Mniej? Więcej?

Cotygodniowy felieton z Gościa Niedzielnego (10/2000)

Może zmienić tytuł tej rubryki na „Hipotezy mienszewika”? Z coraz to nowych sondaży dowiaduję się, że większość ma poglądy zasadniczo różne od moich. Jeśli nie zmieniam, to tylko dlatego, że słowo „robocze” traktuję jako alibi w razie oskarżeń o lenistwo. Wróćmy jednak do sondaży. Trudno na przykład zrozumieć, że większość ma coraz bardziej pesymistyczny pogląd na sytuację gospodarczą kraju, a z drugiej strony konkretne dane mówią o zwiększającej się ilości kredytów, co nawet budzi niepokój w sferach finansowych. Skoro Polacy biorą kredyty, to chyba mają nadzieję, że się sytuacja na tyle poprawi, iż będą w stanie je spłacić? A może jednak nie: może mają nadzieję, że wszystko się zawali i nie trzeba będzie nic spłacać? (To jednak świadczyłoby o krótkiej pamięci, bo przecież komunizm też się zawalił, a długi płacimy do dziś — nawet jeśli osobiście ich nie zaciągaliśmy). Tak więc Polacy wierzą, że im się polepszy, chociaż się pogorszy, albo że im się polepszy, bo im się pogorszy. Oba te wyjaśnienia brzmią jednak jak wzięte z jakiegoś Polish joke, jednego z tych okropnych dowcipów, które inne nacje opowiadają o inteligencji Polaków.

W rzeczywistości nie znam wyników badań opinii publicznej na temat Polish joke'ów. Nie jest wykluczone, że większość Polaków je lubi. Przecież obiektywnie rzecz biorąc są śmieszne, prezentowany w nich obraz Polaka jest może fałszywy, ale wszak to tylko żart, a poza tym, któż z nas nie zna jakiegoś rodaka, który pasuje do takiego dowcipu jak ulał. Otóż mniej więcej takich samych argumentów używa większość Polaków, z dziecięcą radością naciskających pilota, by włączyć telewizor i obejrzeć kolejny odcinek ich ulubionego serialu o czterech pancernych. Weterani II wojny światowej stanowią w naszym kraju malejącą mniejszość, ale widać nie każda mniejszość jest równie ważna: protest weteranów przeciwko wyświetlaniu tego kłamliwie przedstawiającego historię filmu spłynął po medialnych decydentach jak woda po gęsi. Co innego, gdy jakiś świeży adept języka polskiego rodem z Afryki przeczytał wierszyk o Murzynku Bambo i dostrzegł w nim elementy rasistowskie — wtedy część prasy biła się w piersi za polityczną niepoprawność polskiego poety. Albo gdy p. Hoffman kręcił „Ogniem i mieczem” — wtedy cnotą okazało się takie odejście od sienkiewiczowskiego oryginału, żeby nie drażnić odbiorcy za wschodnią granicą. Ale weterani, i to jeszcze pewnie z AK albo od Mikołajczyka — któż by się nimi przejmował, skoro film jest obiektywnie rzecz biorąc ciekawy; obraz historii jest w nim może fałszywy, ale patrzmy raczej na przygodę; a ponadto przecież byli Polacy, którzy walczyli w armii Berlinga. Dlaczego więc oburzać się na dowcipy o Polakach?

Większość moich rodaków uważa też podobno, że nie należy już rozliczać się z peerelem, że chociaż SLD jest kontynuacją PZPR to „nic to”, jakby powiedział mały rycerz. Wbrew dowcipom większość Polaków rozumuje zatem na międzynarodowym poziomie; dr Haider ze znanego ośrodka naukowego w Klagenfurcie postawiłby im piątkę.

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama