W nowicjacie

Młodzież polska, mimo wciskanego im siłowo zepsucia, nie jest ateistyczna. Im bardziej starsi, którzy zbudowali młodym taką, a nie inną cywilizację, naciskają – tym bardziej młodzież opiera się nieraz buntem, częściej pasywną rezygnacją, w istocie kierując się po omacku na wiarę, na wartości. Siostra Bernadetta wiedziała o tym najlepiej. Nie z podręczników dla formatorek ale z historii osobistego nawrócenia. Inne, żeńskie zakony w Polsce zamykały domy nowicjackie, a ona przed kilkoma laty zawiązała sobie misyjny pakt z Marią Teresą Ledóchowską i co roku wprowadzała kilka, nawet kilkanaście dziewcząt w progi postulatu. Jak to robiła? Po prostu, postanowiła utrzymać zakonną równowagę między kaplicą, klęcznikiem i brewiarzem, a kontaktem z młodymi w parku, na ulicy, w każdym razie poza linią demarkacyjną oficjalnej, topniejącej z roku na rok do zaniknięcia, szkolnej katechezy. Z powodu misyjnego stylu życia nieraz ucierpiała od innych sióstr nazbyt surową krytykę. Nie brała sobie tego do serca – Jezu, uczyń mnie głuchą od wnętrza. Moje siostry wychodzą z innego świata. One nie są złe. Nie potrafią tylko poukładać sobie, co się wydarzyło i co się teraz dzieje – modliła się często w sercu. Koniec końców przełożona generalna postanowiła z siostry Bernadetty zrobić mistrzynię nowicjatu. Po długich, nocnych rozmowach zgodziła się zaryzykować. Zanim przeniesie się w klasztorze na piętro formacji, musi najpierw stanąć oko w oko z radą wyższą zakonu. Po prawej i lewej stronie przełożonej generalnej, która raz za razem rzucała w stronę skupionej siostry Bernadetty uspokajające spojrzenia, siedziały dwie inne zakonnice – tak zwane socjuszki generalnej. Reprezentowały w zgromadzeniu różne pokolenia, odmienne mentalnie lecz niespodziewanie spotykające się jakoś w skrajnościach epokowych podejrzeń, bezradności albo niepokojów. Czy ma siostra kontakt z terapeutą, aby od początku zapewnić kandydatkom niezbędną opiekę i formację psychologiczną? Czy młode nowicjuszki będą przychodzić z dobrych rodzin katolickich i czy jest siostra w stałym kontakcie z rodzicami – padały niekończące się pytania. Co z utrzymaniem nowicjuszek i ubezpieczeniem? Czy jest siostra otwarta na przychodzenie do naszego zgromadzenia sióstr, które zdecydowały się opuścić inne, upadające lub gorzej stojące zakony? Nie, jestem temu przeciwna lub przynajmniej ostrożna. Jeśli ktoś opuszcza swój dom w stanie zagrożenia, zawsze i wszędzie będzie niósł ze sobą na karku instynkt ulotnego hotelarza, z trudem wychowując w sobie tożsamość domownika – siostra Bernadetta dotąd odpowiadała minimalnie, zdawkowo, teraz jednak zabrała głos zdecydowanie. Miałą twarz dojrzałą, już nie młodą – ale właśnie tylko ludzie z doświadczeniem, co przeszło w mądrość, pielęgnują duchowe macierzyństwo albo ojcostwo. To błąd, jeśli do duszpasterstwa młodzieży odsyła się byle chłystków. No dobrze, po przesłuchaniu rozumiem, że nie ma żadnego sprzeciwu – przełożona generalna usiłowała zakończyć konsultę  - zatem pragnę siostrę Bernadettę oficjalnie powołać do posługi mistrzyni nowicjatu. Chwileczkę – głos radnej z prawej strony wybrzmiał twardo – moja ostatnia wątpliwość. Rozumiem młodzież zebraną przez siostrę dosłownie z dyskotek albo z ulicy. Ale proszę siostry Bernadetty. Miesiąc temu przyprowadziła siostra do postulatu dziewczynę wcześniej molestowaną przez byłego księdza! Czy to nie jest dla nas ryzykowne? Największym ryzykiem dla nas byłoby pozostawić ją w stanie moralnej bezdomności – nowa mistrzyni nowicjatu patrzyła na siostrę radną z odwagą – postulantka, o której siostra wspomina, kiedy spotkałam ją pierwszy raz, powiedziała mi zdanie, jakiego nigdy nie zapomnę: ksiądz drapieżnik tym, co robił, usiłował wyrwać Boga z mojej duszy. A teraz Bóg wraca do niej jako jedyny Oblubieniec. Proszę tego nie psuć. Wieczorem siostra Bernadetta, noga za nogą niosła bagaż na najwyższe piętro klasztoru. Otworzyła swoją nową celę – pokój mistrzyni nowicjatu. Na ścianie nad biurkiem zawiesiła maleńką, nieco już wyblakłą, oprawioną w ramki kartkę papieru – fragment listu, który kiedyś przysłała jej dawna katechetka, obecnie misjonarka. A na nim krótkie zdanie Marii Teresy Ledóchowskiej: „Nie Bóg nas potrzebuje i nie misje ale to my potrzebujemy Boga i misji”.                        

W proroctwie z księgi Ozeasza czas pustyni rozpoczyna czas dla bohaterów (por. Oz 2, 2). Narzekanie na ciężkie lata przeczy duchowi ewangelii. Dobra Nowina pokonuje każdy marazm i można ją stosować na wszystkie okoliczności. Młodzież pod opieką Jezusa nigdy nie umiera (por. Mt 9, 24). Kto ma w sobie ducha Chrystusowego, potrafi młodych podnieść ze snu – wyciągnąć z nałogu, z bezsensu, z cywilizacyjnego zużycia.

Klasztorne lub diecezjalne duszpasterstwo młodzieży jest czasem zbyt ciasne, by prawidłowo rozeznać stan moralny i duchowy młodego pokolenia. Jezus ciekawie prowadzi ich drogą ponownego odrodzenia. Owszem, młodzi nie odnajdują się ani w katolicyzmie urzędowym, ani w jego formie rozrywkowej. Będzie to jednak pierwsze od lat pokolenie, które ma szansę prawidłowo wejść do Kościoła. Nie przez księgi parafialne, ani pieczątki, ani religijne podniety. Przez bezpośrednie życie duchowe z Chrystusem.

« 1 »