Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl


Powrót do strony głównej działu Kultura


Krzysztof Zanussi

Jak reżyser z hydraulikiem

W stanie wojennym mieszkaliśmy jakiś czas we Francji i tamta wymuszona przez okoliczności odmiana w naszym życiu wymagała szeregu działań praktycznych, takich na przykład jak remont zdobytego niedrogo mieszkania. Prace prowadziliśmy z żoną metodą gospodarczą, czyli najczęściej własnymi rękami, ale czasami konieczny był fachowiec. Wybierając najtańszą ofertę trafiliśmy na Francuza w średnim wieku, który wyznał nam na przywitanie, że jest członkiem komunistycznej partii Francji i z radością śledził poprzez prasę postępy polskiej normalizacji, której przewodził generał Jaruzelski. Wyznanie hydraulika nie wzbudziło we mnie ciepłych uczuć, ale najtańsza oferta za podłączenie wanny kazała mi zamilczeć na temat tego, co czułem.

Po paru dniach pracy rury zostały zespawane i rezultat przeszedł wszelkie najgorsze oczekiwania — to co odpływało z toalety, wybijało przez odpływ wanny i wypełniało ją na dnie. Wystarczyło spojrzeć na rury, by zrozumieć, że człowiek postępowej partii opacznie zespawał wloty. Wściekły wziąłem odwet na hydrauliku i zadałem mu starannie sformułowane pytanie: jak to możliwe, żeby człowiek wychowany w kartezjańskiej Francji mógł świadomie zrobić coś tak niedorzecznego, coś co urąga elementarnym zasadom inteligencji. Zasmucony hydraulik odpowiedział patrząc w oczy: „Ja nie jestem inteligentny. Gdybym był, to na pewno zostałbym reżyserem”.

Z powyższej rozmowy wyciągnąłem wniosek, że zapewne w przeciętnej francuskiej edukacji technika nie jest na czołowym miejscu, ale na pewno humanistyka stoi na tyle wysoko, że nawet zupełnie prosty człowiek jest wyposażony w narzędzia do prowadzenia dyskusji z pracodawcą.

Cały ten epizod przypomniał mi się, kiedy czytałem toczącą się latem w „Gazecie Wyborczej” debatę na temat ludzi odmiennej orientacji seksualnej. Temat jest na swój sposób fascynujący i jak dotąd nieczęsto w Polsce poruszany. Artykułów ukazało się sporo, uzupełniły je jeszcze głosy zainteresowanych czytelników, ale ogólne wrażenie było takie, że chyba w polskiej szkole nikt nikogo nie uczy podstawowych zasad cywilizowanej wymiany myśli i dyskutowanie w taki sposób, żeby dojść prawdy. Większość głosów, na które trafiłem, celowało w osobę adwersarza, a ściślej adwersarki, bo punktem wyjściowym był dosyć zrównoważony artykuł konserwatywnej orientacji, sygnowany przez panią psycholog z Poznania.

Głosy orientacji postępowej, czy raczej liberalnej, sprawiły na mnie wrażenie szkolnej wrzawy na korytarzu, kiedy dyskutuje się wygraną jakiejś drużyny na boisku i jeśli dzwonek nie przerwie wymiany emocji (bo nie wymienia się poglądów), to niechybnie musi dojść do bijatyki.

Dyskusja, o której piszę, toczy się od wielu lat w wielu krajach. Repertuar argumentów jest ogólnie dostępny i powszechnie znany, więc postronny obserwator z większą mocą reaguje na styl polemiki aniżeli na jej merytoryczną zawartość. Tymczasem w dziedzinie stylu powiało parę razy prostactwem i brakiem dobrych manier.

Z okazji rozpoczęcia nowego szkolnego roku chciałbym widzieć w naszej średniej szkole więcej zajęć poświęconych formułowaniu myśli i wymianie przeciwstawnych sformułowań, tak by najgłębsze emocje znajdowały wyraz w postaci klarownych i dobrze wyważonych sądów miast osobistych inwektyw i pomówień o złe intencje i niskie motywy adwersarzy. Żeby oddać sprawiedliwość dyskutantom „Gazety”, przywołam jeden list od czytelnika, który polemizując z konserwatywną tezą rozwinął myśl przeciwnika i wskazał, że zmiana stosunku do seksualnej mniejszości podważa rzeczywiście aktualny porządek myślenia, tylko zdaniem autora listu takie podważenie jest czymś dobrym, a zdaniem polonistki czymś złym.

Na marginesie tych poważnych problemów jakiś chochlik podpowiada zawsze głupie myśli. Niezależnie od tego, co myślę o tym, czy małżeństwa jednopłciowe mają sens, czy też go nie mają, pomyślałem o krzywdzie, jaka dziś spotyka niezwykle liczną mniejszość, która pozostaje jak najdalej od jakichkolwiek związków z innymi ludźmi jakiejkolwiek byliby płci. Czy nie czas upomnieć się o prawa tych, którzy wybrali jako przedmiot miłości samych siebie i to siebie kochają, jak to mówi prześmiewcze powiedzonko, aż do bólu? Czy nie można wystąpić o prawa tych, co chcą zawierać związki sami z sobą? Problem mógłby tyczyć dziedziczenia, natomiast jeśli chodzi o ulgi podatkowe, to myślę, że można liczyć na szerokie poparcie społeczne.


opr. JU/PO

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: wolność Polska Europa kultura pokój szkoła polityka ekonomia literatura gospodarka edukacja konflikt felieton humanizm swoboda integracja europejska Zanussi pokolenie konsumpcjonzm