Myślenie światłem

O Wiktorze Ostrzołku i jego witrażach, spotykanych w kościołach całej Polski

Bez światła nie ma witraży — są martwe. Wszystko, co nas w nich zachwyca, może się objawić tylko w jasności. Dlatego ogromne znaczenie mają szczegóły. Artysta musi najpierw zobaczyć wnętrze w różnych porach dnia, „pooddychać” jego światłem i — oczywiście — architekturą. Dopiero wtedy jest gotów. Może rozpocząć przemienianie światła.

— Najważniejsza jest wyobraźnia — opowiada Wiktor Ostrzołek. — Czasami znajomi pytają mnie: „Po co ty tam jedziesz?”. Ale ja muszę to wnętrze zobaczyć, obejrzeć światło, sprawdzić, jakimi drogami chodzą ludzie...

W pracowni na piętrze domu w Katowicach dwie ściany pozostają puste. Kiedy powstanie już wizja witraża i projekt w dużym pomniejszeniu (1:20), kolejnym etapem pracy artysty jest stworzenie na kartonie projektu w skali 1:1.

— Dopiero wtedy zajmuję się szczegółami — wyjaśnia W. Ostrzołek. — Muszę wziąć pod uwagę wymogi architektoniczne, konstrukcyjne i już na projekcie zaznaczyć elementy nośne. Później rozwieszam karton na ścianach. W tej pracowni powstał witraż do bazyliki Mariackiej w Gdańsku, który ma 22 metry wysokości...

Wśród osiągnięć, które W. Ostrzołek szczególnie chętnie wspomina, jest witraż w kaplicy katowickiej Kurii Metropolitalnej.

— Tam był już witraż Stanisława Wyspiańskiego — mówi o swoich przeżyciach. — Musiałem tak zrobić, żeby z jednej strony zachować swoją tożsamość twórczą, ale jednocześnie zharmonizować moją pracę z witrażem Wyspiańskiego... Każdy witraż jest inny i zawsze staję przed dylematem, bo mogę albo iść spolegliwie za myślą zawartą w architekturze, albo z wielkim szacunkiem dla wnętrza podejść do niego na zasadzie kontrastu... Zawsze jednak konieczne jest „myślenie światłem”.

Dla odprężenia mistrz maluje akwarele. Nie wystawia ich, nie sprzedaje. Można zostać włączonym do elitarnego grona obdarowanych. Artysta twierdzi, że takie podejście pozwala mu na wolność. Na papierze nie ograniczają go bariery architektoniczne, nie musi myśleć o zleceniodawcy, więc wylewa na papier feerię barw, barw wolnych, nieskrępowanych.
I jest szczęśliwy jeszcze bardziej... Czy akwarele Ostrzołka byłyby tak piękne, gdyby tworzył je na zamówienie?

Zdarzają się zlecenia, które spędzają sen z powiek. Tak było między innymi z kaplicą marianów w Warszawie. Sześć otworów okiennych, każdy o innych wymiarach, a na dodatek marianie zażyczyli sobie, by w witrażach zostały zawarte wizerunki Matki Bożej z dwunastu sanktuariów. Jak wpisać w „Ostrzołkową muzykę barw” bardzo konkretne wyobrażenia, które muszą pozostać rozpoznawalne?

— Te wizerunki nie tylko muszą być rozpoznawalne. Ja nie mogę zabić ich duszy. I wcale nie chodzi o to, by zrobić wierną kopię, ale „przetłumaczyć” cudowność ikony na język kilkudziesięciu kolorowych szkieł, na język światła. Każdy z tych obrazów posiada własny klimat, a ja musiałem skomponować cały witraż tak, by jednocześnie i zachować ulotną niepowtarzalność każdego obrazu, i „tchnąć” duszę w cały witraż — promienny uśmiech pana Wiktora wyjaśnia, że sztuka ta mu się udała.

Witraże Wiktora Ostrzołka można spotkać w świątyniach niemal całej Polski (najwięcej na Górnym Śląsku), a także w innych europejskich krajach (między innymi w kościele św. Stanisława w Rzymie). Kiedy opowiada o swoich projektach, promienieje. Od razu wiadomo, że witraże to jego pasja.

— Jestem człowiekiem bardzo szczęśliwym — wyznaje. — Dane mi jest robić to, co sprawia mi ogromną radość i służy ludziom, a nawet zbliża ich do Boga — to dla mnie największa nagroda.

W pracowni mistrza powstaje bałagan. Sam mistrz sprawia wrażenie, jakby chciał pokazać wszystkie swoje dokonania. O każdym opowiada z wielkim zaangażowaniem. A trzeba wiedzieć, że tworzy już ponad 43 lata.

— Jestem entuzjastą Bożej Opatrzności — twierdzi. — Uważam jednak, że talent i szczęście nie wystarczą. Trzeba umieć wstać wcześnie i zabrać się do pracy. Jeśli jest się jeszcze otwartym na różne przeżycia, odbiera się całym sobą doznania, można wiele osiągnąć. Szczęściu należy pomagać...

Wiktor Ostrzołek jest autorem ponad 50 publikacji z zakresu grafiki książki i druków bibliofilskich. Zajmuje się także innymi dziedzinami plastyki: grafiką artystyczną, projektowaniem znaków heraldycznych (między innymi herbów biskupich) oraz insygniów, pieczęci i wielu innych. W swoim dorobku ma także mozaiki (między innymi w kościele ojców oblatów w Katowicach i kościele św. Antoniego w Ostrowie Wielkopolskim) i sgraffita, czyli „obrazy” wycinane w świeżym tynku (między innymi w Gdańsku, Koszalinie, Dębicy i Katowicach).

— Dziś marzę o tym, by nadal tworzyć, poświęcać się mojej pasji, realizować kolejne witraże — wyznaje artysta. — Poszukiwanie wciąż daje mi radość, ciągle najbardziej fascynuje mnie to, co dopiero zrobię, po swojemu...

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama