy rzecz jasna zacząłem złorzeczyć jeszcze głośniej, bo jak przepraszają, to znaczy, że trafiłem w jakiś słaby punkt. Ktoś lepiej zorientowany powiedział mi jednak, że to wszystko zawracanie głowy, bowiem rzeczony minister słynie ze swej otwartości w sprawie rozszerzenia. Teraz zaś odpowiadając na krytykę w prasie, że jest za miękki w stosunku do krajów kandydackich, usztywnił się na chwilę w obecności dziennikarzy. Cały ten błahy incydent przypomniał mi prostą naukę: nie należy sądzić nikogo pospiesznie, nikt nie mówi publicznie tego wszystkiego co myśli, a za wszystkim kryje się zwykle jakiś ukryty cel.

W San Sebastian mówiłem także o mentalności krajów środkowej Europy i o spuściźnie bizantynizmu przywleczonego przez Rosjan. Próbując to udokumentować pokazywałem fragmenty moich filmów, bo właśnie telewizja zdubbingowała je na Kubie i sprzedała do południowej Ameryki. W podsumowaniu obrad dowiedziałem się, że z polskiej strony mieliśmy do czynienia z techniką multimedialną. Poczułem się jak przysłowiowy pan Jourdain z Moliera, któremu uświadomiono, że przemawiał prozą. A skoro w kontraście do prozy pozostaje mowa poetycka, to do niej zaliczę słowa, które odchodząc z urzędu wypowiedział pod moim adresem ustępujący minister kultury. Nazwał mnie towarzyszem (jak rozumiem wspólnej walki z komuną) i określił moją minę jako kwaśną, co mogło stanowić aluzję do nazwiska naszego prezydenta. Odchodząc powiedział, że nie chce więcej oglądać mojej kwaśnej miny, a ja się rozpromieniłem, bo sądzę, że kulturze będzie teraz troszeczkę lepiej.


opr. JU/PO

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Polska Europa kultura polityka ekonomia literatura gospodarka konflikt felieton książka Unia Europejska negocjacje integracja europejska kłótnie Zanussi pokolenie spory Oleksy