Podczas sejmowej debaty nad ograniczeniem reklamy alkoholu, najmocniejszym głosem okazało się osobiste świadectwo. Adwokat Krzysztof Dmowski, przyznając publicznie „jestem alkoholikiem”, wywołał jedyne spontaniczne oklaski i nadał dyskusji wymiar, którego nie oddały ani statystyki, ani argumenty ekonomiczne.
Relacja z posiedzenia sejmowej podkomisji nadzwyczajnej ws. zakazu reklamy alkoholu, 14 kwietnia 2026:
Brawa w sali sejmowej nie rozległy się po żadnym z przemówień polityków. Nie zabrzmiały po kolejnym odczytaniu statystyk dotyczących kosztów nadużywania alkoholu – choć były miażdżące. Nie wybuchły aż tak głośno po tym, jak lekarz opowiadał o kobiecie poniżej czterdziestego roku życia, która zmarła na marskość wątroby. Oklaski – spontaniczne, głośne, niewymuszone – przyszły dopiero wtedy, gdy głos zabrał człowiek, który przedstawił się krótko: „Reprezentuję tu siebie jako osobę uzależnioną, czyli jestem alkoholikiem”.
Adwokat Krzysztof Dmowski, dał w Sejmie świadectwo, które w debacie o reklamie piwa i napojów „zero procent” okazało się mocniejsze niż cokolwiek, co padło wcześniej. I zdaje się, że właśnie to świadectwo – proste, prawdziwe, bez retoryki – może stać się jednym z najważniejszych głosów tej legislacyjnej jesieni.
Od stycznia 2026 roku w Sejmie trwają prace nad dwoma poselskimi projektami nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu – autorstwa Klubu Lewicy (druk 2007) i Klubu Polski 2050 (druk 2010). Oba projekty, różniące się detalami, zmierzają w podobnym kierunku: chcą zamknąć ostatnią dużą furtkę, jaką polskie prawo zostawiło branży alkoholowej. Furtkę, dzięki której od lat dziewięćdziesiątych w telewizji, na billboardach, na stadionach i w przerwach meczów reklamuje się piwo – a coraz częściej także napoje tak zwane „bezalkoholowe”, sprzedawane pod tymi samymi markami co prawdziwy alkohol.
Projekt Polski 2050 idzie dalej niż Lewicy w jednym konkretnym punkcie: wprost zakazuje publicznej reklamy także napojów bezalkoholowych, w tym piwa zero procent. To właśnie ten zapis okazał się w dyskusji najbardziej sporny - i, jak pokazało wystąpienie Dmowskiego, najbardziej potrzebny.
15 kwietnia w podkomisji nadzwyczajnej kierowanej przez posła Grzegorza Napieralskiego (KO) odbyło się otwarte wysłuchanie strony społecznej. Głos zabierali przedstawiciele środowisk medycznych, organizacji społecznych, młodzieży, ale też branży alkoholowej, handlu i rolnictwa. Zderzyły się dwie narracje. Jedna mówiła językiem ludzkich tragedii. Druga – językiem strat finansowych i obaw o „tradycję”.
Katarzyna Garbowska ze Stowarzyszenia „Wolni od Nałogów” przypomniała, że w Polsce żyje od 1,5 do 2 milionów dorosłych dzieci alkoholików – ludzi, którzy dorastali w domach naznaczonych przemocą, chronicznym lękiem i niestabilnością emocjonalną. Dla nich, mówiła, reklama piwa w telewizji to nie neutralny komunikat handlowy – to przypomnienie traumy, do której nie chcą wracać.
Filip Hornik z Akcji Uczniowskiej podał liczbę, która powinna być tematem na pierwszych stronach gazet: średni wiek inicjacji alkoholowej w Polsce to 12-13 lat. Dwunastoletnie dzieci. Mówił też o swoim rodzinnym Katowicach, gdzie przez pół roku rynek miasta - serce publicznej przestrzeni - był zasłonięty gigantyczną reklamą piwa wielkości jednej trzeciej Pałacu Kultury.
Dr Katarzyna Okręglicka z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego przypomniała naukowy konsensus, który branża alkoholowa od lat próbuje podważać: każdy alkohol, niezależnie od rodzaju i mocy, wiąże się z ryzykiem dla zdrowia. Tomasz Sińczak z Forum Konsumentów nazwał rzecz po imieniu – reklama napojów zero procent to reklama zastępcza. Forma oswajania dziecka, nastolatka, dorosłego z marką alkoholu w sytuacjach, w których reklama prawdziwego piwa byłaby zakazana.
Marcin Karolewski, prezes Polskiego Towarzystwa Lekarzy Menedżerów, mówił o zgonach. O kobiecie poniżej czterdziestki, która zmarła w jego szpitalu na marskość wątroby. O autobusach z wycieczek szkolnych, które jadą pod komendy policji, żeby sprawdzić, kto z młodzieży pił. O rodzinach, które pytają lekarzy: przecież próbowaliśmy, przecież tłumaczyliśmy – co jeszcze mieliśmy zrobić?
Po drugiej stronie stołu mówiono innym językiem. Przedstawiciele Konfederacji Lewiatan ostrzegali przed „nadmierną regulacją” i obciążeniem przedsiębiorców. Handel szacował, że zmiana przepisów o ekspozycji alkoholu w sklepach będzie kosztować branżę 20 miliardów złotych. Rolnik ze wschodniej Polski apelował, by nie ograniczać spożycia - bo ma nadwyżki zboża i ziemniaka do przerobu. Krzysztof Rydz, przewodniczący Polmos Żyrardów, mówił o alkoholu jako o tradycji „obecnej od zarania dziejów” i o potrzebie „umiaru”.
To w tej atmosferze – policzalnych strat i niepoliczalnych tragedii - do mikrofonu zgłosił się Krzysztof Dmowski.
Krzysztof Dmowski jest adwokatem prowadzącym od lat Kancelarię Adwokacką w Warszawie, wpisanym na listę Okręgowej Rady Adwokackiej. Specjalizuje się w sprawach karnych, w sprawach o wykroczenia i w postępowaniu karnym wykonawczym. Zawodowo staje obok oskarżonych i pokrzywdzonych – zna z bliska tę ciemniejszą stronę ludzkiego życia, która trafia do akt sądowych. Alkohol w jego praktyce zawodowej pojawia się często: w sprawach o przemoc domową, o wypadki drogowe, o przestępstwa popełnione „pod wpływem”.
Ale tego dnia w Sejmie nie zabrał głosu jako prawnik. Zabrał głos jako człowiek, który sam przez lata walczył z chorobą - i który wiedział, że jego świadectwo może się komuś przydać.
Tu trzeba powiedzieć rzecz, której w Kościele nie trzeba nikomu tłumaczyć: dawać świadectwo własnej słabości publicznie to akt odwagi i pokory zarazem. Anonimowi Alkoholicy budują swój program wyzdrowienia właśnie na prostym wyznaniu: „Jestem alkoholikiem”. Za tym zdaniem stoi rezygnacja z maski, z prestiżu zawodowego, z wyobrażenia o sobie jako „panu swojego życia”. Adwokat, który w sali sejmowej przyznaje się przed posłami, kamerami i całą Polską do choroby alkoholowej, robi coś, co dla wielu byłoby nie do pomyślenia. I właśnie dlatego jego słowa dotarły tam, gdzie nie dotarły żadne statystyki.
Dmowski mówił spokojnie i konkretnie. Oto, co powiedział - niemal dosłownie:
Reprezentuję tu siebie jako osobę uzależnioną – czyli jestem alkoholikiem. I chciałbym powiedzieć coś odnośnie zakazu reklamy alkoholu. Jestem za całkowitym zakazem reklamy wszystkich produktów alkoholowych.
Urodziłem się w 1977 roku, dorastałem w latach dziewięćdziesiątych. Reklamy piwa były wtedy powszechne. Kojarzyły mi się z luzem, z napojem – i co więcej, piwo przedstawiano w tych reklamach, i tak do mnie docierało, jako coś innego niż mocne alkohole. Z jednej strony alkohol kojarzył się z czymś dobrym, z wyluzowaniem. Z drugiej strony ten lekki alkohol był alternatywą dla mocnego – a to jest dokładnie to samo i prowadzi do uzależnienia.
Nie mówię już nawet na swoim przykładzie, tylko na przykładach innych osób. W związku z tym, czy to reklama mocnego, czy lżejszego alkoholu, powinna być w mojej ocenie całkowicie zakazana. I również reklama napojów odpowiedników piwa – piwa zero – powinna być zakazana.
Dlaczego? Dla mnie jako osoby uzależnionej, dla osób dotkniętych chorobą alkoholową, to niebezpieczeństwo. Proszę państwa, mamy bardzo niski poziom świadomości społecznej na temat choroby alkoholowej. Ja przez lata domyślałem się, że jestem uzależniony. Ale oczywiście mechanizm iluzji i zaprzeczeń powodował, że próbowałem podejmować pseudo leczenie na własną rękę. Między innymi zastępowałem sobie napoje alkoholowe piwami zero. I do czego to doprowadziło? Nie zmieniało to żadnych nawyków, powodowało, że przebywałem w towarzystwie osób spożywających alkohol - i oczywiście po pewnym czasie wracałem do picia. I tak jest również u innych osób.
Kiedy skończył, rozległy się brawa. W sali obrad komisji sejmowej – miejscu, w którym brawa dla cywilnego gościa są rzadkością - oklaski były jednoznaczne i długie.
Świadectwo Dmowskiego demaskuje chwyt, na którym od lat opiera się marketing całej kategorii piw bezalkoholowych. Branża tłumaczy: nasz produkt nie zawiera alkoholu, więc nasza reklama nie jest reklamą alkoholu. Prawnicy producentów powtarzają to w każdej dyskusji o nowelizacji ustawy.
Ale reklama piwa zero procent - identyczna kolorystyka etykiety, ta sama nazwa marki, ten sam slogan, ta sama muzyka, ci sami aktorzy, ten sam schemat „spotkania z przyjaciółmi” – buduje i utrwala skojarzenie z marką alkoholu. Nie jest neutralnym komunikatem o napoju słodowym. Jest formą obejścia zakazu reklamy alkoholu.
Dmowski opisał mechanizm tej szkodliwości od wewnątrz, z perspektywy chorego. Osoba uzależniona sięga po „piwo zero” z nadzieją, że „jakoś się oszuka”. Rytuał picia zostaje zachowany - ta sama butelka, to samo wnętrze lokalu, to samo towarzystwo. Mózg osoby uzależnionej otrzymuje niemal wszystkie sygnały, które towarzyszą prawdziwemu piciu. Efekt jest łatwy do przewidzenia: powrót do alkoholu jest kwestią czasu. Nie dlatego, że piwo zero zawiera śladowe ilości etanolu. Dlatego, że reklama i sama obecność produktu utrwala tożsamość człowieka jako „piwosza”. Nie pozwala z tej tożsamości wyjść.
Sińczak z Forum Konsumentów nazwał to „promowaniem stylu życia związanego z alkoholem”. Hornik z Akcji Uczniowskiej pokazał, co ten styl życia oznacza dla nastolatków, których mózgi dopiero się kształtują. Dmowski pokazał, co ten styl życia oznacza dla osoby chorej, która próbuje wrócić do zdrowia.
Prace podkomisji potrwają jeszcze tygodniami. Na horyzoncie jest kilka scenariuszy. Projekt Polski 2050 ze swoim zakazem reklamy piwa zero może zostać przyjęty w pierwotnym kształcie – byłaby to jedna z najdalej idących zmian w polskim prawie alkoholowym od 1982 roku. Wiele zależy od tego, jak silnie społeczeństwo będzie wywierało presję na posłów.
Sondaż Ogólnopolskiej Grupy Badawczej przeprowadzony dla Fundacji GrowSpace w lutym 2026 roku pokazał, że 81,5 procent Polek i Polaków popiera procedowane zmiany – w tym zakaz publicznej reklamy alkoholu i skuteczniejsze egzekwowanie zakazu sprzedaży osobom niepełnoletnim. To potwierdza to, co widać gołym okiem w polskich miastach: coraz więcej samorządów wprowadza nocne zakazy sprzedaży alkoholu, a efekty – spadek interwencji policji nawet o 70 procent (jak w Koninie czy Krakowie) – przekonują sceptyków.
Jednocześnie – i to też trzeba powiedzieć jasno – projekt rządowy Ministerstwa Zdrowia od miesięcy nie został sfinalizowany, a projekt PSL złożony pod koniec stycznia formalnie zablokował dalsze procedowanie projektów Lewicy i Polski 2050. Gra toczy się także o tempo i o to, czy rzecz nie zostanie „wygrana przez zmęczenie materiału”.
W debacie o alkoholu w Polsce słyszymy od lat te same głosy. Naukowe raporty WHO, dane Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, coroczne statystyki zgonów. Po drugiej stronie – bogato finansowane kampanie wizerunkowe browarów, które w każdy weekend przed wydarzeniem sportowym pokazują uśmiechniętych dwudziestokilkulatków wznoszących kufle.
Ten mecz jest od początku nierówny. Budżet reklamowy jednej dużej marki piwa w jednym sezonie przekracza roczne budżety wszystkich polskich organizacji trzeźwościowych razem wziętych.
Ale 15 kwietnia, w sejmowej sali, coś się przesunęło. Bo świadectwa człowieka, który powiedział „jestem alkoholikiem i wiem, o czym mówię”, nie da się kupić, ani przekręcić w mediach. Świadectwo jest świadectwem. Prawda jest prawdą. I warto, żeby posłowie, którzy będą teraz głosować nad poprawkami, mieli w głowie nie tylko tabelki kosztów – ale też obraz adwokata, który w Sejmie opowiedział swoją historię. Dla innych. Dla tych, którzy są tam, gdzie on kiedyś był. I dla tych, którzy jeszcze tam nie trafili – ale mogą trafić, jeśli reklamy nadal będą uczyć dzieci, że „piwo to styl życia”.
Św. Jan Paweł II powtarzał, że trzeźwość to nie tylko cnota indywidualna, lecz także „sprawa narodu”. W 2026 roku ta sprawa wróciła pod obrady polskiego parlamentu. A pytanie, które wybrzmiało w komisji najgłośniej, jest pytaniem prostym: czy mamy prawo chronić słabszego – także wtedy, gdy kosztuje to silniejszego?
Odpowiedź Kościoła jest znana od dwóch tysięcy lat. Odpowiedzi Sejmu – jeszcze oczekujemy.