Wojna religijna

Prokurator nie przyglądał się twarzom przesłuchiwanych osób ale całą uwagę koncentrował na zwartości pytań. Atrament i pieczątka zawsze były pod ręką, sekretarka wnosiła arkusz śledczy oraz kawę. Dlaczego zdecydował się N. wstąpić do sekty apostoła zwanego Tomaszem — prokurator profesjonalnie nie wymieniał ani nazwiska, ani imienia oskarżonych, tytułując wszystkich anonimowym N. N. usłyszał pytanie lecz zanim odpowiedział zerknął przez ramię na księdza, który czekał za okratowaną szybą. Spotkali się wzrokiem. Duchowny podniósł dłoń i wykonał w stronę chłopca szybki znak krzyża. Interesowałem się filozofią — odpowiadał N. na zeschniętym gardle — apostoł zwany Tomaszem podbijał bębenek, że będę najbardziej inteligentny we wspólnocie. Że dopiero moje idee zbawią cywilizację. Jakie szczególne praktyki religijne odbywaliście podczas zebrań sekty — ciągnął śledztwo prokurator. Apostoł zwany Tomaszem wyrzucał z nas demony, nakładał ręce na głowę dla czyszczenia jaźni, udzielał daru kontemplacji, gdy uznał to za stosowne. Wtedy trzeba było leżeć na podłodze i toczyć ślinę z ust, straszne — N. po ostatnich słowach zwiesił głowę. Kiedy zrozumiał pan, że należy do niebezpiecznej grupy religijnej? Czułem to przez dłuższy czas ale tamtego dnia, kiedy apostoł zwany Tomaszem okłamał policję, mówiąc im, że nie ma nas w środku, a przedtem sam rozkazał wszystkim ukrywać się na poddaszu - tak, wówczas uznałem, że zabrnąłem i zdecydowałem się zeznawać. Prokurator postawił pieczątkę na arkuszu do zwolnienia, ksiądz ujął N. za dłoń i wyprowadził na zewnątrz aresztu. N. czekała teraz długa praca w katolickim ośrodku pomocy i wsparcia dla osób pokrzywdzonych. Bo prawdziwe pastwisko Chrystusa jest miejscem bezpiecznym (por. J 10, 16-18). Tylko w sektach czają się religijni najemnicy, gotowi do skoku i podgryzienia owcom osobowościowej tętnicy.                        

Fundamentalizm religijny to niepohamowany lęk o gniew obrażonego Boga, który musi przecież wybuchnąć, bo stracono szansę przebłagania. Fundamentalistom, przedtem dobrym i pobożnym ludziom, uroiło się na modlitwie, że stworzenie tak dalece zaszło w obrażaniu Stwórcy, iż On sam teraz zamierza zniszczyć wszystko, co przedtem z miłości stworzył. U podstaw fundamentalizmu leży postawienie znaku równości między przymiotem Bożej wszechmocy a sumą wszystkich sił doczesności. Według fundamentalistów dostępne fundusze tego świata bez wyjątku, dywizje wojskowe i partie polityczne, mają obowiązek składać się na wszechmoc Pana. Dlatego fundamentaliści religijni zdobywają się na szaleństwo przymusowego dopasowania wieczności do każdej, ludzkiej duszy. Stąd jednakowe klękanie na sygnał, bicie czołem o ziemię przed ołtarzem, niekończące się modlitwy, pokłon na dywaniku, godziny w klęczniku albo straszna śmierć wśród męczarni dla niewiernych — z powodu imienia Boga. Nie, żywa wiara nie zrodzi nigdy fundamentalizmu. Paradoksalnie, wskrzeszają go z mroków i odmętów rozumu ci barbarzyńcy, którzy likwidują wolność religijną i na wszelkie sposoby wyrywają duszom życie Boże. Okradziony z ducha, osaczony lewacką dyktaturą człowiek reaguje w odpowiedzi obronną alergią fundamentalnej religijności. Tak zamierzali postąpić Rzymianie z Żydami, dlatego Bóg wprowadza na scenę historii zbawienia setnika Korneliusza, który chrzci się i z pogaństwa nawraca do Chrystusa wraz z całym swoim domem (por. Dz 11, 11-14). Pierwszy raz otworzyło to chrześcijanom oczy na inny świat poza zbunkrowaną synagogą. Kiedy John Henry Newman w roku 1879 przyjmował w Rzymie kardynalski kapelusz, powiedział: „Chrześcijaństwo zbyt często było w sytuacji, która wydawała się fatalnym zagrożeniem, żebyśmy mieli się teraz obawiać jakiejkolwiek nowej próby. Czasami nasz wróg staje się przyjacielem; czasami niszczy samego siebie; czasami robi tylko tyle, ile przynosi korzyść, a potem się usuwa. Zazwyczaj Kościół nie musi robić nic innego, tylko wypełniać dalej swoje obowiązki w ufności i pokoju, oczekując zbawienia od Boga”.  

Między końcem epoki a początkiem kolejnej wybucha zazwyczaj dramatyczna godzina historii, w której fundamentaliści religijni przestają dręczyć chrześcijan ale stają do walki jedni przeciwko drugim. Od Manhattanu po Persję. Co na to Kościół? Katolicy nie przyczynią się do ocalenia cywilizacji inaczej, jak tylko głosząc wiarę, którą zawsze głosili i żyjąc nią, jak zawsze żyli.

« 1 »