Moc słów i moc Słowa

Uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę. Różnie możemy dziś rozumieć to stwierdzenie. Czasami ktoś mówi głosem, przez który przebija poczucie wyższości. Mówi tonem „mentorskim”, pouczającym, w przekonaniu, że ma władzę nad słuchaczami. Powinni przyjąć to, co głosi, bo jest od nich lepszy. Na ogół efekt jest odwrotny. Jeśli zrobię to, co mi poleca, to tylko z przymusu. Nie będzie jednak dla mnie drogowskazem jeśli chodzi o moje pragnienia i przekonania. Z pewnością Pan Jezus nie przemawiał w ten sposób.

Są osoby, których słuchamy uważnie i przyjmujemy ich słowa za prawdziwe i wartościowe, uznajemy bowiem ich autorytet. Osoba mówiącego jest dla nas równie ważna, albo nawet ważniejsza niż treść. Jego „nauczanie” łączę z tym, kim on jest. Prawdziwy przywódca to ten, który wpływa na innych całym sobą, nie tylko słowami i czynami, ale tym kim jest. Pewnie każdy z nas spotkał kiedyś taką osobę, która w jakiś sposób wpłynęła na jego życie: nauczyciel, lider w grupie przyjaciół, pracowników, może ktoś z życia publicznego czy kultury. Pamiętam z liceum nauczyciela, który cieszył się wielkim autorytetem, ze względu na swoją osobowość. Polecał nam filmy czy książki, po które byśmy nigdy nie sięgnęli, uznając je za zbyt trudne albo zwyczajnie nudne. Skoro jednak sam profesor uważał, że są wartościowe i jestem w stanie je zrozumieć, oglądałem i czytałem te dzieła z wielką determinacją. Jej przyczyną nie był szkolny obowiązek, lecz autentyczny autorytet nauczyciela.

W przypadku Pana Jezusa widzimy jednak coś więcej. Słuchacze nie tylko byli poruszeni Jego osobowością czy też przekonywała ich spójność między jego słowami i postępowaniem. Czuli w jego słowach siłę, która wykracza poza charyzmat wybitnego przywódcy. Przeczuwali, że jest w Nim moc samego Boga. Pan Jezus potwierdza to, pokazując, że panuje nad duchami nieczystymi, które ze swej natury ulec mogły tylko woli Boga.

Słowa Pana Jezusa są czymś więcej niż trafnym opisem rzeczywistości. Są czymś więcej niż sposobem skłaniania innych do działania. To wszystko mieści się możliwościach człowieka. Pan Jezus swoimi słowami tworzy rzeczywistość. Nazywamy Go w tradycji Kościoła „Słowem wcielonym”. Tak mówi o Nim Jego umiłowany uczeń, św. Jan: Bogiem było słowo (...) a Słowo ciałem się stało i zamieszkało między nami. Syn Boży jest Bogiem, który stwarza świat.

Pismo Święte nazywamy Słowem Bożym, bo zostało spisane pod natchnieniem Ducha Świętego, ale także dlatego, że mówi o działaniu Boga w świecie. Boga, który świat stworzył i ciągle stwarza, odnawiając to, co niszczymy przez grzech. Mogę zastanowić  się teraz, w jaki sposób czytam Pismo Święte, a w szczególności Ewangelię, w której Słowo jest widoczne najwyraźniej. Czy czerpię moc z Chrystusa, który mówi do mnie słowami i czynami? Czy lektura lub słuchanie Ewangelii jest dla mnie naprawdę spotkaniem z Nim? Czy pozwalam Mu się przekształcić?

Chrystus oddziałuje na mnie poprzez Ewangelię. Ale Słowo wcielone przekształca mnie jeszcze mocniej, gdy przyjmuję Je w sakramentach, przede wszystkim w sakramencie Eucharystii.

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama

reklama