Spotkanie z papieżem się nie kończy

Fragment książki: Milena Kindziuk, "Zaczęło się od Wadowic". Wspomnienia, wywiady, teksty o Janie Pawle II - Wydawnictwo "M" 2002

Spotkanie z papieżem się nie kończy

Milena Kindziuk

ZACZĘŁO SIĘ OD WADOWIC

Wspomnienia, wywiady, teksty o Janie Pawle II

ISBN 83-7221-286-4

Wydawnictwo "M"
ul. Zamkowa 4/4, 30-301 Kraków
tel./fax (012) 269-34-62, 269-32-74, 269-32-77
http://www.wydm.pl
e-mail: wydm@wydm.pl
© Copyright by Wydawnictwo "M", Kraków 2002 © Copyright by Milena Kindziuk


Maja Komorowska

SPOTKANIE Z PAPIEŻEM SIĘ NIE KOŃCZY

Znana aktorka z radością mówiła o swoich spotkaniach z Ojcem Świętym. Z każdą osobą spotyka się On inaczej podkreślała. I starała się uchwycić dramaturgię tych spotkań (wypowiedź opublikowana w maju 1995 r.).

Niedawno kupiłam encyklikę Jana Pawła II Evangelium vitae. Odczuwam ogromną radość obcowania ze słowami Papieża, szczególnie dzisiaj, kiedy tak dominująca jest na świecie walka dobra ze złem.

Lektura encykliki sprawia również, że przypominają mi się wówczas wszystkie dotychczasowe spotkania z Ojcem Świętym.

O podzielenie się wrażeniami z tego rodzaju spotkań prosił kiedyś twórców kultury ks. Wiesław Niewęgłowski, duszpasterz środowisk twórczych. Powiedziałam wtedy: "To trudne zadanie, bo trzeba dotknąć czegoś bardzo intymnego w sobie samym, a człowiek zawsze się przed tym broni. Z drugiej strony mam poczucie, że spotkanie z Ojcem Świętym jest wielkim darem, na który trzeba odpowiedzieć najlepiej jak się umie nawet jeżeli będzie to nieporadne i wysilone. Dać świadectwo, by w ten sposób Mu podziękować".

* * *

Moje spotkania z Ojcem Świętym to jakby prosta linia, na której są trzy odcinki: Oczekiwanie, Spotkanie Święto, i (nazwijmy to umownie) Brak.

Oczekiwanie... Nie pamiętam dokładnie scenerii, w której odbywały się spotkania w Rzymie. Kiedy czekałam na Ojca Świętego, to cała zamieniałam się w to czekanie, nie zdążałam zrobić niczego innego, nawet patrzeć.

To oczekiwanie kojarzy mi się z czymś jasnym z dzieciństwem. Tak czekałam na Mamę, na Ojca (dziś już nie żyją), na Święta zwłaszcza na Boże Narodzenie. Z jednej strony nie można się doczekać, ale z drugiej cieszymy się, że czekamy i mamy na kogo czekać.

* * *

Spotkanie... Dlaczego każde jest wielkim wzruszeniem, świętem. Papież naprawdę pochyla się nad każdym człowiekiem z wielką uwagą i czułością. Nie spieszy się, choćby czasu było bardzo mało. Nigdy nie jest zdawkowy. Z każdą osobą spotyka się inaczej. Żaden reżyser nie wymyśliłby tylu wariantów kontaktu. Może z racji mojego zawodu chciałabym zrozumieć dramaturgię tych spotkań. Wiadomo przecież, jak trudno jest znaleźć formę dla myśli i uczuć.

Często słyszy się zdanie, że Ojciec Święty tak dobrze mówi, tak odprawia Mszę świętą, bo był kiedyś aktorem. Widzę to inaczej On był i jest artystą. Dlatego mógł pracować kiedyś w teatrze, mógł być poetą i dlatego jest wielkim kapłanem. Nie wierzę, by zastanawiał się nad gestem czy nad zaskakującymi rytmami swoich wypowiedzi, nad pauzami, po których uwaga nasza jeszcze bardziej wzrasta.

Intensywność spotkań z Ojcem Świętym wynika z obcowania z harmonią, czyli z prawdą, mądrością i miłością. Możemy uwierzyć, że jest naprawdę następcą Piotrowym. Myślę, że to, co wiemy o wierze, tu się w jakiś sposób wypełnia, unaocznia.

* * *

Pamiętam, staliśmy jak dzieci i wpatrywaliśmy się w niebo to było na lotnisku. Pierwszy raz miałam zobaczyć Ojca Świętego. Oczywiście lotnisko kojarzyło mi się z czekaniem i powitaniem. Ale takiego powitania nigdy nie widziałam. Ojciec Święty pocałował ziemię przywitał się z nami wszystkimi, z Polską. A my, jakby ogarnięci tym powitaniem, zjednoczyliśmy się.

Wtedy pierwszy raz zobaczyłam, jak Ojciec Święty swoją obecnością potrafi jednoczyć ludzi. I że w tym zjednoczeniu nie straciliśmy swojej osobności. Wręcz przeciwnie On ją nam jeszcze bardziej uświadomił.

Staliśmy się lepsi, uśmiechaliśmy się do siebie, trochę jeszcze zdziwieni potrzebą okazania serca. Nagle stało się jasne, że dużo umiemy. Umiemy być cierpliwi, dzielić się jedzeniem, piciem, odstępować stołki, skrzynki, które przynieśliśmy, żeby Ojca Świętego lepiej zobaczyć.

Ludzie poubierali się w to, co mieli najlepszego no bo święto. Śmieszne zauważyłam, że nie ja jedna miałam buty nie pasujące do sukienki. Trudno, najważniejsze, żeby były wygodne.

Ucieszyłam się. Przestaliśmy się spieszyć.

* * *

Miejsca, w których pojawiał się Ojciec Święty, wszystko jedno, czy było to lotnisko, ulica, stadion sportowy, czy plac przed Pałacem Kultury, okazywały się jakby stworzone dla Niego. Jaką trzeba mieć siłę, żeby je sobie podporządkować, nimi zawładnąć? Stadion Dziesięciolecia niejako symbol czasów, w których Bóg nie był zaplanowany. Ale Ojciec Święty miał swój plan. Wystarczy, że wjechał, okrążył stadion i już zagarnął nas wszystkich ten wielki tłum. Znowu byliśmy razem, znowu zjednoczyliśmy się.  Niebezpiecznie jest się gromadzić przestrzegano nas tłum może stratować.

Byłam wtedy na stadionie.

Idźcie w pokoju, Ofiara spełniona.

Poszliśmy.

* * *

Dziękuję Ojcu Świętemu, że każde spotkanie z Nim jest świętem. Nawet, jeśli odbywa się poza Mszą świętą.

Spotkanie u ojców kapucynów widzę wyraźnie do dziś. Czekaliśmy długo. Poprzedni punkt programu przedłużał się. U kapucynów Ojciec Święty miał spotkać się z przedstawicielami środowisk twórczych. Wielu z czekających tam dziś już nie żyje. Myślę o Oli Śląskiej, Klemensie Szaniawskim, o Basi Sadowskiej. To spotkanie związane jest właśnie z nią. O tym muszę powiedzieć.

Wtedy właśnie ktoś ze znajomych powiedział mi, że Basia jest wśród nas, gdzieś w głębi kościoła. Nie widziałam jej. Myślałam tylko, którędy Ojciec Święty będzie przechodzić, czy uda mi się zaczepić o Niego oczy, ucieszyć się Nim na zapas. Ale jednocześnie zdawałam sobie sprawę, że nikt tego spotkania nie może bardziej potrzebować bardziej niż Basia matka Grzegorza Przemyka. To przede wszystkim powinno być jej spotkanie.

Czy uda mi się Ojca Świętego na chwilę zatrzymać? Jak najkrócej powiedzieć o Basi i jej synu? W pośpiechu próbowałam ułożyć jakieś zdanie, ale miałam wciąż pustkę w głowie. Uczepiłam się myśli, że to spotkanie da jej siłę do życia. Uwierzyłam w to i uspokoiłam się to musi się udać.

Najpierw była droga Ojca Świętego od wejścia do ołtarza. Daleko od nas. Powitanie. Potem droga do wyjścia to pamiętam lepiej. Posuwał się wolno od jednych rąk do drugich. Miałam wrażenie, że podajemy Go sobie z rąk do rąk, jak najcenniejszy dar. Dzielimy się Nim ale wcale nie tak chętnie. Każdy chciałby zatrzymać Go przy sobie jak najdłużej.

Był już blisko. Koncentrowałam się, jak do skoku. Nagle usłyszałam swój głos: "Ojcze, Ojcze. To jest Basia"... Jakiś człowiek przeszkodził mi. Wysoki, z ochrony. On miał swoje zadanie  pilnować porządku. Przestraszyłam się, że nie powiem już nic więcej, ale mówiłam dalej. "Ojcze to jest Basia Sadowska, której zamordowali syna".

"Ojcze, Basia nie chce żyć".

I zobaczyłam Basię w Jego ramionach, jak zmęczone dziecko. Była jeszcze mniejsza, bardziej krucha i potrzebująca pomocy. Pomoc przyszła. Dużo później powiedziała mi, że teraz musi żyć, tak żyć, żeby spotkać się ze swoim synem.

* * *

Gdyby mi ktoś powiedział, że będę jeść kolację przy jednym stole z Ojcem Świętym nie uwierzyłabym. A jednak...

Po ciężkim dniu, po długiej Mszy świętej w kościele Wszystkich Świętych jeszcze jeden obowiązek spotkanie z nami, Radą Prymasowską, w rezydencji Prymasa.

Prawie nie mogłam się cieszyć, tak się bałam, że zobaczę jego zmęczenie w sylwetce, ruchach, w twarzy... I znowu staje się inaczej. Wchodzi nie widać zmęczenia, jest uśmiechnięty, wita się z każdym. A tu jeszcze fotografie. Oczywiście wszyscy je chcemy mieć. Jak On to robi, że wygląda jakby cały dzień odpoczywał?

Nie wiem, jakie były przemówienia (a musiały być) ani rozmowy. Pamiętam, że usiedliśmy do stołu. Stół był długi. Siedziałam wtedy naprzeciwko, prawie naprzeciwko. Jedzenie na pewno było dobre, ale nóż i widelec wyraźnie sprawiały mi kłopot. Kroiłam chyba mięso, ale chciałam patrzeć, napatrzeć się, bo kiedy jeszcze zdarzy mi się coś takiego! Ojciec Święty zauważył, kiedy grzebałam widelcem w talerzu. Poczułam się, jak złapana na gorącym uczynku. "Trudno mi pogodzić jedzenie z patrzeniem"  próbowałam się wytłumaczyć. Przyjrzał mi się bacznie: "Trzeba spróbować pogodzić tak jak ja to robię". Próbowałam.

* * *

Urodziny Ojca Świętego to moje przedostatnie z Nim spotkanie. Moje dzieci tak nazywałam studentów Szkoły Teatralnej, z którymi pracowałam przez cztery lata.

Skończyli studia i na progu ich dorosłego życia, ich pracy, przyjechali ze swoimi nauczycielami po błogosławieństwo Papieża. Tak to teraz widzę, kiedy myślę o tamtym dniu. Opatrzność sama to wyreżyserowała.

Jechaliśmy do Kalabrii na zaproszenie tamtejszej szkoły teatralnej, razem z Janem Englertem, Aleksandrą Górską, Barbarą Lasocką, Tadeuszem Faberem. Oczywiście przez Rzym. Spóźniliśmy się na audiencję generalną, o którą tak zabiegaliśmy. Zawinił samolot. Nie zobaczymy Papieża ciężko w to uwierzyć.

W Rzymie mieszkamy w Domu Pielgrzyma. W południe konferencja prasowa, pierwsza w życiu moich studentów. Wieczorem przedstawienie (dyplomowe). Dużo ludzi, jest ksiądz Boniecki. Gorące przyjęcie i uroczysta kolacja z profesorami z Kalabrii. Do domu wracamy późno w nocy. Niezrównany ojciec Hejmo czekał z wiadomością: rano Msza święta z Papieżem w jego prywatnej kaplicy. I wielka radość! Jest jedno żelazko, które pożyczamy sobie nawzajem. Dobrze, że Jan Englert miał więcej niż jedną marynarkę, wszyscy chłopcy mogli wyglądać odświętnie.

Zamawiamy taksówki, żeby się nie spóźnić. Ojciec Hejmo już czekał. Nie wiedział jeszcze, że w tym holu, wśród gwardzistów papieskich, przyjdzie mu spowiadać moje dzieci. Nawet schody do kaplicy zamieniły się w konfesjonał.

Czekamy. Drzwi się otwierają. Ojciec Święty już jest, klęczy przed ołtarzem. Jesteśmy bardzo blisko, siadamy najciszej, jak umiemy. Wszystko oddala się. Znów zatrzymamy czas.

Klękamy. Próbujemy jakby uzgodnić naszą modlitwę z Jego. Tak trudno nauczyć się modlić.

W tej kaplicy wszystko było Mszą świętą.

* * *

Staliśmy potem w wielkiej sali. A Ojciec miał dla nas czas. Przedstawiałam dzieci po kolei. Musiałam, bo nikt nie potrafił nic powiedzieć tak wielkie było wzruszenie.

Spotkanie moich dzieci. Ich spotkanie. Cieszyłam się.

* * *

Kiedy kończy się Spotkanie, kiedy kończy się Święto, to robi się pusto. Tak, jakby powietrze się rozrzedziło. Oddycha się jakoś lżej. Nie jesteśmy już zmęczeni. A brak nam... Brak czego? Przecież Spotkanie dopiero się skończyło, a człowiek już zaczyna czekać.

Gdyby się powtórzyła sytuacja z Ewangelii i gdybyśmy usłyszeli "Pójdź za Mną", to poszlibyśmy. A Ojciec Święty to mówi i pokazuje nam, gdzie mamy iść. Po to się z nami spotyka. Musimy spełnić to oczekiwanie. Obdarował nas miłością a my musimy ją oddać.

"Ojcze Święty, dziękuję Ci".

opr. mg/mg




Spotkanie z papieżem się nie kończy
Copyright © by Wydawnictwo "m"

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama