17
listopada
środa
Wspomnienie św. Elżbiety Węgierskiej, zakonnicy
Rok liturgiczny: B/I
Pierwsze czytanie:
2 Mch 7, 1. 20-31
Psalm responsoryjny:
Ps 17
Werset przed Ewangelią:
J 15, 16
Ewangelia:
Łk 19, 11-28

Patroni:

Liturgia na dzień 2021-11-17:

Pierwsze czytanie

2 Mch 7, 1. 20-31
Czytanie z Drugiej Księgi Machabejskiej

Siedmiu braci razem z matką zostało schwytanych. Bito ich biczami i rzemieniami, gdyż król chciał ich zmusić, aby skosztowali wieprzowiny zakazanej przez Prawo.

Przede wszystkim zaś godna podziwu i trwałej pamięci była matka. Przyglądała się ona w ciągu jednego dnia śmierci siedmiu synów i zniosła to mężnie. Nadzieję bowiem pokładała w Panu. Pełna szlachetnych myśli, zagrzewając swoje kobiece usposobienie męską odwagą, każdego z nich upominała w ojczystym języku. Mówiła do nich: «Nie wiem, w jaki sposób znaleźliście się w moim łonie, nie ja wam dałam tchnienie i życie, a członki każdego z was nie ja ułożyłam. Stwórca świata bowiem, który ukształtował człowieka i zamyślił początek wszechrzeczy, w swojej litości ponownie odda wam tchnienie i życie, dlatego że wy gardzicie sobą teraz dla Jego praw».

Antioch był przekonany, że nim gardzono, i dopatrywał się obelgi w tych słowach. Ponieważ zaś najmłodszy był jeszcze przy życiu, nie tylko dał mu ustną obietnicę, ale nawet pod przysięgą zapewnił go, że jeżeli odwróci się od ojczystych praw, uczyni go bogatym i szczęśliwym, a nawet mianuje go przyjacielem i powierzy mu ważne zadania. Kiedy zaś młodzieniec nie zwracał na to żadnej uwagi, król przywołał matkę i namawiał ją, aby chłopcu udzieliła zbawiennej rady.

Po długich namowach zgodziła się nakłonić syna. Kiedy jednak nachyliła się nad nim, wtedy wyśmiewając okrutnego tyrana, tak powiedziała w języku ojczystym: «Synu, zlituj się nade mną! W łonie nosiłam cię przez dziewięć miesięcy, karmiłam cię mlekiem przez trzy lata, wyżywiłam cię i wychowałam aż do tych lat. Proszę cię, synu, spojrzyj na niebo i na ziemię, a mając na oku wszystko, co jest na nich, zwróć uwagę na to, że z niczego stworzył je Bóg i że ród ludzki powstał w ten sam sposób. Nie obawiaj się tego oprawcy, ale bądź godny braci swoich i przyjmij śmierć, abym w godzinie zmiłowania odnalazła cię razem z braćmi».

Zaledwie ona skończyła mówić, młodzieniec powiedział: «Na co czekacie? Jestem posłuszny nie nakazowi króla, ale słucham nakazu Prawa, które przez Mojżesza było dane naszym ojcom. Ty zaś, przyczyno wszystkich nieszczęść Hebrajczyków, nie umkniesz z rąk Bożych».

Psalm responsoryjny

Ps 17
Ps 17 (16), 1bcd. 5-6. 8 i 15 (R.: por. 15b)

Gdy zmartwychwstanę, będę widział Boga

Rozważ, Panie, moją słuszną sprawę, *
usłysz me wołanie,
wysłuchaj modlitwy *
moich warg nieobłudnych.

Gdy zmartwychwstanę, będę widział Boga

Moje kroki mocno trzymały się Twych ścieżek, *
nie zachwiały się moje stopy.
Wołam do Ciebie, bo Ty mnie, Boże, wysłuchasz, *
nakłoń ku mnie swe ucho, usłysz moje słowo.

Gdy zmartwychwstanę, będę widział Boga

Strzeż mnie jak źrenicy oka, *
ukryj mnie w cieniu Twych skrzydeł.
A ja w sprawiedliwości ujrzę Twe oblicze, *
ze snu powstając, nasycę się Twoim widokiem.

Gdy zmartwychwstanę, będę widział Boga

Werset przed Ewangelią (Alleluja)

J 15, 16
Alleluja, alleluja, alleluja

Nie wy Mnie wybraliście, ale Ja was wybrałem,
abyście szli i owoc przynosili.

Alleluja, alleluja, alleluja

Ewangelia

Łk 19, 11-28
Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza

Jezus opowiedział przypowieść, ponieważ był blisko Jeruzalem, a oni myśleli, że królestwo Boże zaraz się zjawi.

Mówił więc: «Pewien człowiek szlachetnego rodu udał się do dalekiego kraju, aby uzyskać dla siebie godność królewską i wrócić. Przywołał więc dziesięciu sług swoich, dał im dziesięć min i rzekł do nich: „Obracajcie nimi, aż wrócę”. Ale jego współobywatele nienawidzili go i wysłali za nim poselstwo z oświadczeniem: „Nie chcemy, żeby ten królował nad nami”.

Gdy po otrzymaniu godności królewskiej wrócił, kazał przywołać do siebie te sługi, którym dał pieniądze, aby się dowiedzieć, co każdy zyskał.

Stawił się więc pierwszy i rzekł: „Panie, twoja mina przysporzyła dziesięć min”. Odpowiedział mu: „Dobrze, sługo dobry; ponieważ w drobnej rzeczy okazałeś się wierny, sprawuj władzę nad dziesięciu miastami”.

Także drugi przyszedł i rzekł: „Panie, twoja mina przyniosła pięć min”. Temu też powiedział: „I ty miej władzę nad pięciu miastami”.

Następny przyszedł i rzekł: „Panie, oto twoja mina, którą trzymałem zawiniętą w chustce. Lękałem się bowiem ciebie, bo jesteś człowiekiem surowym: bierzesz, czego nie położyłeś, i żniesz, czego nie posiałeś”. Odpowiedział mu: „Według słów twoich sądzę cię, zły sługo! Wiedziałeś, że jestem człowiekiem surowym: biorę, gdzie nie położyłem, i żnę, gdzie nie posiałem. Czemu więc nie dałeś moich pieniędzy do banku? A ja po powrocie byłbym je z zyskiem odebrał”.

Do obecnych zaś rzekł: „Zabierzcie mu minę i dajcie temu, który ma dziesięć min”.

Odpowiedzieli mu: „Panie, ma już dziesięć min”.

„Powiadam wam: Każdemu, kto ma, będzie dodane; a temu, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. Tych zaś przeciwników moich, którzy nie chcieli, żebym panował nad nimi, przyprowadźcie tu i pościnajcie w moich oczach”».

Po tych słowach szedł naprzód, zdążając do Jerozolimy.

Jeżeli chcesz, aby codzienne czytania były dostępne na Twojej stronie, umieść w niej następujący kod:

Wybierz dzień:

W drodze do Jerozolimy

Arkadiusz Nocoń Arkadiusz Nocoń



Pewien człowiek szlachetnego rodu przywołał swoje sługi i dał im dziesięć min, aby nimi zarabiali. Człowiek szlachetnego rodu, to oczywiście Chrystus, sługi, to my, jego uczniowie, a miny, to dary i talenty, którymi nas obdarował. Mamy nimi zarabiać, aby za gnuśność nie kazał nas pościnać. Pomnażać Jego miny, oznacza więc zachować swoje życie, ale nade wszystko oznacza pomnażać Jego majątek i budować Jego Królestwo. Pracować tylko na siebie, na swoje imię, na swoją sławę, jest bardzo niebezpieczne, bo kiedyś może nam zabrać nawet to, co nam dał.
Gdy po opublikowaniu w „Gościu Niedzielnym” rozmowy z panem Wojciechem Kilarem, kilku czytelników napisało, że poszli do spowiedzi przejęci jego świadectwem, kompozytor wzruszył się, a później dodał, że nie jest ważne, ile utworów skomponował, ale to, że z powodu świadectwa jego życia ktoś poszedł do spowiedzi. Ważne jest to, że jego mina przysporzyła Bogu dziesięć innych, powiedzielibyśmy.

Chcesz brać, czegoś nie położył, i żąć, czegoś nie posiał. Mocny zarzut pod adresem Boga! Ale czy słuszny? Bo, miną, łaską, darem, jest w świetle wiary, owszem, uroda, zdrowie, talent, ale i brak tych rzeczy, ponieważ w świetle wiary wszystko jest łaską, nawet to, co po ludzku nazywamy nieszczęściem, chociażby chorobę. Ważne, co z tymi minami, darami, zrobimy, bo „zawinąć w chustkę”, czyli zmarnować, można i zdrowie i chorobę. Słyszałem jak jedna pani „zazdrościła” drugiej choroby męża, „bo mój umarł nagle, na zawał i nie zdążyłam mu powiedzieć, tak jakbym chciała, że go kochałam, a ty masz, w czasie jego choroby (nieuleczalnej) czas, aby swoją troską, opieką, czułością, mu to powiedzieć …”. Jedynie w świetle wiary możemy rozpoznać podarowane nam miny, talenty, ponieważ w świetle wiary wszystko jest łaską.

Jezus ruszył na przedzie zdążając do Jerozolimy. Jezus zmierza na miejsce kaźni, każdy krok przybliża go do męki, a jednak nie ociąga się, nie zwalnia, nie chowa się za innych, tylko idzie „na przedzie”, wyprzedza wszystkich na drodze pod górę (w oryginale jest anabaion, tzn. wstępując, idąc pod górę do Jerozolimy, wszystkich wyprzedzał!). Ileż musiało w Nim być determinacji, by zmierzyć się z odwiecznym nieprzyjacielem, by zadać mu ostateczny cios, wypijając wcześniej kielich męki. Nie ukrywam, że kiedy myślę o Jezusie widzę Go często w tej scenie, gdy wstępuje na czele swych uczniów do Jerozolimy. Głównodowodzący i żołnierz pierwszej linii, w jednej i tej samej Osobie.