Wszyscy opuścili cynika Krescensa. Filozof gryzł paznokcie na dłoniach, szarpał palcami posiwiałe włosy i mimo upału panującego w Rzymie, owijał ciało w prosty płaszcz – tribonion. Ale ludzie i tak, od jakiegoś czasu garnęli się pod fałdy płaszcza jego adwersarza, Justyna. Tyle lat tłumaczyłem im, że chrześcijanie to bezbożnicy – atheotatus. Rozumie się, że głodni, bezdomni i chorzy, kalecy, niekochani oraz bankruci łatwo podejmą jakąkolwiek obietnicę nadziei. Jak jednak można spodziewać się jej po kimś, kogo przed ponad stu laty ukrzyżowano? Przedłożyłem im całą mądrość cynizmu. Że największym aktem wolności jest zaprzeczenie sensu istnienia. Że szczytem miłości będzie dumne podeptanie wiernego afektu. Bo trzeba zakochać się w sobie i uparcie zamknąć się w środku. Cynizm to ostatnia, rozpaczliwa, zbuntowana forma narcyzmu. Co mi strzeliło do głowy, by zaprosić Justyna do publicznych dysput na Forum Rzymskim? Otworzyłem mu tym drogę do filozoficznej sławy, nie przewidziałem porażki – dumał Krescens, patrząc z odległości, jak dawni jego klienci siedzieli teraz u stóp Justyna zamyśleni, rozmodleni, skupieni wokół drewnianego krzyża. Chrześcijański filozof podnosił to drzewo dziwnym znakiem w górę, w dół, potem w lewo i zaraz w prawo - na początek i na koniec każdego wykładu. Nie wszyscy jednak opuścili cynika Krescensa. Poczuł ciężar obcej dłoni na ramieniu. Obrócił twarz i zobaczył cesarskiego szpiega, który zza rogu, spod kaptura nasuniętego na czoło, badał uważnie sytuację. Dajmy pokój skrupułom, Krescensie, nie będziesz mi przecież prawił teraz o sumieniu. Czy i ciebie Justyn przekonał, żebyś przystał do atheotatus – zostaniesz chrześcijaninem? Pojedynek filozofów jest wciąż do wygrania. Marek Aureliusz wie o całej sprawie i pojmuje dobrze wagę oraz konsekwencje problemu. Minister Juniusz Rustyk prosi tylko, byś podpisał stosowne dokumenty i zeznania. Krescens czuł jak martwieją mu sine palce u rąk, gdy składał donos na Justyna. Potem drugi papier na Charitona i jego żonę, Charytę. Wystarczy – chciał coś powiedzieć przez ramię ale szpieg trzymał go sztywno za kark, podsuwając pod nos kolejne kartki: jeszcze na Euelpista, Hieraksa, Peona i Waleriana. Gratuluję. Ostatecznie zwyciężyłeś, mistrzu cyników – szpieg cesarski śmiał się na głos – gdybyś kiedyś zdecydował się skończyć z filozofowaniem, nie ukrywam, nadasz się jeszcze do zarządu i władzy.
Ludzka samotność bez Boga na początku będzie egocentryczna lecz fatalny koniec niechybnie obnaży swój cynizm. W ewangelii Oblubieniec nie zbliża się do winnicy po to, by posiąść owoc lecz by stworzyć w jej cieniu wspólnotę (por. Mk 12, 1). Pan kopie tłocznię, osadza wieżę, umacnia ogród wyłącznie z myślą o pracy dla dzierżawców. Apostoł Piotr w swoim drugim piśmie otwiera jeszcze inną perspektywę myślenia. Tutaj winnicą staje się ludzkie wnętrze, które mimo niesprzyjających, zewnętrznych przeciwności, dzięki łasce Chrystusa i pracy człowieka, można owocnie uprawiać (por. 2 P 1, 5-7). Sukces polega na tym, by odpuścić sobie wikłanie się w jałowe spory i kroczyć w głębi ducha jak po alejkach ogrodu. Od wiary do prawości. Od poznania do opanowania, wytrwałości, pobożności, braterskiej życzliwości, aż na końcu po miłość. Cynizm przegrał, ponieważ wmawiał człowiekowi, że wyzwolenie polega na pogardzie wobec życia. Chrześcijańska filozofia też umniejsza znaczenie ludzi ale celem jest tutaj odwieczna wielkość człowieka.
Agresja nicości przycisnęła mieszkańców Zachodu do ściany. Nikt nie oddycha. Nicość doszła tak daleko, że sama sobie zagroziła pustką. A nicość i pustka razem dehumanizują. Człowiekowi zachodniej kultury pozostały jedne, jedyne drzwi otwarte na ocalenie natury – przez Chrystusa, z Chrystusem, w Chrystusie.