Co żołnierz może wiedzieć o duszy?

Echo katolickie 35(687) 28 sierpnia - 3 września 2008


Ks. Andrzej Adamski

Co żołnierz może wiedzieć o duszy?

Są dzieła, które się nie starzeją - mimo upływu lat, zachwycają swą aktualnością. Do takich należy niewielka książeczka „Ćwiczenia Duchowe” autorstwa św. Ignacego Loyoli - założyciela zakonu jezuitów, który swą młodość przeżył jako dworzanin i żołnierz.

Od zatwierdzenia przez papieża Pawła III w 1548 r. treści „Ćwiczeń Duchowych” mija 460 lat. Jednak mimo upływu czasu nie tracą one swej aktualności - wręcz przeciwnie, można powiedzieć, że w naszych czasach zostały odkryte na nowo. Świadczy o tym stale rosnąca liczba uczestników rekolekcji ignacjańskich, opartych właśnie na tych ćwiczeniach. Na czym zatem polega ich fenomen?

Dworzanin - żołnierz - święty

Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy przyjrzeć się postaci autora „Ćwiczeń”. Kim więc był św. Ignacy Loyola?

Pochodził z hiszpańskiego kraju Basków. Jego życie przypadło na burzliwy czas początków XVI w. - żył bowiem w latach 1491-1556. To czas wzrostu potęgi Hiszpanii, będącego następstwem odkrycia Ameryki i eksploracji nowych lądów. W Europie - to czas nowych prądów myślowych; w Kościele - czas zmagania się z Reformacją. Jako młody hiszpański szlachcic Ignacy podejmuje służbę na książęcych dworach. Z początku jego życie dalekie jest od ideałów świętości, choć nigdy nie wyrzekł się wiary ani związku z Kościołem.

Przełomowym momentem jego biografii staje się rok 1521. Wtedy to Ignacy przebywa w Pampelunie, wtedy też wybucha wojna między Francją a Hiszpanią. Ignacy, walcząc w obronie Pampeluny, zostaje trafiony w nogę przez pocisk armatni i odesłany na kurację do rodzinnego domu w Loyoli. Rekonwalescencja znacznie się przedłużyła - noga bowiem została źle złożona przez wojskowego felczera, trzeba było łamać i składać ją ponownie. Już do końca życia Ignacy będzie utykał (co jednak nie przeszkodziło mu w przewędrowaniu pieszo znacznej części Europy). Długie miesiące spędzone w bezruchu okazują się darem od Pana Boga, który miał wobec Ignacego swoje własne, tajemnicze plany...

Błogosławiona nuda

Podczas powrotu do zdrowia Ignacy po prostu się nudził. Dla jego dość porywczej natury przykucie do łóżka było ciężką próbą. Zapragnął umilić sobie czas kuracji lekturą - spotkało go jednak przykre rozczarowanie: w rodzinnym domu znalazł jedynie 2 książki. I nie były to bynajmniej dworskie romanse, które bardzo lubił. Miał do wyboru: „Życie Chrystusa”, autorstwa Ludolfa Kartuza oraz „Złotą legendę” Jakuba de Voragine'a (ta druga pozycja zawierała żywoty świętych). Nuda jednak doskwierała mu na tyle, że zaczął je czytać. A czytał je „żołnierskim okiem” - na życie św. Franciszka, Dominika czy innych patrzył jak na walkę. W nich samych widział rycerzy toczących walkę pod sztandarami Chrystusa. Wtedy w jego duszy zaczęło się rodzić pytanie: „A gdybym tak i ja?...”. Wyobraźnia podsuwała mu obrazy siebie, podejmującego pokutę, posty, wyprawy do pogan w celu ich nawrócenia... Nie znaczy to jednak, że proces jego duchowej przemiany już się dokonał. Równie często i chętnie bowiem wracał myślami do epizodów z życia dworskiego: miłostek, pojedynków, walk. Ta huśtawka trwała jakiś czas... do chwili, kiedy dokonał jednego z najważniejszych odkryć w swoim życiu.

Pierwsze kroki na drodze świętości

Zauważył mianowicie różnicę w swoim usposobieniu. W trakcie zarówno jednych, jak i drugich marzeń odczuwał radość. Kiedy jednak kończył rozmyślanie o sprawach „dworskich” czuł się zmęczony, obojętny, smutny. Po rozmyślaniach o życiu świętych radość trwała nadal. Kiedy zdał sobie z tego sprawę, dokonał fundamentalnego odkrycia o różnych duchach, które oddziałują na człowieka i o efektach tego oddziaływania. Ta chwila stała się przełomem, wtedy też należy szukać początków „Ćwiczeń Duchowych” i reguł o rozeznawaniu duchów.

Gdy wrócił do zdrowia, patrzył na świat inaczej niż przed chorobą. Jego pierwszym celem stała się pielgrzymka do Ziemi Świętej. Pan Bóg pozwolił mu spełnić to pragnienie, ale o wiele później. Zanim to nastąpiło, Ignacy spędził wiele miesięcy w niewielkim miasteczku Manresa. To właśnie tam Pan Bóg ukształtował go duchowo przez liczne oczyszczające doświadczenia (nie wyłączając fazy religijnych skrupułów, pokus i wątpliwości). Tam też powstała podstawowa wersja „Ćwiczeń Duchowych”, a ukoronowaniem tego pobytu było mistyczne przeżycie nad rzeką Cardoner, w którym Pan Bóg dał Ignacemu wewnętrzne przeżycie i zrozumienie wielu prawd wiary. Właśnie wizję nad Cardonerem Ignacy wymieniał jako najważniejsze i najbardziej owocne doświadczenie swojego życia.

Długa droga do Rzymu

Zanim Ignacy stał się założycielem i pierwszym generałem zakonu jezuitów, musiał przebyć długą drogę. Składają się nań studia, podejmowane na najlepszych ówczesnych europejskich uniwersytetach, pielgrzymka do Ziemi Świętej i długi pobyt w Rzymie. Niejako „po drodze” należy odnotować przyłączenie się doń pierwszych towarzyszy oraz nauczanie o prawdach wiary, udzielanie „Ćwiczeń Duchowych” różnym osobom, posługę chorym i ubogim oraz kształtowanie się zarysów przyszłego Towarzystwa Jezusowego. Dość powiedzieć, że w chwili śmierci Ignacego miało ono wielu członków, a jezuici pracowali nie tylko w Europie, lecz także w Indiach i Ameryce.

Ta niewielka książeczka...

„Ćwiczenia Duchowe” to bez wątpienia najważniejsze dzieło literackie Ignacego. Papież Pius XI w encyklice „Mens nostra” (1929) nazwał je „najmądrzejszym i ze wszech miar uniwersalnym kodeksem reguł zdolnych wprowadzić duszę na drogę zbawienia i doskonałości”.

Próżno jednak szukać w nich pięknego stylu czy wzruszeń religijnych. Język jest prosty, konkretny, wręcz oschły. Nie ma sensu czytanie „Ćwiczeń” jak zwykłej książki. Ich geniusz ukazuje się dopiero wówczas, gdy sięgamy po nie w klimacie rekolekcji ignacjańskich.

„Pod nazwą ćwiczenia duchowe rozumiemy każdy rachunek sumienia, rozmyślanie, kontemplację, modlitwę ustną i myślną oraz wszystkie inne czynności duchowe (...). Bo jak przechadzanie się, chodzenie i bieganie - to ćwiczenia cielesne, tak ćwiczenia duchowe to przygotowanie i usposobienie duszy po to, żeby się pozbyć nieuporządkowanych przywiązań, a gdy się ich już pozbędziemy, żeby szukać woli Bożej i odnajdywać ją w ułożeniu własnego życia tak, by zbawić duszę” - czytamy w 1. punkcie „Ćwiczeń”. Te zdania charakteryzują ich naturę i cel. A jak wygląda realizacja tych zasad w praktyce?

8 dni milczenia

Rekolekcje ignacjańskie różnią się od rekolekcji, jakie znamy z doświadczeń parafialnych. Pierwszą różnicą jest czas trwania - wynosi on 8 dni (5 w przypadku tzw. Fundamentu, który jest niejako „wstępem” do właściwych rekolekcji, zapoznającym z ich metodą i specyfiką, pozwalającym uczestnikom na lepsze przygotowanie do właściwych ćwiczeń). Druga rzecz - to sposób realizacji. Są to rekolekcje zamknięte, przeżywane w domach rekolekcyjnych - w oderwaniu od codziennych spraw, przyjaciół, rodziny, znajomych... i w całkowitym milczeniu (to oderwanie i milczenie oznacza też wyłączenie komórki - osoby ze słabszą wolą mogą nawet oddać ją w depozyt).

Ponadto rekolekcje ignacjańskie nie polegają na słuchaniu konferencji. Ich istotą są 4 godzinne medytacje lub kontemplacje na podany przez prowadzącego temat. Centrum rekolekcyjnego dnia jest oczywiście Eucharystia, a ważnym momentem - codzienna rozmowa z kierownikiem duchowym, podczas której przedstawia się owoce swoich medytacji. Chroni to rekolektanta przed ulegnięciem własnym iluzjom lub podszeptom złego ducha. Kierownik pomaga rozeznać wewnętrzne poruszenia, jakie następują, pokonać kryzysy i pokusy i wyciągnąć ze wszystkich przeżyć odpowiednią duchową korzyść. A korzyści jest wiele: rekolekcje są bowiem wejściem w siebie i zobaczeniem swojego życia w świetle Słowa Bożego. Umożliwiają dostrzeżenie w sobie tego, czego na co dzień nie umiemy lub nie chcemy dostrzec - z jednej strony swej ogromnej nędzy, słabości i grzeszności - a z drugiej zbawczego działania w moim życiu Boga, który z tej nędzy mnie dźwiga i chce, bym był naprawdę szczęśliwy. „Ćwiczenia” uczą też modlitwy, sposobów rozeznawania w swym życiu działania dobrych i złych duchów, sposobów dokonywania ważnych wyborów (co przydaje się zwłaszcza tym, którzy szukają swej życiowej drogi). Podają także metodę realizacji codziennego rachunku sumienia (który był dla św. Ignacego najważniejszą praktyką duchową).

Cztery Tygodnie

„Ćwiczenia” podzielone są na 4 Tygodnie. Pierwszy jest nazwany przez Ignacego „drogą oczyszczenia” - rekolektant podejmuje rozmyślanie nad fundamentem i podstawowym celem swojego życia. Musi zmierzyć się też z zagadnieniem zła - obecnego zarówno w świecie, jak i w swoim życiu. Podsumowaniem tego tygodnia jest spowiedź generalna z całego życia.

W 2. Tygodniu, nazywanym „drogą oświecenia”, rozważa się tajemnice z życia i działalności Chrystusa, by jak najbardziej upodobnić się do Niego. Trzeci Tydzień - to rozważanie Męki pańskiej i zjednoczenie z Chrystusem cierpiącym, zaś 4. - to spotkanie z Chrystusem zmartwychwstałym i doświadczenie wielkanocnej radości. Ci, którzy odbyli wszystkie 4 Tygodnie mogą - w zależności od własnych potrzeb duchowych - albo jechać ponownie na dowolny spośród Tygodni, albo wziąć udział w proponowanych przez jezuitów tzw. Syntezach, dotyczących zwykle jakiegoś wybranego tematu.

Warunki

Na pytanie „Czy warto jechać na rekolekcje ignacjańskie?” mogę odpowiedzieć krótko: Tak. Zdaję sobie jednak sprawę, że nie są one dla każdego. Są pewne warunki uczestnictwa w nich. Pierwszym i podstawowym jest pełna i szczera dobrowolność oraz chęć wzięcia udziału w nich z pobudek religijnych. Z racji długiego czasu modlitwy, wymagane jest także wcześniejsze - choćby podstawowe - doświadczenie modlitwy myślnej, opartej na Słowie Bożym (powinni się z nią zetknąć członkowie ruchów religijnych). Kolejny warunek to wspomniane już całkowite milczenie (oczywiście, poza rozmową z kierownikiem duchowym). Z kolei w czasie tych rozmów potrzebna jest postawa otwartości, chęć szczerego dzielenia się swoimi przeżyciami, a czasem nawet konieczność odpowiedzi na trudne czy niewygodne pytania. To z kolei zakłada umiejętność analizowania swych przeżyć i jasnego ich wypowiadania, także mówienia o swoich lękach, obawach czy trudnych przeżyciach. Jest to czasem trudna do przełamania bariera... kiedy się jednak uda, radość jest niezmierna, a Pan Bóg naprawdę dotyka serca. Dotyka, by uzdrawiać, pocieszać i dawać światło. Warto zaryzykować.

opr. aw/aw



Echo Katolickie
Copyright © by Echo Katolickie

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama