reklama

Polityka prorodzinna w wydaniu węgierskim: dożywotnie zwolnienie z podatku dla matek

Węgry wprowadzają właśnie szeroko zakrojoną reformę podatkową mającą na celu odwrócenie spadającego wskaźnika urodzeń poprzez przyznanie dożywotnich zwolnień z podatku dochodowego matkom posiadającym dwoje lub więcej dzieci.

MG

dodane 04.04.2025 10:35

Węgierski premier Viktor Orbán nazwał to „największą obniżką podatków w Europie i całym zachodnim świecie”. Jak piszą węgierskie media, „matki z jednym dzieckiem będą zwolnione z podatku dochodowego do 30 roku życia. Matki z dwójką lub większą liczbą dzieci będą zwolnione z podatku dochodowego dożywotnio”. Zmiany wprowadzane są etapami.

Zgodnie z nową polityką, matki z trójką lub większą liczbą dzieci będą w pełni zwolnione z podatku dochodowego od października 2025 roku, natomiast zwolnienia dla matek z dwójką dzieci będą stopniowo wprowadzane od stycznia 2026 roku. Ponadto matki z jednym dzieckiem będą zwolnione z podatku dochodowego do ukończenia 30. roku życia. Oczekuje się, że będzie to znacząca ulga dla około 600 000 matek dwójki i 250 000 matek trójki dzieci w skali całego kraju.

Orbán przedstawia tę reformę jako istotny krok w kierunku uczynienia z Węgier pierwszej na świecie „gospodarki skoncentrowanej na rodzinie”, deklarując: „To nie jest tylko reforma; to początek nowej ery dla węgierskiej gospodarki”.

Łyżka dziegciu

Obraz nie wygląda jednak tak różowo, gdy popatrzeć na całość węgierskiej polityki. Problemem jest zwłaszcza postawa urzędników państwowych, którzy często odbierają dzieci rodzicom z powodu ich niepełnosprawności, przynależności do mniejszości etnicznej lub ubóstwa. Pokutuje ciągle mentalność, że państwo w takich przypadkach lepiej zadba o dobro dzieci niż ich właśni rodzice. Zamiast pomagać takim rodzinom środkami finansowymi czy poprzez opiekę społeczną, wybiera się rozwiązanie na skróty.

Być może jednak sytuacja ta zmieni się w dłuższej perspektywie, ponieważ zwolnienie podatkowe jest częścią szerszej strategii rządowej, która obejmuje świadczenia finansowe, dotowane mieszkania i rozszerzone działania socjalne mające na celu zachęcanie do powiększania rodziny. Rządowe instytucje podają, że w ciągu ostatnich 15 lat tamtejsza polityka prorodzinna przyczyniła się do narodzin 250 000 dodatkowych dzieci.

Jest to odpowiedź na alarmujące trendy demograficzne, jednak jak dotąd – niewystarczająca. W 2024 r. Węgry odnotowały najniższy wskaźnik urodzeń od 1949 r. Urodziło się wtedy zaledwie 77 500 dzieci, co oznaczało  spadek o 9,1% w porównaniu z rokiem poprzednim, według węgierskiego Centralnego Urzędu Statystycznego (KSH).

Ankieta przeprowadzona przez Instytut Anyafalva wykazuje, głównym czynnikiem wpływającym na niechęć do rodzenia dzieci jest niestabilność finansowa. 52,9 proc. respondentów wskazało na trudności ekonomiczne, a 43,8% na wyzwania związane z pracą. Inne obawy wymienione w ankiecie obejmowały rosnące ceny żywności, koszty wychowania dzieci i niepewność związaną ze wsparciem opieki nad dziećmi.

Węgry starają się także ograniczyć liczbę aborcji. W 2022 r. w życie weszło prawo wymagające od kobiet ubiegających się o aborcję, aby najpierw posłuchały bicia serca swojego nienarodzonego dziecka. Niestety aborcja, zalegalizowana na Węgrzech w latach 50. XX wieku, nadal jest dozwolona do 12 tygodnia ciąży. Próbą jej ograniczenia jest wymóg, aby kobieta przed podjęciem decyzji podjęła dwie obowiązkowe sesje poradnictwa, ukazujące alternatywy: adopcja, wychowanie dziecka przy pomocy dostępnych służb opiekuńczych i społecznych.

Ekonomia to nie wszystko

Rządowi eksperci podkreślają, że większa stabilność ekonomiczna, elastyczność zatrudnienia i poprawa opieki zdrowotnej są istotnymi czynnikami wpływającymi na decyzje dotyczące planowania rodziny. Są to z pewnością ważne kwestie, jednak – jak pokazuje wydana w zeszłym roku książka Anastasii Berg i Rachel Wiseman „Po co są dzieci?”, problem może leżeć znacznie głębiej: w antynatalistycznym nastawieniu pokolenia millenialsów. Owszem, przedstawiciele tego pokolenia często powołują się na racje ekonomiczne, uzasadniając swą decyzję o nieposiadaniu dzieci, jednak w rzeczywistości chodzi o zaburzony system wartości, o skoncentrowanie się na „samorealizacji”, życiowej autonomii i wygodzie. Posiadanie dzieci sprawia, że trudniej się „samorealizować”, a życie staje się mniej wygodne.

Nie odbierając więc wartości wszelkim środkom finansowym i opiekuńczo-społecznym mającym na celu zachęcenie rodzin do rodzenia i wychowania dzieci, trzeba pamiętać, że potrzeba czegoś więcej: zmiany mentalności, odejścia od błędnego, skoncentrowanego na samym sobie patrzenia na rzeczywistość. Tego niestety nie zapewnią żadne rządowe programy.

Źródło: CNE

1 / 1

reklama