Ależ ten fragment Ewangelii Mateuszowej jest pocieszający! Jezus zaprasza wszystkich! Nie robi żadnej różnicy między swoimi uczniami i innymi słuchaczami Dobrej Nowiny, którzy są bliżej lub dalej, nawet najdalej od Niego. Przed każdym z zaproszonych otwiera się perspektywa zupełnie niezwykła. Utrudzenie i obciążenie, ten ciężar życia, który czasem tak mocno przytłacza, zwłaszcza wtedy, gdy pozorny sukces w jednej chwili może stać się najbardziej dotkliwą porażką, ten właśnie ciężar może zostać oddany. Może zniknąć.
Zaproszenie Jezusa nie jest jednak czymś w rodzaju taniej oferty, dzięki której coś naprawdę cennego otrzymuje się po zaniżonej cenie albo nawet zupełnie za darmo. Jezusowe zaproszenie może stać się rzeczywistością wtedy, gdy człowiek jest gotów wziąć na siebie „jarzmo” Jego nauki i uczyć się Jego postawy. Na pierwszy rzut oka jest to zupełnie niezrozumiałe. Ktoś mógłby szyderczo zapytać: Naprawdę będzie mi lepiej, gdy do tych wszystkich moich codziennych obciążeń dodam jeszcze jeden dodatkowy – i to wcale niemały! – ciężar Ewangelii? Cały paradoks polega na tym, że jarzmo Jezusa uczy takiej postawy wobec życiowych trosk, że wszystkie one tracą swoją przytłaczającą i nieznośną wagę. Ostatecznie również brzemię Jezusowe okazuje się nieporównanie lżejsze. Na czym polega tajemnica Jezusowego jarzma? Na tej świadomości, która każe Jezusowi w dzisiejszej Ewangelii z zachwytem chwalić Ojca. Jest Ojciec w niebie! Nie tylko Ojciec Jezusa, ale także mój Ojciec! Jezus zechciał nam tego Ojca objawić i zaprosić nas do ścisłej z Nim relacji. A to oznacza, że żadne doczesne ciężary i troski nie są w stanie zmiażdżyć mojego życia.
To właśnie jest tajemnica Jezusowego królestwa! To są właśnie „te rzeczy”, które zostają objawione ludziom prostego, a więc pokornego serca, a zakryte przed tymi, którzy sądzą, że powodzenie ich życia zależy wyłącznie od ich wysiłku i zapobiegliwości. Czyż to nie jest doprawdy „słodkie jarzmo”?