Serce w płomieniach

Tam, gdzie zakorzenił się kult Serca Jezusowego, częściej można spotkać wiernych w kościołach

Tam, gdzie zakorzenił się kult Serca Jezusowego, częściej można spotkać wiernych w kościołach

Mroczne kościoły na pograniczu Belgii i Holandii nie robią dobrego wrażenia na tych, którzy szukają duchowego pokrzepienia. Nic więc dziwnego, że nawet te ciągle jeszcze czynne zwykle świecą pustkami. Inne już dawno zostały sprzedane, przerobione na muzea, restauracje, kluby i lofty.

Serce w płomieniach

Dynamiczny do niedawna katolicyzm w tych krajach pogrąża się dzisiaj w głębokim kryzysie. Jeszcze przed Soborem Watykańskim II Belgia i Holandia wysyłały w świat bodajże najwięcej misjonarzy w przeliczeniu na liczbę obywateli. Holenderskie dzieci obowiązkowo całymi klasami chodziły co miesiąc do spowiedzi. A dzisiaj? By obsłużyć nieliczne już parafie, obydwa kraje muszą wspierać się misjonarzami z Afryki i z Filipin. W pięknie rzeźbionych konfesjonałach – jeśli nie zostały w ogóle usunięte z przestrzeni sakralnej – najczęściej przechowywane są szczotki, szmaty i wiadra.

Dlaczego wraz z posoborowymi reformami Kościół w tych właśnie krajach popadł w większe tarapaty, niżeli można to zaobserwować we Włoszech, Hiszpanii czy w Polsce? W jakimś sensie jest to zapewne skutek sposobu wprowadzania uchwał soborowych w życie, szczególnie w dziedzinie liturgii. W jednych krajach dokonywało się to w sposób ewolucyjny – jak w Polsce. W innych zaś w sposób rewolucyjny – jak właśnie w Holandii. Ale problem sięga chyba także różnic w duchowości, które najłatwiej zauważyć w sztuce religijnej. Sztuka jest bowiem wyrazem ludzkiego ducha i jednym z czynników, które na tego ducha mocno wpływają.

Wśród elementów wystroju świątyń na pograniczu Belgii i Holandii dominują realistyczne przedstawienia Męki Pańskiej, poruszające krucyfiksy i ekspresyjne Drogi Krzyżowe. Często spotkać można także obrazy Sądu Ostatecznego, dużo bardziej wstrząsające od tego, co możemy zobaczyć na gdańskim tryptyku Hansa Memlinga. A jeszcze częściej w tamtejszych kościołach jako powtarzający się ornament występuje obraz piekła i czyśćca. Grzesznicy smażą się w płomieniach pod ambonami, przed ołtarzem, na kościelnych gzymsach i portykach. We flamandzkich świątyniach niewiele jest przedstawień Bożego Narodzenia, Chrystusa Zmartwychwstałego czy choćby tak znanych i czczonych w Polsce, Hiszpanii i Włoszech wyobrażeń Matki Bożej. Efekt jest taki, że brakuje tam matczynego ciepła i radości z odkupienia. Brakuje serca.

Jest to zapewne skutek jansenizmu, który zakorzenił się szczególnie w historycznej Flandrii za sprawą biskupa Ypres, Kornela Ottona Jansena (1581-1643). Duchowny ten, błędnie interpretując dzieła św. Augustyna, głosił, że człowiek o własnych siłach nie jest zdolny do jakiegokolwiek dobra, nawet do przestrzegania Bożych przykazań. Stworzył nurt w duchowości, który charakteryzował się rygoryzmem moralnym połączonym z religijnym pesymizmem. Wprowadzał chorobliwe skrupulanctwo w podejściu do sakramentów świętych, skutkujące rezygnacją z częstego przyjmowania Komunii Świętej i zastępowaniem jej adoracją Najświętszego Sakramentu. Skupiał uwagę wiernych na wizjach Sądu Ostatecznego, czyśćca i piekła.

Wiele twierdzeń zawartych w nauczaniu biskupa Jansena zostało oficjalnie potępionych przez Stolicę Apostolską. Boleśnie zweryfikowała je także najnowsza historia Kościoła, kiedy po Soborze Watykańskim II flamandzcy katolicy, uwolnieni od strachu nieodłącznie dotąd towarzyszącego ich religijności, przestali się w ogóle przejmować Bogiem i Kościołem. Pobożność utrzymywana strachem przed piekłem okazała się płytka. Ale najmocniej chyba odpowiedź na tezy Jansena dał sam Chrystus, objawiając się francuskiej zakonnicy św. Marii Małgorzacie Alacoque (1647-1690) – urodzonej cztery lata po śmierci Jansena! Treści objawień były bezpośrednim zaprzeczeniem jansenizmu. Chrystus wzywał do systematycznej spowiedzi i Komunii Świętej w pierwsze piątki miesiąca. Dał obietnicę zbawienia tym, którzy będą się tej praktyki trzymać. Centrum i symbolem wyrosłej z tych objawień nowej duchowości stało się Serce Jezusa przedstawiane z wydobywającymi się zeń płomieniami albo, jeszcze częściej, otoczone płomieniami – podobnie jak we flamandzkich kościołach, gdzie w płomieniach zanurzeni byli grzesznicy. Serce w płomieniach stało się znakiem wybawienia człowieka przez Miłość Bożą od potępienia. To podziałało i działa. Tam, gdzie zakorzenił się kult Serca Jezusowego, częściej można spotkać wiernych w kościołach. Pewnie dlatego, że w tych kościołach jest jakieś ciepło i nadzieja.

"Idziemy" nr 24/2015

opr. ac/ac

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama