Diecezje, zgromadzenia oraz świeckie stowarzyszenia zatrute nowym arianizmem – a takich nie brakuje – nawrócą się albo wymrą. Lokalne Kościoły, tam gdzie ocaleje niepodległość wobec zakus neoarianizmu, będą podobne do starożytnych szkół katechetycznych, w których wykuwano mądrą teologię, apologetykę, etykę, duchowość czy chrześcijańską filozofię świata – pisze ks. Jarosław Tomaszewski.
Herezja prezbitera Ariusza uderzyła niegdyś w młody Kościół – i jak się okazuje nie przestaje go ranić do dziś – z trzech kierunków. Od najbardziej istotnej strony: prawdy, kwestii Boskości Jezusa Chrystusa. Następnie od strony zepsucia większości hierarchii, która poszła za doktryną ariańską i wreszcie od strony osłabienia wolności Kościoła – bo heretycy, by przeżyć, musieli związać swe losy z tronem. Z tej perspektywy wydaje się, że Leon XIV celowo obrał antyczną Bitynię i Kapadocję, czyli dzisiejszą Turcję, za cel pierwszej wizyty apostolskiej. Papież podczas modlitwy w stambulskiej katedrze pod wezwaniem Ducha Świętego zdemaskował błąd nowego arianizmu, który ma szerzyć się również dziś w szeregach ludzi wierzących. Ojciec Święty zauważył, że wiele osób docenia Jezusa z Nazaretu jako wybitną postać w dziejach, a także korzysta użytecznie z wartości społecznej chrześcijaństwa ale zaprzecza Boskości Chrystusa. Zgoda, bo to, co najbardziej i z poważnymi konsekwencjami nie działa dziś w Kościele to chrystologia.
Teologów, kaznodziejów i katechetów – trzeba to sobie wreszcie szczerze powiedzieć – ogarnęło ponowne i bardzo poważne zwątpienie w bóstwo Osoby Jezusa z Nazaretu. Jedyność zbawcza Chrystusa to wykład ocenzurowany na większości katolickich fakultetów teologicznych. Idzie za tym jakiś ogólnik o Bogu dla każdego religijnego człowieka.
Poglądy większości
Ariusz pojawia się na scenie historycznego dramatu gdzieś około roku 312 i potyka się w swoich rozmyślaniach dokładnie w samym sercu chrystologii. Poglądy ariańskie w pewnym uproszczeniu przypominały tezy głoszone w sekcie tak zwanych Świadków Jehowy, gdzie odziera się Chrystusa ze statusu Boskości, przyznając Jego ludzkiej naturze pewną niedookreśloną postać heroizmu większego od możliwości zwykłego człowieka. To jednak nie ratowało istoty chrześcijaństwa, dla którego wiara w Syna Bożego stanowi coś więcej niż zasadę sensu oraz bytu. Właśnie błędy pierwszego arianizmu były w roku 325 bezpośrednią przyczynę zwołania wszystkich biskupów chrześcijaństwa do Nicei (współczesny Iznik). Czy Kościół dostatecznie celebrował pamiątkę tak istotnego dla rozwoju wiary wydarzenia? Pojawiają się głosy przeciwne.
Być może powrót na serio do Soboru w Nicei zmusiłby wielu do urealnienia wniosków co do przyszłej drogi katolicyzmu. A na to nie stać jeszcze wszystkich w Kościele. Tak samo było tysiąc siedemset lat temu, kiedy protoarianizm opanował zdecydowanie większą część chrześcijańskiego myślenia – począwszy od władców, przez wiernych, aż po niezliczoną liczbę biskupów.
Wybitny kaznodzieja
Jak do tego doszło i dlaczego Ariusz osiągnął aż tak wielkie wpływy? Przyczyną sukcesu ariańskiej dominacji była subtelna pomyłka między fanatyzmem, a radykalizmem – zdarza się ona często także dziś.
Wątpiący w bóstwo Chrystusa teolog z Aleksandrii nie był żadnym przeciętniakiem o wyziębionej duszy. Przeciwnie – ksiądz Ariusz to bardzo gorliwy prezbiter Kościoła aleksandryjskiego, który inteligencją, ascezą i płomiennym kaznodziejstwem przekonuje do siebie niezliczone rzesze wyznawców.
Ariusz był fanatykiem, a zastępy biskupów i wiernych uważały go za duszę ewangelicznie radykalną, bo choć między jedną a drugą postawą istnieje zasadnicza różnica, to jednak środki wyrazu mogą być do siebie podobne. Fanatyk potrafi głosić naukę z nieprzeciętna siłą wyrazu i prawie umierać w skutek postu. Nieurobionych gapiów bardziej porusza zewnętrzny efekt ascetyczny niż subtelna moc prawdy.
Różnica między radykalizmem a fanatyzmem
Warto przypomnieć więc w tym miejscu, dla przestrogi, kilka reguł rozeznawania między upragnionym w Kościele ewangelicznym radykalizmem, a szkodliwym fanatyzmem. Fanatyzm to bezradna rozpacz wobec świata, którego nie da się ani pokonać, ani zmienić – trzeba go więc zaklinać lub zwabić. Podczas gdy inspiracją ewangelicznego radykalizmu będzie twórcza nadzieja dla przełomu. Fanatyk działa na poddane sobie dusze presją, każdego zmuszając do jednej i tej samej drogi. Człowiek radykalny jest cierpliwy, szanuje aktualne możliwości drugiego i ufa, że łaska Boża znajdzie swój czas w ludzkim wnętrzu. Ponadto fanatyk wymaga naśladowania siebie, kopiując w innych własne, niepotwierdzone, subiektywne przeżycia religijne lub przesądy. Ktoś radykalny, dla odmiany, uczy logiki wiary według praw rozumnej, osobistej wolności. Za czasów pierwszego, fanatycznego arianizmu, w progi soboru nicejskiego wstępowała większość biskupów uległych Ariuszowi. Mimo to – dzięki Bogu i bohaterstwu Atanazego – wyszła z soboru nicejskiego wiara katolicka czystej wody. Na nic pokusa demokracji albo dyktatura władzy.
Przeżyje tylko nauczanie Chrystusa przekazane raz na zawsze Kościołowi.
Czas się wypisać
Neoarianizm wewnątrz współczesnego katolicyzmu czeka w niedalekiej przyszłości ten sam los, który dopadł w końcu protoarianizm przed wiekami. Powolny choć siejący wokół siebie wiele niepokoju i zamętu rozkład, zepsucie wyznawców oraz entuzjastów, potem szybki wyciek członków i agonia. Diecezje, zgromadzenia oraz świeckie stowarzyszenia zatrute nowym arianizmem – a takich nie brakuje – nawrócą się albo wymrą.
Na odnowionej mapie światowej religijności pojawi się katolicyzm czystej, płodnej, misyjnej doktryny.
Lokalne Kościoły, tam gdzie ocaleje niepodległość wobec zakus neoarianizmu, będą podobne w swej żywotności do starożytnych szkół katechetycznych, w których na dystans do herezji wykuwano mądrą, pogłębioną teologię, apologetykę, etykę, duchowość czy chrześcijańską filozofię świata. Przecież antyczne Kościoły w Jerozolimie, Aleksandrii czy Antiochii – dzięki wiernej mniejszości i kilku heroicznym pasterzom – nigdy nie poddały się sugestiom Ariusza lecz przechowały czystą wiarę na dalsze pokolenia. Czas wykreślić swoje dane z parafialnej kartoteki wspólnot neoariańskich i chronić się bezpiecznie w łonie katolickich parafii.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.