Nie tylko w bajkach, ale także w realnym życiu zdarzają się sytuacje, gdy ktoś dowiaduje się o sobie czegoś, co całkowicie zmienia jego egzystencję. Dowiaduje się np., że nie jest zwykłym Kowalskim, ale spadkobiercą wielkiej fortuny odziedziczonej od zapomnianego krewnego. Albo że nie jest już zwykłą nauczycielką w wiejskiej szkole, ale laureatką międzynarodowej nagrody.
Do swoich uczniów Jezus dzisiaj zwraca się słowami „wy jesteście”, uzmysławiając im, jak Bóg może przemienić serca. Jest to coś, co może całkowicie zmienić ich spojrzenie na samych siebie, ale także świadomość zadania, które jest przed nimi. Co ciekawe, Jezus wcale nie mówi o czymś, co muszą zrobić, ale o tym, kim są. Sięga przy tym do dwóch obrazów: światła i soli.
To jest niesłychane, ale prawdziwe: uczniowie są światłością świata. Jezus odnosi do nich to samo określenie, które odnosi do siebie samego: „Ja jestem światłością świata” (J 8, 12). Uczniowie oczywiście nie świecą własnym światłem, ale w ich życiu odbija się światło Chrystusa. Są jak planety, które na nocnym nieboskłonie świecą jasnym światłem, które nie pochodzi od nich, ale jest odbiciem światła słonecznego. Jest ono jednak wystarczająco mocne, aby stanowić pewny drogowskaz dla wszystkich poszukujących drogi.
Uczniowie są także solą ziemi. Solą, która zachowuje od zepsucia i nadaje smak. Żeby potrawa nabrała przyjemnego smaku, nie potrzebna wiele soli. Właśnie dlatego garstka uczniów Chrystusa potrafiła nadać zupełnie inny smak rzymskiemu imperium, a potem – całej cywilizacji. I nie przestaje zachowywać jej od całkowitego zepsucia do dzisiaj.
Jest tylko jeden warunek: sól musi być rzeczywiście solą a nie produktem solopodobnym, a światło musi rzeczywiście świecić, a nie chować się pod korcem wstydu i kompleksów. Uczeń Chrystusa nie musi dokonywać heroicznych czynów, musi tylko być autentyczny. Przez samo życie słowami Chrystusa stanie się światłem i solą dla świata. Czasami – ku swojemu zakłopotaniu – będzie się dowiadywał, że stał się dla swego otoczenia inspiracją, umocnieniem, napomnieniem i zaproszeniem do powrotu do Boga, nawet jeżeli nie zdawał sobie z tego sprawy.