Jezus wsiadł do łodzi, a za nim Jego uczniowie. Chwilę wcześniej jakiś uczony w Piśmie zadeklarował, że pójdzie za Panem Jezusem, dokądkolwiek się uda. Nauczyciel ostrzegł go, że Jego szkoła oznacza życie trudne i pełne wyrzeczeń. Nie wiemy czy się zdecydował. Inny chciał się dołączyć, ale wcześniej zamierzał pochować swego ojca. Pan Jezus mówi mu – „jeśli chcesz iść ze Mną, to teraz”. Uczniowie wsiedli do łodzi, nie pytając dokąd mają popłynąć. Jakby chcieli rzec Panu Jezusowi – „my idziemy za Tobą bezwarunkowo”. Być może zbierało się na burzę, ale Szymon czy Andrzej, choć doświadczeni żeglarze, nie oponują. Zrozumieli, co Pan Jezus powiedział do owych dwóch potencjalnych apostołów.
Piękna postawa. Teoretycznie każdy chrześcijanin, który świadomie wyznaje swoją wiarę, wsiada z Chrystusem do łodzi, ufając Mu, że dopłynie do celu. I oto przychodzi sprawdzian. To już nie teoretyczna możliwość, że podróż z Chrystusem może oznaczać podjęcie trudnego wyzwania. Muszą stawić czoło burzy. Jednak to nie sztorm jest niebezpieczeństwem, ale ich brak zaufania Panu Jezusowi. Choć może określenie „brak zaufania” jest zbyt mocne i niesprawiedliwe wobec uczniów. Wierzą, że Chrystus ma moc ich ocalić. Nie wierzą (na razie), że sama Jego obecność wśród nich jest wystarczającą gwarancją.
Nasza wiara też nie jest doskonała. Czasami mamy wrażenie, że Pan Jezus śpi, nie zauważa naszych potrzeb albo jest daleko. On zawsze jest blisko, ale my, owszem, często się oddalamy. Może dobrze mieć zwyczaj, aby w trudnych chwilach naszego życia spędzać dużo czasu w modlitwie przed Przenajświętszym Sakramentem. Nie muszę wtedy wiele mówić, On wie wszystko. Ale chcę być blisko Niego, fizycznie, jak uczniowie w łodzi. Bogu dzięki, w naszym kraju jeszcze nie brakuje tabernakulów, choć niestety bywa, że nasze świątynie ze względów bezpieczeństwa są przez większość dnia zamknięte. Może wówczas warto podjąć w parafii inicjatywę, aby dać możliwość modlitwy z oczami skierowanymi na tabernakulum, przy równoczesnym zapewnieniu bezpieczeństwa przed włamaniem czy profanacją, co może wymagać zainwestowania odpowiednich środków.
Pan Jezus wie, że nasza wiara jest często krucha. Upomina uczniów, za ich brak wiary, ale przecież budzi się i swym słowem powstrzymuje burzę. Gdy brakuje nam wiary w Jego opatrzność, możemy ją wzmocnić zwracając się do Niego ze skargą: „Panie ratuj nas, bo giniemy”. Czy zawsze uciszy burzę, z którą się mierzymy? Wystarczy, że da nam odwagę, aby stawić jej czoła.
Dziś obchodzimy w Kościele wspomnienie pierwszych rzymskich męczenników. W Chrystusie znaleźli siłę, aby stawić czoła prześladowcom. Wydawało się wówczas, że Kościół zginie pod ciosami siepaczy Nerona. Tymczasem wyszedł z tego pierwszego wielkiego prześladowania umocniony, a ci którzy zachowali wiarę w Zbawiciela aż do końca, cieszą się wiecznym szczęściem, które jest celem życia każdego z nas. Nie zginęli…