„Im dłużej trwa wojna, tym większa będzie opozycja elit w Rosji i tym słabszy będzie jej reżim. Putin jest dziś zbyt słaby, aby działać racjonalnie. W najbliższej przyszłości będzie jeszcze słabszy. Kiedy nadejdzie ten czas, zamach stanu może być nieunikniony” – uważa prof. Alexander Motyl.
Wybitny amerykański politolog, rusolog i ukrainolog w rozmowie z KAI mówi o różnych scenariuszach zakończenia wojny Rosji z Ukrainą.
Patryk Małecki (KAI): Panie Profesorze, konsekwentnie powtarza Pan tezę, że Putina mogą „zdetronizować” jego własne elity. Czy to nie jest scenariusz fantazji politycznej?
Prof. Alexander Motyl: Każda prognoza opiera się na elemencie fantazji! Mimo to historia Rosji i świata jest pełna zamachów stanu – nawet Putin prawdopodobnie doszedł do władzy dzięki spiskowi, który obalił Borysa Jelcyna zmuszając go do rezygnacji w słynnym przemówieniu noworocznym wygłoszonym 31 grudnia 1999 roku. Co ważniejsze, w Rosji występują wszystkie przesłanki zamachu stanu. Nie oznacza to, że zamach stanu jest nieunikniony. Oznacza to jednak, że jest całkiem możliwy – prawdopodobieństwo jego wystąpienia wynosi nawet 33 proc.
Czym właściwie są te elity? Kto je tworzy? Jaką realną siłę posiadają?
Mogą to być wszyscy niezadowoleni z Putina. W oczywisty sposób najbardziej dotyczy to grupy politycznego i wojskowego aparatu władzy oraz oligarchów i finansjery. Wiemy, że wielu z rosyjskich elit uważa jego rządy za katastrofalne. Aby byli skuteczni, będą musieli wejść w alians z członkami służb wywiadowczych, które często brały udział w spiskach w historii Rosji i Związku Radzieckiego. Wiemy, że tacy ludzie istnieją. Pytanie brzmi: czy podejmą ten krok? Jewgienij Prigożyn próbował. Zapewne są inni Prigożyni, którzy czekają na sprzyjający moment.
Czy tak naprawdę te elity mogą mieć już dość wojny z Ukrainą, czy może odwrotnie, bo się na niej nieźle pasą?
Po stracie 1,25 miliona zabitych i rannych, rosyjska armia jest bladym cieniem tego, czym była w 2022 roku. Ktoś w Rosji musi postrzegać to jako katastrofę spowodowaną przez Putina. Z pewnością generał Iwaszow Iwaszow tak uważa. Nie może być jedyny.
Czy te elity mogą już się kontaktować z Zachodem za plecami Putina?
Jest to możliwe, choć najbardziej pożądanym kontaktem Zachodu byłaby CIA, zakładając, że Trump chciałby doprowadzić do odsunięcia Putina od władzy.
Co usłyszawszy, wróćmy do generaliów. Niedawno napisał Pan, że Putin mógłby jutro zakończyć wojnę na Ukrainie. Bo?
Gdyby był tak mądry i potężny, jak się go w Rosji przedstawia, mógłby zamrozić wojnę na Ukrainie bez anektowania dziś zajmowanych terytoriów do Rosji, ogłaszając równocześnie zwycięstwo nad Ukraińcami i Zachodem oraz zachowując wojenne status quo. Poszłaby na to i Ukraina i Zachód z Ameryką włącznie. Następowały parady, pomniki, medale i przemówienia, podczas gdy szczęśliwi Rosjanie pławili się w świadomości, że po raz kolejny powstrzymali atak dzikich hord zachodnich i ocalili cywilizację.
Czy takie posunięcie miałoby sens?
Zdecydowany. Wojna by się skończyła. Rosja nadal okupowałaby cały Krym, większość Donbasu oraz znaczną część prowincji Chersonia i Zaporoża. Putin zostałby okrzyknięty przez Biały Dom, a także pewnie przez większość Europy i świata, jako rozjemca, który robi gest „pokoju”. Rosja kupiłaby sobie czas i mogłaby odbudować swoją zrujnowaną gospodarkę, a być może nawet na nowo „zaprzyjaźnić się” ze swoimi obecnymi wrogami.
Jeżeli ta opcja jest tak oczywista i rozsądna, dlaczego z niej nie skorzysta?
Bo myśli, że ma jeszcze czas na taki ruch. Zakłada, że może kiedyś w przyszłości, ale jego moc i środki raczej nie będą większe niż obecnie.
Za tym muszą stać jakieś bardziej konkretne powody. Jakie?
Widzę trzy możliwe powody, dla których nie ogłasza zwycięstwa i nie kończy wojny. Każdy z nich dotyczy tego, czego... nie ma. Dotyczą: rozumu, mocy i środków.
To po kolei...
Po pierwsze, może wierzyć, że zwycięstwo jest blisko, podsycany lukrowanymi raportami i własnymi iluzjami. Choć wydaje się to mało prawdopodobne, Putin może szczerze wierzyć, że Rosja wygrywa wojnę. Dowody wskazują oczywiście na inny kierunek – Rosja ponosi ogromne straty ludzkie w zamian za drobne, nietrwałe zdobycze terytorialne, ale Putin może otrzymywać osłodzone informacje od swoich sługusów lub beztrosko ignorować wszystko, co nie pasuje do jego z góry przyjętych wyobrażeń o sukcesie. Tak czy inaczej, Putin jest albo ignorantem, albo jest oderwany od rzeczywistości. Jego zdaniem po co kończyć wojnę dzisiaj, skoro całkowita porażka Ukrainy jest tuż za rogiem? Biorąc pod uwagę takie nastawienie, uważa że warto poczekać.
Po drugie?
Po drugie, może mu brakować władzy politycznej, aby sprzedać wyraźnie częściowe zwycięstwo podzielonym elitom, których wsparcie utrzymuje jego reżim w nienaruszonym stanie. Putinowi może brakować mocy, by ogłosić fikcyjne zwycięstwo i ujść z tego na sucho. Zakładając, że ruskie elity będą go wspierać bezwarunkowo, albo jeśli tylko wszystkie będą siedzieć na krótkiej smyczy i cicho, Putin będzie tkwić w przekonaniu, że może narzucić swoją wizję wojny takiemu uległemu elementowi. Jeśli natomiast elity są podzielone i nie są powszechnie dłużne Putinowi za jakieś otrzymane benefity, sensowne jest, aby unikał ogłaszania zwycięstwa, o którym elity wiedzą, że jest nadal poza zasięgiem. Bo ryzykuje sporo. Logika podpowiada zatem, że obraz wszechmocnego Putina potrafiącego manipulować swoimi podwładnymi jest błędny. Jego reżim wydaje się równie kruchy, jak jego władza jest słaba. Może się na tym przejechać.
Po trzecie?
Po trzecie, może wątpić w swoją zdolność do wytwarzania wiary publicznej, gdy propaganda koliduje z codziennym żywym doświadczeniem. W miarę jak straty rosną, a zyski pozostają niewielkie, opór elit rośnie, a „chore” myśli o alternatywie dla władcy stają się coraz bardziej natrętne. Czyli kwestia środków, jakie ma. Przymus, którego chętnie używa, niewiele może zrobić, aby przekonać Rosjan, że zwycięstwo należy do nich. Propaganda może zdziałać cuda, ale tylko wtedy, gdy nie jest całkowicie sprzeczna z rzeczywistością.
Czy Rosjanie przeszli pranie mózgu? Czy są więźniami autorytarnej kultury politycznej? A może w głębi duszy narzekają na próby reżimu malowania ładnego obrazu wojny?
Nie możemy tego stwierdzić na pewno, ale z pewnością niektórzy Rosjanie patrzą na patriotyczny „odlot” reżimu ze sceptycyzmem. Putin może być świadomy takich mieszanych uczuć lub może być tak zafascynowany własnymi iluzjami, że nie jest w stanie ocenić, w co właściwie wierzą zwykli Rosjanie.
Może to jest nieco mniej skomplikowane? Za pierwszy rok kontraktowej służby wojennej Rosjanin dostaje 8 milionów rubli czyli około 370 tysięcy polskich złotych. A jak zginie, odszkodowanie pozwala rodzinie jeszcze na zakup mieszkania. To jest ogromny awans materialny. Okazuje się, że niektórzy Rosjanie chwalą sobie kolejny rok inwazji na Ukrainę. Gospodarka wojenna i zatrudnienie w jej zakładach, gdzie płace są parokrotnie większe niż w innych, stworzyła w Rosji nową „klasę średnią", która nie chce końca wojny. „Odkąd wysłałam męża na wojnę nareszcie jestem szczęśliwa. Nie chleje i nie awanturuje się w domu, a ja mam na wszystko” – mówi wiele Rosjanek. A może po prostu, jak nauczał marksistowski klasyk, „byt określa świadomość”?
Rozumiem argument. Rozwój materialny z pewnością odgrywa pewną rolę w akceptacji reżimu przez Rosjan. Jednak beneficjentami zmilitaryzowanej gospodarki jest około 50 proc. populacji. To oni są zwycięzcami. Ale druga połowa to przegrani. Jeśli połowa społeczeństwa narzeka, to w zupełności wystarczy, by obalić reżim. Weźmy na przykład bolszewików. Przejęli władzę przy minimalnym poparciu społecznym. Piłsudski również miał zwolenników i przeciwników. Kiedy szedł po władzę gwarancji sukcesu nie było.
Zmierzając ku konkluzji, czy Putin nie może zakończyć tej wojny nawet, gdyby chciał?
Istnieją uzasadnione powody, aby tak sądzić. Mentalny: może nie chcieć, błędnie wierząc, że zwycięstwo jest nieuniknione. Polityczny: jego rządy są słabe, a oczywiście kłamliwe posunięcie zakończenia wojny bo „wygrał” spotkałoby się z niedowierzaniem i sprzeciwem elit. Antycypacyjny: ponieważ nie może być pewien, że będzie w stanie w nieskończoność manipulować ludźmi w niezbędnym zakresie.
Który najważniejszy?
Najważniejszym z tych trzech punktów jest drugi – kruchy reżim Putina. Może być irracjonalny lub niepopularny, ale stabilność jego rządów ostatecznie zależy od wsparcia elit.
Wniosek końcowy?
Jest możliwie optymistyczny: im dłużej trwa wojna, tym większa będzie opozycja elit w Rosji i tym słabszy będzie jej reżim. Putin jest dziś zbyt słaby, aby działać racjonalnie. W najbliższej przyszłości będzie jeszcze słabszy. Kiedy nadejdzie ten czas, zamach stanu może być nieunikniony.
Źródło: KAI