Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao



Krzysztof Zanussi

Bajka o Abu Zabi

Nie pamiętam, czy w dzieciństwie opowiadano mi bajki. Te, które pamiętam, czytałem w latach szkolnych. Były to bajki Andersena, braci Grimm i Konopnickiej. Szczerze mówiąc w mojej pamięci bajki się z niczym przyjemnym nie kojarzą, ale w języku potocznym używa się przymiotnika „bajkowy”, który oznacza coś tak pięknego, że naprawdę w świecie nie może się wydarzyć.

Ostatnio trafiłem do bajkowego kraju, gdzie dzieją się rzeczy, o których potocznie mówi się, że są zbyt piękne, by były prawdziwe. Wyobraźmy sobie dobrego władcę, który rządzi troszcząc się o dobro swego nielicznego ludu, łoży wielkie sumy na oświatę i dobrotliwie popiera kulturę. Mieszkańcy kraju żyją bardzo zamożnie, a wokół nich rosną podlewane odsalaną morską wodą lasy. Kiedy wyrosną, zapewne ściągną deszcze i wtedy dzisiejsza pustynia zmieni się w rajskie ogrody. Proces zalesiania (czy raczej zakrzaczania) odbywa się za wielkim, betonowym płotem, który chroni słabiutkie sadzonki przed apetytem osłów i wielbłądów i przed piaskiem, który wciąż wędruje przynosząc ze sobą zniszczenie. W obramowaniu betonowych płotów biegną wielopasmowe autostrady, które prowadzą za granicę, bo kraj składa się tylko z jednego wielkiego miasta i paru pustynnych osiedli, a żyje z ropy naftowej, dzięki której dobry szejk szczodrą ręką łoży na wszystko, co może przyczynić się do postępu.

Europejski sceptycyzm wymaga, żeby poszukać drugiej strony medalu, ponarzekać na brak demokracji, której wszakże stopniowo przybywa. Pojawiły się już konstytucja i parlament (oczywiście jeszcze mianowany). Nastroje głęboko bajkowe budzi architektura. Nowoczesne miasto powstało w jedną dekadę i zadziwia szeregami szklanych drapaczy chmur, którymi popisują się czołowi architekci świata. Bogaci inwestorzy pozwalają, by stosować techniki kosztowne i sięgać po rozwiązania, na których widok podróżnym zza granicy po prostu oko bieleje. (I tak jest już białe od promieni słońca, które praży nieprzerwanie).

Porównanie z tym, co powstało przez ostatnią dekadę w Warszawie, każe mi myśleć, że możemy przymilać się do świata raczej tym, co stare, a nie tym, co nowe. W tej konkurencji szanse mamy znikome i stąd sądzę, że warto odbudowywać czym prędzej pałace Saski i Brühla, kamienicę Corazziego i to wszystko, co ma trochę sprawdzonego wdzięku; bo nowoczesnością, jak na razie, nie mamy szans świata zadziwić. A swoją drogą jest uderzające, że raz po raz w dawnym Trzecim Świecie powstają budowle najwyższe (Kuala Lumpur czy Szanghaj), jednym słowem nie tylko Europa, ale nawet Stany powoli przestają być ojczyzną rekordów cywilizacji.

W bajkowym kraju, z którego wracam po kilkudziesięciogodzinnym pobycie, mieszka około siedmiuset tysięcy rdzennych obywateli, zwanych z angielska „locals”, a pozostałe dwa miliony z okładem to tak zwani ekspaci, czyli cudzoziemcy na kontraktach. Przyjeżdżają wyłącznie na czas ograniczony, nie mają prawa kupować żadnych nieruchomości ani osiedlać się na stałe. Kiedy popracują, to wyjadą. Ci ludzie to zarówno proletariat zatrudniony za grosze na budowach (najczęściej rodem z Indii) jak i pracownicy szpitali czy szkół, sektora usług, linii lotniczych, banków, najczęściej z krajów anglosaskich albo Europy. Wśród ludzi biednych przeważa więź wyznaniowa (islam), często więź etniczna, bo do pracy przyjeżdżają licznie Arabowie. Nikt z przybyszów oczywiście nie ma prawa głosu i nikomu nie wolno marzyć o pozostaniu na stałe w tym bajkowym kraju. Z czasem podobno przybysze mają zostać zastąpieni przez tubylców, ale same proporcje ilościowe wskazują, że to niemożliwe: dwadzieścia procent ludności nigdy nie zastąpi całej reszty, chyba że rozwój się kiedyś zatrzyma (tak jak to się stało po części w sąsiednim kraju, gdzie zaczyna kończyć się ropa i ma ją zastąpić turystyka, którą oczywiście w dalszym ciągu będą obsługiwać cudzoziemcy, co zresztą nie jest w Europie czymś nieznanym, bo na Wyspach Kanaryjskich czy Ibizie pod hiszpańskim sztandarem Niemcy często obsługują Niemców).

W bajce zawsze najważniejszy jest koniec, a w historii (na przekór Fukuyamie) nie ma końca, ale bardzo mnie ciekawi, co będzie z bajkowym krajem w drugiej czy trzeciej dekadzie naszego wieku. Czy postęp może się zatrzymać? Czy da się utrzymać wartości takie jak na przykład braterstwo w społeczeństwie po wzbogaceniu? Przemawiałem do studentek uniwersytetu często o zasłoniętych twarzach i musiałem pomyśleć, jakich znajdą mężów (ci kształcą się częściej za granicą) i jak wychowają swoje dzieci. Mikroskopijna polska placówka dyplomatyczna zdołała zorganizować festiwal polskich filmów i zdobyła tym palmę pierwszeństwa, bo nikomu z naszych bogatszych europejskich sąsiadów to się jeszcze tam nie udało. Film zawsze niesie ze sobą element marzeń, więc jest bajką, a bajkowy kraj, o którym piszę, nazywa się Abu Zabi.


opr. JU/PO

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Żydzi Europa polityka globalizacja religia rodzina małżeństwo felieton fundamentalizm pomoc Unia Europejska muzułmanie Zanussi Intergracja Europejska wielkodusznośc samarytanizm
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W