Człowiek uzdrowiony przez Pana Jezusa nie mógł mówić z powodu bezpośredniego działania złego ducha. Opętanie, sytuacja w której diabeł przejmuje kontrolę nad ciałem i niektórymi władzami człowieka, jest zjawiskiem bardzo rzadkim. Grzech, który zawsze w jakiś sposób oznacza współdziałanie ze złym duchem, jest niestety obecny w życiu każdego z nas. I upośledza naszą zdolność do mówienia, przekazywania tego, co jest w naszych sercach i umysłach. Grzech utrudnia komunikację, nawet jeśli ktoś nie ma problemów z aparatem mowy, jest elokwentny i zna wiele języków.
Komunikacja. To słowo brzmi dziś sucho i technicznie – telekomunikacja, komunikacja społeczna, komunikatory. Tymczasem u źródeł tego słowa jest jedno z najważniejszych pojęć, opisujących naturę Boga i człowieka. Communio oznacza po łacinie „wspólnotę”. Komunikacja w najgłębszym znaczeniu to budowanie wspólnoty. Jak zaś mogę budować wspólnotę, jeśli trwam w grzechu, który z natury zrywa więź z Bogiem i ludźmi? Mogę przekazywać informacje, ale nie komunikować, tworzyć wspólnotę. Ponadto, uporczywe trwanie grzechu często zabija szczerość i prowadzi do kłamstwa. Kto zaś stara się żyć w bliskości Boga, żałuje za grzechy i prosi o przebaczenie, może być głuchoniemy, a i tak będzie umiał przekazać to, co ważne, bez użycia słów – spojrzeniem, gestem, uśmiechem.
Wielu z nas prawdopodobnie doświadczyło sytuacji, w której trudno mu było rozmawiać z osobą, którą skrzywdził albo do której żywi w sercu wrogość. Nie chodzi tu oczywiście o zwykłe „nielubienie”, bo wtedy szczera rozmowa wprawdzie nie sprawia mi przyjemności, ale jest możliwa. Chodzi o sytuację, w której życzę komuś źle, nie chcę wybaczyć albo oskarżam nie mając wystarczających podstaw. Owszem, czasem może szczerze wyrzucę z siebie jad, wobec mojego wroga, ale to nie jest komunikacja. Uczestnicy pojedynku też się „komunikują”, tyle że za pomocą kul.
Mamy też doświadczenie, często osobiste, jak namiętności, które wymknęły się z pod kontroli prawego rozumu, szczególnie gniew czy pożądanie, niszczą więzi międzyludzkie, a w konsekwencji więź z Bogiem. W gniewie mogę wykrzyczeć wiele słów, których potem będę żałował, a z tych słów powstaje nie most ale mur.
Po wyrzuceniu złego ducha niemy odzyskał mowę. Dopiero Boże wybaczenie, usuwa blokadę, która czyni nas niemowami. W każdej spowiedzi Chrystus uwalnia nas tak jak owego niemowę.
Lud ucieszył się na widok cudu. Faryzeusze zaś wyrażają podejrzenie, że Pan Jezus współdziała z diabłem. Nie są opętani, ale nieświadomie współpracują z tym, którego działanie tak zawzięcie tropią. Nie są opętani, ale pycha i zazdrość wytworzyły w nich blokadę, nieco inną niż u niemowy. Oni nie słyszą. To chyba jeszcze trudniejszy przypadek – jak mogą przyjąć miłosierdzie Boga, skoro nie chcą Go słuchać? Pan Jezus chce również uwolnić faryzeuszy od ich głuchoty, ale oni też muszą podjąć wysiłek nawrócenia. Nie wiemy jak się potoczyły losy owych malkontentów, ale ich postawa jest ostrzeżeniem dla nas. Obyśmy nie zamykali uszu i serc na głos Pana Jezusa.