Dwie sztuki życia: wzrastać i umieć maleć. Chrystus opanował obie

W życiu musimy opanować dwie bardzo ważne sztuki: aby wzrastać i aby maleć – pisze ks. Edward Staniek, teolog, patrolog, rekolekcjonista. Jezus, Syn Boga na ziemi, stając się człowiekiem, opanował je obie. Wzrastał oklaskiwany przez tysiące ludzi i malał – biczowany, cierniem ukoronowany, a wreszcie ukrzyżowany.

Moje spotkania z bohaterami Pisma Świętego rozpoczęły się od zetknięcia z Izajaszem. Najbardziej zdumiały mnie słowa: „Oto ja, poślij mnie” (Iz 6,8).

„Ja” to tajemnica mojej tożsamości. Całe nasze życie jest jej stopniowym odkrywaniem. Świadomość naszej tożsamości rośnie w nas od dziecka. Zadajemy sobie wówczas pytanie: „Kim ja jestem?”. Radość z dojrzałości przychodzi, gdy możemy stwierdzić: „Wiem, kim ja jestem. Wiem, na co mnie stać”. Wtedy możemy powiedzieć Bogu: „Oto ja, poślij mnie”. Gdy ja wypowiadałem te słowa, nie wiedziałem jeszcze, do czego ma mnie posłać. Ale On już wiedział. Bóg potrzebuje nas jako dzieci, potrzebuje jako ludzi młodych i potrzebuje, gdy osiągamy dojrzałość. Bądźmy do Jego dyspozycji. 

Gdy jednak radość z odkrycia własnej tożsamości zaczyna przemijać, powoli dostrzegamy, że nasza tożsamość topnieje. Nasze „ja” staje się coraz mniejsze, stopniowo zanika prawie do zera. Przychodzi moment, w którym zdajemy sobie sprawę z tego, że nasze siły i możliwości się kurczą, że coraz mniej jesteśmy w stanie zdziałać. To ciągle jestem „ja”, ale już coraz mniejszy. Ta tożsamość też jest do dyspozycji Boga. Gdy Bóg pyta: „Kogo Ja poślę?”, odpowiadamy: „Poślij mnie, mimo że jestem tak bardzo słaby i coraz słabszy”.

Nasza słabość Bogu w ogóle nie przeszkadza. Bóg zleca nam zadania na miarę naszych możliwości. Często łączą się one z cierpieniem. Jezus ukazuje nam, że cierpienie też jest pełnieniem woli Ojca Niebieskiego, czyli zadaniem, jakie On nam zaplanował. Zamiast wzrastać, mamy maleć. W życiu musimy opanować dwie bardzo ważne sztuki: aby wzrastać i aby maleć.

Jezus, Syn Boga na ziemi, stając się człowiekiem, opanował je obie. Wzrastał oklaskiwany przez tysiące ludzi i malał – biczowany, cierniem ukoronowany, a wreszcie ukrzyżowany. Gdy pytam Ojca Niebieskiego, co znaczy wykonać Jego wolę do końca, On odpowiada: „Popatrz na mojego Syna. On, wisząc na trzech gwoździach, najdoskonalej wypełnił moją wolę”.

Maleć i wzrastać. Przed nami dwie drogi, dwie wielkie ewangeliczne umiejętności. Podkreślę raz jeszcze: musimy opanować je obie. Każdy z nas musi sobie odpowiedzieć, na jakim etapie jest, w jakiej mierze jest świadom swojej tożsamości dnia dzisiejszego. Musimy też sobie uświadomić, że jak długo jesteśmy na ziemi, tak długo umiemy wzrastać. Rośniemy, gdy wciąż mamy dość siły, aby przyjść do kościoła. Malejemy, gdy pozostaje nam przestrzeń łóżka i jesteśmy już w rękach innych ludzi. Dziękujmy Bogu za to, co osiągnęliśmy wzrastając i prośmy Go, abyśmy umieli dobrze wykonać również zadanie topnienia aż do zera. Możemy to osiągnąć, trwając przy Chrystusie.

Oprac. na podstawie homilii wygłoszonej 9 lutego 2025 r. w kościele sióstr felicjanek przy ul. Smoleńsk 6 w Krakowie.

Źródło: Ktoż jak Bóg nr 2/2026

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama

reklama