Dzieci uczą się rozpoznawać dźwięki rakiet wcześniej niż litery alfabetu, a każdy dzień to walka o przetrwanie, brak pewności jutra i utrata bliskich. Ekspert ds. pomocy humanitarnej i rozwojowej Caritas Polska Nina Mocior wyjaśnia, jak życie w cieniu wojny wpływa na rozwój mózgu, emocji i zdolności dziecka oraz jakie konsekwencje niesie dla całego pokolenia.
Aleksandra Angowska: Jak wygląda codzienne życie dzieci w Strefie Gazy w tej chwili? Z jakimi realnymi problemami muszą się mierzyć?
Nina Mocior: Dla części świata Gaza jest abstrakcją, nazwą w nagłówku. Dla dziecka to miejsce, w którym dom może przestać istnieć w ciągu kilku minut, w którym nie jest pewne, czy jego rodzina przeżyła. Ta codzienność to też spanie w tymczasowych schronieniach, przemoczonych i zgniłych namiotach. Jeśli w ogóle mają namioty, bo duża część osób przesiedlonych i uciekających z miejsca na miejsce mieszka w ruinach i na gruzach. Lub na ulicy. Nie mają dostępu do wody i jedzenia, często też same mają obrażenia i chorują bez możliwości leczenia lub dostępu do leków.
Jest też wiele dzieci, które straciły swoich głównych opiekunów, często oboje rodziców. Obecnie w Gazie mieszka kilkadziesiąt tysięcy dzieci bez opieki. Jeśli nie ma osoby dorosłej przy dziecku, to nie ma nikogo, kto mógłby pomóc dziecku poradzić sobie z bardzo intensywnymi emocjami – strachem i lękiem, bólem, rozpaczą i smutkiem. Jest to przerażająca pustka i poczucie, że zostało się same na świecie i nikt mnie nie ochroni.
Realia ich życia to ciągła walka o przetrwanie, dopasowanie się do rytmu ataków i niepewności. Widzą zburzone domy, rannych i zabitych. Dziecko uczy się rozpoznawania głosów rakiet i samolotów wcześniej niż poznaje alfabet i liczby. Żadne dziecko nie powinno tego wiedzieć.
Jakie codzienne trudności najbardziej obciążają psychikę dzieci w Gazie i jak próbują sobie z nimi radzić?
Z perspektywy psychologii dzieci w Gazie żyją w stanie permanentnego zagrożenia. To nie jest jedno wydarzenie. To nie jest „trauma po”. To jest życie w trakcie ciągłych pobudzających wydarzeń przekraczających ich możliwości poradzenia sobie.
Najbardziej niszczące jest to, że znika poczucie przewidywalności. A dla dziecka przewidywalność to fundament poczucia bezpieczeństwa. Jeśli nie wiadomo, czy jutro będzie szkoła, czy dom będzie stał, czy rodzice i rodzeństwo przeżyją - świat przestaje być miejscem, któremu można ufać. Również dlatego, że inni dorośli również są w kryzysie i często nie mogą pomóc dziecku znaleźć ulgi. Jeszcze gorzej jak tych dorosłych przy dziecku w ogóle nie ma.
Dzieci radzą sobie na kilka sposobów. Część wycofuje się emocjonalnie – stają się ciche, „niewidzialne”, odrętwiałe. Inne reagują nadpobudliwością, agresją, impulsywnością. U młodszych dzieci często pojawia się regres rozwojowy do wcześniejszych etapów rozwoju, np. moczenie nocne, trudności z mową, lęk separacyjny, utrata wcześniej opanowanych umiejętności.
Psychika dziecka próbuje przetrwać. Czasem obroną jest fantazja, zabawa w „wojnę”, odtwarzanie traumatycznych scen w zabawie. To próba oswojenia tego, co niewyobrażalne. Psychika próbuje odzyskać choćby minimalne poczucie kontroli.

Co dzieje się z psychiką i rozwojem mózgu dziecka, które przez lata żyje w warunkach wojny i permanentnego stresu?
Przewlekły stres może zmieniać sposób funkcjonowania mózgu – obszary odpowiedzialne za regulację emocji i pamięć pracują inaczej, gdy organizm latami funkcjonuje w stanie alarmu. To wpływa na zdolność do koncentracji, uczenia się, budowania relacji. A dzieciństwo to czas, kiedy mózg dopiero się rozwija.
Dziecko, które dorasta w cieniu wybuchów, uczy się jednego: świat jest niebezpieczny, a bezpieczeństwo jest złudzeniem. Nie można nikomu ufać, nie można pokazywać słabości, trzeba być czujnym na jakiekolwiek zagrożenie, lepiej nie okazywać emocji i potrzeb. Może to oznaczać trudności w relacjach i zaufaniu innym, nadmierną czujność nawet na neutralne bodźce, brak umiejętności regulowania emocji – od zmienności i impulsywności po odrętwienie.
Dziecko może dorastać z przekonaniem, że świat jest z natury niebezpieczny, a relacje są kruche i nietrwałe. Że można wszystko stracić w jednej chwili, że można stracić bliskich w jednej chwili. To skutkuje bardzo dużym lękiem, który będzie w którymś momencie kompensowany w sposobach budowania relacji i patrzenia na przyszłość. To przekonanie często przenosi się na dorosłość – wpływa na związki, rodzicielstwo, funkcjonowanie społeczne.
Bardzo ważne są konsekwencje w obszarze funkcjonowania mózgu. Kiedy jest on „zalany” kortyzolem przez bardzo długi czas, to następuje chroniczna deregulacja jego części. Badania pokazują, że u dzieci narażonych na długotrwały stres hipokamp – część odpowiedzialna za pamięć – jest mniejsza niż u innych dzieci, a to wpływa na pamięć. Dlatego takim dzieciom bardzo trudno się skupić, zapamiętywać i uczyć. To wpłynie na ich naukę, zdolności uczenia się i planowania. Często też nie przyswajają nowych informacji i bardzo trudno jest zmienić przekonania, które powstały w stanie zagrożenia.
Czy możemy mówić o „traumie pokoleniowej” w kontekście dzieci wychowujących się w warunkach permanentnego konfliktu? W jaki sposób doświadczenia przenoszą się na kolejne lata życia?
Tak, sytuacja w Gazie i w ogóle w Palestynie nosi znamiona traumy pokoleniowej. Trauma pokoleniowa to zjawisko, w którym skutki silnych, długotrwałych doświadczeń traumatycznych nie kończą się na osobach, które ich bezpośrednio doświadczyły, ale wpływają na ich dzieci, a czasem nawet wnuki. A trzeba jasno powiedzieć, że obecne pokolenie dzieci nie jest pierwszym pokoleniem, które doświadcza permanentnego zagrożenia, one już się urodziły w rodzinach czujących skutki wojny i niepewności od kilku pokoleń. I nie chodzi o bezpośrednie wspomnienia, ale reakcje na nie.
Są już oczywiście badania wskazujące na zapisywanie się w genomie skutków traumy – pobudzenia hormonalnego i dysregulacji w różnych układach ciała, zwłaszcza związanych z biologiczną regulacją stresu. Ale chodzi przede wszystkim oto, że wzorce czujności i lękowego przywiązania, sposób przeżywania emocji i przekonania o świecie i ludziach przenoszone są przed relacje i wychowanie. Rodzic lub opiekun żyjący w chronicznym lęku przekazuje dziecku napięcie i sposób radzenia sobie z emocjami, nawet jeśli nie wypowiada go na głos. W taki sposób dzieci uczą się świata. Jeśli to już kolejne pokolenie, czyli ich rodzice doświadczyli traumy, to w takiej rodzinie dziecko uczy się przetrwania, najczęściej jest to czujność o bezpieczeństwo, ograniczanie spontaniczności i szybsze „dorastanie” i odpowiedzialność, normalizacja obrazów przemocy. Należy dodać, że w tych rodzinach bardzo rzadko wspiera się dziecięce elementy życia – niewinność, zabawę i spontaniczność, ciekawość, okazywanie radości i szczęścia.
Jeśli całe pokolenie dorasta w stanie zagrożenia, trauma staje się elementem tożsamości zbiorowej, a nie tylko indywidualnej. Opowieści rodzinne, wspomnienia i reagowanie na straty, obrazy zniszczeń, sposoby wyjaśniania sytuacji – to wszystko wpływa na tożsamość zbiorową przenoszoną na kolejne pokolenia. Można powiedzieć, że to nie tylko mentalność narodu. To utrwalony sposób adaptacji do warunków, w których przetrwanie jest priorytetem. Kiedy wojna trwa od pokoleń, to ta adaptacja staje się dziedzictwem.

Czy dzieci żyjące w tak ekstremalnych warunkach mają jeszcze przestrzeń na dzieciństwo – zabawę, marzenia, spontaniczność?
Na pewno nie na dzieciństwo, o jakim my myślimy – niewinność, zaopiekowanie, możliwość zabawy i rozwoju bez poczucia zagrożenia. Dzieciństwo w Gazie oznacza czujność i stałą adaptację do warunków zagrożenia. Niestety najczęściej trauma zabiera im nadzieję na przyszłość i wizję przyszłości. Dzieci nadal marzą, ale najczęściej nie są to już marzenia o jakich byśmy myśleli – podróże, zawody, czas z rodziną. Te marzenia stają się bardziej przyziemne i naznaczone piętnem wojny – czy moja mama przeżyje, czy siostrzyczka nie zachoruje, czy dziś będzie bezpiecznie. To jest najsmutniejsze.
Ale też trzeba powiedzieć, że psychika dziecka jest bardzo plastyczna i naturalnie dąży ono do zabawy, bo to też forma regulacji emocji i jest potrzebą biologiczną. Dlatego można zobaczyć dzieci tworzące przestrzeń do zabawy nawet w przeludnionych obozach. Z kawałka plastiku mogą zrobić zabawkę i używać nietypowych przedmiotów jako zabawki, jakakolwiek pusta przestrzeń może stać się boiskiem.
Zabawa jest bardzo ważna, nawet po trudnych doświadczeniach. W zabawie często dziecko może mieć kontrolę i poczucie sprawczości, którego brakuje mu w realnym życiu. Zdarza się oczywiście, że dzieci odtwarzają znane sceny wojenne, zawalenia budynków, budują schrony i odgrywają walkę lub sceny zabijania. Do pewnego stopnia to naturalne zachowanie, bo próbują pojąć rzeczywistość i powtarzają sceny żeby niejako uzyskać inne zakończenie. Ale te zachowania należy bacznie obserwować, bo ich kompulsywność i natrętne powtarzanie może oznaczać bardzo intensywną traumę. Nie możemy jednak zapominać, że powrót dzieci do zabawy jest jedną z najważniejszych potrzeb rozwojowych, buduje przewidywalność i rutynę. Takie programy są niezbędne i zabawa nie jest dla dziecka luksusem – jest koniecznością i dużym wsparciem.

Czy – mimo ogromu cierpienia – widzi Pani przestrzeń na odbudowę psychiczną tych dzieci?
Tak, ale pod jednym warunkiem – bezpieczeństwo musi stać się realne i trwałe. No i nie jest to odbudowa w sensie odwrócenia skutków traumy w całości. Bo często przewlekły stres realnie zmienia ciało i umysł dziecka. Ale mózg dziecka jest plastyczny. Każde dziecko rodzi się z potencjałem do rozwoju, miłości, ciekawości świata. Gdy dorasta w cieniu przemocy, jego energia kieruje się ku przetrwaniu. Jeśli pojawi się stabilność, przewidywalność, bezpieczna relacja z dorosłym – wtedy możliwa jest odbudowa. Psychika ma ogromną zdolność regeneracji, jeśli przestaje być nieustannie atakowana.
Leczenie traumy może się odbywać tylko „po”, a nie w trakcie, bo ciało i układ nerwowy muszą zarejestrować, że zagrożenie się zakończyło. Jeśli tak nie jest, to dziecko będzie funkcjonowało tylko w trybie przetrwania.
Dzieci nie są stroną konfliktu, ale jego największą długotrwałą ofiarą. Każda decyzja polityczna – lub jej brak – ma znaczenie.