W czasach Pana Jezusa jeden talent srebrny odpowiadał kwocie 6000 denarów. Na taką sumę robotnik rolny musiałby pracować 16 lat. Spośród słuchaczy Pana Jezusa prawdopodobnie nikt nie dysponował majątkiem przekraczającym choćby jeden talent srebrny, nie mówiąc o złotym. Dziesięć tysięcy talentów było więc kwotą niewyobrażalnie wysoką. Być może na dworze cesarskim najwyżsi urzędnicy operowali w rozmowach takimi sumami, gdy rozmawiali o dochodach całego Cesarstwa. Finanse imperium rzymskiego z pewnością nie były jednak tematem rozmów rolników czy rzemieślników z Galilei. Dziś słyszymy w mediach o setkach miliardów dolarów, w kontekście budżetów wielkich państw i korporacji międzynarodowych. Są to jednak dla nas sumy abstrakcyjne. Panu Jezusowi właśnie o to chodziło. Dług urzędnika jest w praktyce nieskończony i niemożliwy do spłacenia. Jak w takim razie urzędnik z przypowieści mógł go zaciągnąć? Co symbolizuje ten niewyobrażalny dług?
Sam Pan Jezus daje wskazówkę jak rozumieć ów dług, mówiąc o przebaczeniu. Zaciągniecie długu to metafora winy. W odniesieniu do Boga oznacza grzech. Grzech ciężki jest zerwaniem przyjaźni z Bogiem, przyjaźń z Bogiem zaś jest bezcenna. Miłość bliźniego, do której jesteśmy stworzeni oznacza również jakiś rodzaj przyjaźni, choć słowa przyjaźń w ścisłym znaczeniu używamy do relacji szczególnej, zarezerwowanej dla nielicznych. Ma ona również wielką cenę, często trudno ją odbudować, ale mieści się to w naszych ludzkich możliwościach.
Szokuje nas obraz pana, który chce sprzedać swego sługę wraz z rodziną. Jezus używa w przypowieściach obrazów z życia społecznego jemu współczesnych. Nie oznacza to, że pochwala przyjęte obyczaje. Nie one są jednak tematem przypowieści. Chodzi o to, aby słuchacze mogli wyobrazić sobie to, co trudne do pojmowania. Popatrzmy więc na tę scenę z perspektywy naszej relacji z Bogiem. On nie ma komu nas sprzedać i nie potrzebuje żadnej zapłaty. Jeśli w ogóle możemy mówić, że Bóg czegoś potrzebuje (jest to wielkie uproszczenie), to jest to nasza miłość do Niego, bo do tego nas stworzył. Dla Niego każdy z nas jest bezcenny. Równocześnie, tylko On, nieskończenie bogaty w miłosierdzie, może nas „odkupić”. To zresztą słowo, również niedoskonałe, jest używane jako synonim dzieła zbawienia. Odkupienie.
Pierwszy sługa nie pojął dobroci swego pana. Może dlatego sam nie potrafi być miłosierny wobec swego kolegi. Zabrakło mu wdzięczności wobec swego pana i w ten sposób marnuje ogrom łaski, którą otrzymał. Kiedy kosztuje mnie wybaczenie, szczególnie wobec tych, którzy o nie proszą, kiedy nie chcę komuś dać drugiej szansy (a czasami siódmej i siedemdziesiątej), powinienem sobie przypomnieć o nieskończonym miłosierdziu Boga. W słowach Pana Jezusa jest również ostrzeżenie, o którym dziś często zapominamy, bywa że pod wpływem wypaczonego nauczania o Bożym miłosierdziu. Brak wdzięczności Bogu i odpowiedzi na Jego łaskę może oznaczać, że ją odrzucę. I choć Bóg w swym miłosierdziu jest cierpliwy i daje mi kolejne szanse, to jeśli ja „cierpliwie” Go lekceważę, to w końcu mogę odrzucić Jego miłość na zawsze.