Były konsul RP w Kabulu: Iran się zradykalizuje, wojna będzie kosztować świat więcej, niż przewidziano

Pomimo śmierci najwyższego przywódcy Iranu, państwo wciąż działa pełną parą, a rakietowe odpowiedzi Teheranu pokazują, że wojna nie zakończy się w kilka dni. Marcin Krzyżanowski, były konsul RP w Kabulu, tłumaczy, dlaczego ataki nie złamią Iranu, dlaczego kraj raczej się zradykalizuje, a eskalacja konfliktu może kosztować świat więcej niż przewidywano.

„Oficjalne – irański program atomowy jest zagrożeniem dla świata i regionu. Ale przypomniano sobie, że w czasie wojny 12-dniowej prezydent Donald Trump ogłosił całkowite zniszczenie irańskiego programuatomowego. Do listy egzystencjalnych zagrożeń dla Izraela dodano więc irański program rakietowy. Teraz jego wyeliminowanie jest główną przyczyną ataku. A tak naprawdę jedynym powodem ataku jest poczucie zagrożenia ze strony Izraela i chęć wykorzystania do osłabienia, a nawet znokautowania groźnego przeciwnika” – mówi orientalista i były konsul RP w Kabulu, Marcin Krzyżanowski.

Niszczenie celów

Ekspert zaznacza, że pomimo śmierci przywódcy Ali Chameneiego struktury państwowe pozostają spójne i sprawne. Iran szybko odpowiedział ostrzałem rakietowym już trzy godziny po pierwszych atakach, kontynuując kampanię obronną. Cały czas trwa kampania lotnicza. Iran wciąż się broni.

„W Teheranie nikt się nie łudził, że irańska obrona przeciwlotnicza zdoła stawić opór połączonym siłom Izraela i Stanów Zjednoczonych. Natomiast irański plan zakładał absorpcję nawet bardzo silnych ciosów i ciągły ostrzał rakietowy, tak by wyczerpać zasoby obrony przeciwlotniczej przeciwnika, przetrwać okres ataków z dużą liczbą gotowych do użycia rakiet i potem przejść do niszczenia celów. Fakt. że Iran jest bardzo mocno bombardowany nie oznacza, że został pokonany” – mówi.

Krzyżanowski prognozuje, że po śmierci Chameneiego nowy przywódca będzie raczej bardziej fundamentalistyczny niż prozachodni. Iran prawdopodobnie zradykalizuje się w odpowiedzi na agresję. „Warto przypomnieć, że podczas wojny 12-dniowej, atak na Iran nastąpił w trakcie negocjacji – rakiety poleciały tuż przed ich kolejną rundą. Tym razem również były zaplanowane rozmowy, do których nie doszło. Zaufanie do Stanów Zjednoczonych – zwłaszcza w kontekście doniesień, według których atak miałby zostać przeprowadzony bez względu na wynik negocjacji – wśród przywódców Republiki Islamskiej jest zerowe. Trudno będzie w przyszłości wrócić do rozmów, choć i to nie jest niemożliwe” – mówi.

Milcząca większość

Iran jest podzielony politycznie: istnieje liczniejsza grupa zwolenników republiki z religijnym podejściem do państwa, mniejszość przeciwników, a między nimi umiarkowani, którzy chcieliby reform.

„Kluczowa dla zmian w Iranie będzie postawa »milczącej większości«, która nie zdecyduje się wyjść na ulicę, jeśli nie będzie do tego absolutnie zmuszona albo zachęcona atrakcyjną alternatywą wobec republiki, a w tej chwili ani w Iranie, ani poza jego granicami nie istnieje żadna zorganizowana struktura polityczna zdolna po pierwsze, zjednoczyć różne grupy społeczne i po drugie, przedstawić spójną wizję, plan na to, co dalej po republice. Póki tego nie będzie, »milcząca większość« zostanie w domu, bo obawia się upadku państwa, chaosu, wojny domowej albo scenariusza syryjskiego – ci ludzie mówią „nie” obalaniu republiki bez planu i pozwalają jej tym samym trwać” – mówi.

Po stronie Rosji i Chin

Iran nie jest formalnym sojusznikiem, lecz partnerem strategicznym Rosji i Chin. Nie istnieją zobowiązania obronne, a współpraca jest ograniczona. Jednak w podziale geopolitycznym kraj znajduje się po stronie wspólnych interesów z Moskwą i Pekinem. „Sojusznik to za duże słowo, adekwatne jest powiedzenie »partner«. O sojuszu można mówić, jeśli państwa mają względem siebie zobowiązania obronne – w przypadku Iranu i Chin oraz Iranu i Rosji o czymś takim nie ma mowy, są umowy o współpracy i strategicznym partnerstwie, które zresztą nie są w pełni wykorzystywane. Ale dzieląc świat na obozy, Iran jest po tej samej stronie barykady, co Rosja i Chiny” – mówi.

Konflikt wymyka się spod kontroli

Krzyżanowski podkreśla, że mimo początkowych uderzeń Iran nie ugiął się, a koszty wojny dla Stanów Zjednoczonych rosną. Konflikt wymyka się spod kontroli, co oznacza, że dotychczasowy plan „libanizacji” Iranu – czyli szybkiego osłabienia jego potencjału wojskowego – może nie powieść się.

„Kluczowe jest to, że Republika Islamska zdecydowała się podnieść stawkę. Najprawdopodobniej plan Stanów Zjednoczonych i Izraela – a właściwie Izraela, do którego przekonano prezydenta Donalda Trumpa – zakładał „libanizację” Iranu, czyli doprowadzenie do sytuacji, w której potencjał militarny Iranu zostaje zniszczony, a sam Iran nie jest w stanie w żaden sposób Izraelowi zagrozić ani chronić się przed izraelską interwencją. Ta koncepcja opiera się na krótkim okresie intensywnego konfliktu, powrocie do statusu quo, uzupełnieniu zapasów, kolejnym uderzeniu i stopniowej degradacji irańskiego potencjału. Republika Islamska zdecydowała się podbić stawkę, by uniknąć tego losu – stara się pokazać, że krótkie wojny i zwycięstwo osiągane relatywnie niskim kosztem to już przeszłość” – mówi.

Ekspert podkreśla, że konflikt może wpłynąć na żeglugę w Zatoce Perskiej i handel surowcami. Polska obecność gospodarcza w regionie jest ograniczona, ale dłuższa wojna może wywołać zwyżki cen ropy i paliw. Na razie rynki reagują umiarkowanie dzięki zapasom, ale dalsza eskalacja może doprowadzić do realnych podwyżek na stacjach benzynowych.

Źródło: Rzeczpospolita

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama

reklama