26
maja
poniedziałek
Wspomnienie św. Filipa Nereusza
Rok liturgiczny: C/I
Pierwsze czytanie:
Dz 16, 11-15
Psalm responsoryjny:
Ps 149
Werset przed Ewangelią:
J 15, 26b. 27a
Ewangelia:
J 15, 26-27;16,1-4a

Patroni:

  • św. Filip Neri,
  • św. Eleuteriusz Pp,
  • św. Symetriusz,
  • św. Felicissima,
  • św. Pryskus,
  • św. Dezyderiusz,
  • św. Berengariusz,
  • św. Lambert,
  • bł. Franciszek Patrizi,
  • św. Andrzej Franchi,
  • św. Maria Anna od Jezusa de Paredes,
  • św. Andrzej Kaggwa,
  • św. Poncjan Ngondwe

Liturgia na dzień 2025-05-26:

Pierwsze czytanie

Dz 16, 11-15
Czytanie z Dziejów Apostolskich

Odbiwszy od lądu w Troadzie, popłynęliśmy wprost do Samotraki, a następnego dnia do Neapolu, stamtąd zaś do Filippi, głównego miasta tej części Macedonii, które jest rzymską kolonią.

W tym mieście spędziliśmy kilka dni. W szabat wyszliśmy za bramę nad rzekę, gdzie – jak sądziliśmy – było miejsce modlitwy. I usiadłszy, rozmawialiśmy z kobietami, które się zeszły.

Przysłuchiwała się nam też pewna „bojąca się Boga” kobieta z miasta Tiatyry, imieniem Lidia, która sprzedawała purpurę. Pan otworzył jej serce, tak że uważnie słuchała słów Pawła. Kiedy została ochrzczona razem ze swym domem, zwróciła się z prośbą: «Jeżeli uważacie mnie za wierną Panu, przyjdźcie do mego domu i zamieszkajcie w nim». I wymogła to na nas.

Psalm responsoryjny

Ps 149
Psalm (Ps 149, 1b-2. 3-4. 5-6a i 9b (R.: por. 4a))

Pan w swoim ludzie upodobał sobie
Albo: Alleluja

Śpiewajcie Panu pieśń nową, *
głoście Jego chwałę w zgromadzeniu świętych.
Niech się Izrael cieszy swoim Stwórcą, *
a synowie Syjonu radują swym Królem.

Pan w swoim ludzie upodobał sobie
Albo: Alleluja

Niech imię Jego czczą tańcem, *
niech grają Mu na bębnie i cytrze.
Bo Pan swój lud miłuje, *
pokornych wieńczy zwycięstwem.

Pan w swoim ludzie upodobał sobie
Albo: Alleluja

Niech święci cieszą się w chwale, *
niech się weselą przy uczcie niebieskiej.
Chwała Boża niech będzie w ich ustach; *
to jest chwałą wszystkich Jego świętych.

Pan w swoim ludzie upodobał sobie
Albo: Alleluja

Werset przed Ewangelią (Alleluja)

J 15, 26b. 27a
Alleluja, alleluja, alleluja

Świadectwo o Mnie da Duch Prawdy
i wy także świadczyć będziecie.

Alleluja, alleluja, alleluja

Ewangelia

J 15, 26-27;16,1-4a
Słowa Ewangelii według Świętego Jana

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Gdy przyjdzie Paraklet, którego Ja wam poślę od Ojca, Duch Prawdy, który od Ojca pochodzi, On zaświadczy o Mnie. Ale wy też świadczycie, bo jesteście ze Mną od początku.

To wam powiedziałem, abyście się nie załamali w wierze. Wyłączą was z synagogi. Ale nadto nadchodzi godzina, w której każdy, kto was zabije, będzie sądził, że oddaje cześć Bogu. Będą tak czynić, bo nie poznali ani Ojca, ani Mnie. Ale powiedziałem wam o tych rzeczach, abyście, gdy nadejdzie ich godzina, pamiętali, że Ja wam o nich powiedziałem».

Jeżeli chcesz, aby codzienne czytania były dostępne na Twojej stronie, umieść w niej następujący kod:

Wybierz dzień:

Naturalnie

ks. Jarosław Tomaszewski ks. Jarosław Tomaszewski

Naturalnie  

Chrześcijańska etyka stoi na przekonaniu, że kochać można tylko w zgodzie z naturą. Pęknięcie naturalnego porządku w człowieku doprowadzi wcześniej czy później do wypaczenia miłości. Tym bardziej boli, że chrześcijaństwo w odwróconym na opak świecie współczesności, oskarża się o głoszenie braku miłości do człowieka. Z jakiego powodu? Fenomenalny biskup Robert Barron opowiada, że od dłuższego czasu, idąc ulicą do katedry, musi oglądać prowokacyjny afisz z napisem: miłuj bliźniego – homoseksualistę, transwestytę, biseksualistę albo queer’a. Nie ma wątpliwości, że to hasło z tezą, która ma podważać wiarygodność Kościoła co do słabo rozumianej tolerancji. Katolicyzm nigdy i nigdzie nie potępia ani osób homoseksualnych, ani transwestytów, ani innych. Być może pojedynczy chrześcijanie zachowali się kiedyś wobec nich źle, ale to wyzwanie dla indywidualnego sumienia, nie dla etyki Kościoła. Chrześcijaństwo współczuje i otacza opieką osoby, które zmagają się z jakimkolwiek pęknięciem natury. Następnie zaprasza ich do pracy nad sobą, do wzrostu moralnego i postępu duchowego tak, aby rana osobowości, sumienia i duszy leczyła się.

A czy Kościół nie może po prostu zalegalizować tak zwanych mniejszości seksualnych? Ależ dla chrześcijan to właśnie byłoby zaprzeczeniem miłości. Dopiero wtedy – myśląc w kluczu zmarłego papieża Franciszka – Kościół, który jest jak szpital polowy, przypominałby felczera, co, zamiast stawiać diagnozę i skutecznie podawać lekarstwa, za najważniejsze uznałby unikanie bólu w trakcie zabiegu. Nie, katolicy dziś szczególnie nie mogą pomylić sali operacyjnej z klubem relaksu. Tym bardziej, że manifestacje homoseksualizmu albo inne wykorzystywane są przez polityków lub aktywistów za mięso armatnie przeciwko chrześcijańskiej moralności. Im nie chodzi o to, by ratować nieszczęśliwych, płaczących po nocach, ubranych na czarno, niespełnionych w życiu ludzi. Trzeba posłużyć się nimi jak rzeczą i skończyć z ewangelią. Kościół zawsze wychodził naprzeciw osobom zranionym i zmagał się, by nie istnieli wydani na pastwę seksualnych namiętności. Chrześcijanie zbliżają się do rozbitków, z bólem egzystencjalnego niespełnienia, kuszonych, by stopniowo prowadzić ich do centrum – do Chrystusa.

Tak robił już Filip Neri, co w roku 1534 przybywa do Rzymu. Spędzi tu resztę swojego życia, a więc następnych sześćdziesiąt lat. Aby przeżyć w Wiecznym Mieście, zatrudnia się jako nauczyciel dzieci w rodzinie bogatego kupca z Florencji. Od początku jednak Neri lubi włóczyć się po ulicach i zaułkach Rzymu kontemplując – patrząc w ludzkie twarze. Tylko pozornie nie ma to żadnego sensu. Właśnie podczas jednej z takich wędrówek, nie wiadomo, gdzie i po co, w katakumbach świętego Sebastiana, w dniu Pięćdziesiątnicy, Filip Neri przeżywa ekstazę, co rozsadza mu serce. To moment powołania. W roku 1544 zostaje księdzem, który tak samo nie przestaje włóczyć się po placach Rzymu. Rozmawia i modli się z bezdomnymi, z sierotami, prostytutkami czy chorymi na trąd. Po co to wszystko? By pokazać im kciuk do góry, zdobyć punkty na siebie: jaki ten ksiądz Neri sympatyczny i upewnić, że wszystko ok? Owszem, Rzymianie lubili go, ale celem było ściągnięcie grzeszników z ulicy do oratorium, gdzie z kloszardów znów mogli stać się dziećmi Boga. Na tym dopiero polega miłość chrześcijańska.

Wydaje się, że misja Pawła oraz towarzyszy w Macedonii to przypadkowa włóczęga. Kiedy przybywają do Filippi, unikają synagogi i kierują się na place, na ulice, w poszukiwaniu ludzi (por. Dz 16, 13-14). Bardzo słusznie, ponieważ niby przypadkiem słyszy ewangelię niejaka Lidia, kobieta z Tiatyry i bierze apostołów do domu. Potem, z biegiem czasu, rodzinne miejsca pierwszych chrześcijan staną się bazylikami Kościoła. Jezus nie kryje przed uczniami, że w przyszłości zlekceważy się ich, usuwając z synagogi (por. J 16, 2). Nic nie szkodzi, bo dzięki odrobinie bólu będzie więcej nawróceń.

Pieśń nad Pieśniami ostrzega Cię, że za prawdziwą miłość pogardzą Tobą tylko.