Bóg nie jest tyranem

„Proście, a będzie wam dane” – te słowa Jezusa to fundament ufnej modlitwy. Nie jest to jednak magiczna formuła do spełniania życzeń, ale zaproszenie do wejścia w autentyczną, dziecięcą relację z Ojcem. Bóg nie jest tyranem, którego trzeba ubłagać, ani złośliwym strażnikiem, który skąpi. On sam jest Dawcą, a Jego największą radością jest obdarowywanie swoich dzieci. Rzecz nie w ilości wypowiedzianych słów, ale w pewności serca, że Stwórca „wie, czego nam potrzeba, zanim Go poprosimy” (Mt 6, 8). Modlitwa jest więc aktem przyjęcia, a nie wymuszania.

Co jednak, gdy prosimy o „rybę”, a wydaje się, że otrzymujemy „węża”? Jezus obiecuje, że Ojciec da nam Ducha Świętego (jak czytamy w Ewangelii Łukasza), a więc ostateczne, najdoskonalsze Dobro. Nasze ludzkie prośby często są krótkowzroczne, skupione na tymczasowej potrzebie, którą widzimy tylko my. Bóg patrzy dalej. On daje to, co jest dla nas naprawdę dobre, choć czasem różni się to od tego, czego chcieliśmy. To jest szkoła zaufania: wiara w to, że to, co otrzymujemy, jest lepsze niż to, o co prosiliśmy.

Ostatni werset, tzw. Złota Reguła, jest klamrą spinającą całą naukę. Modlitwa nie może być oderwana od życia. To, jak traktujemy Boga, musi przełożyć się na to, jak traktujemy człowieka: „Wszystko, co chcielibyście, żeby ludzie wam czynili, i wy im czyńcie”. Prawdziwość naszej relacji z Ojcem jest weryfikowana przez jakość naszych relacji z braćmi. Jeśli moja modlitwa prowadzi mnie do miłości bliźniego, to jest to modlitwa wysłuchana i doskonała.

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama

reklama